BiznesPrezentacje

Skomplikowany język, czyli mów tak, żeby Cię zrozumieli

Chciałem dzisiaj zaznajomić Was z niezwykle relewantną problematyką. Mianowicie, podczas wielu prezentacji, w których – niekoniecznie ku własnej uciesze – partycypowałem, miałem do czynienia z sytuacją, w której prelegent stosował barwne, acz nie do końca zrozumiałe dla audytorium (a być może również nie do końca poprawne) słownictwo.

W 1996 roku profesor Alan Sokal opublikował artykuł naukowy w Social Text. Prace zamieszczane w czasopiśmie podlegają ocenie sztabu recenzentów i bez ich pozytywnej opinii nic nie trafia do druku. Tym razem panowie chyba zaspali, bo tekst Sokala, mimo, że wypełniony masą naukowych określeń, okazał się stosem bredni. Ale taki był jego cel: zdyskredytować naukowców, którzy często posługiwali się językiem i pojęciami, których sami do końca nie rozumieli. Brzmi znajomo?

Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić – to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.
– Albert Einstein

Każdy, kto kiedykolwiek był na studia wie, o czym mówię. Nie ma opcji, żeby podczas pięciu lat nauki nie trafić przynajmniej na jedną osobę, czy to profesora, doktoranta, czy przemądrzałego studenta z innej grupy, która próbuje popisać się swoim językiem. A tak naprawdę jedyne, czym się popisuje to nieumiejętnością przekazania prostych rzeczy w prostych słowach.

Dlaczego to robimy?

Językowy problem nie dotyczy tylko mądrych głów. Pogadaj z informatykiem na temat Twojego serwera, z lekarzem na temat tego, co dzieje się w Twoim jelicie grubym lub z prawnikiem na temat toczącej się właśnie sprawy. W zależności od umiejętności komunikacyjnych Twoich i Twojego rozmówcy zrozumiesz albo większą część przekazu albo nie zrozumiesz zbyt wiele. Dlatego bardzo doceniam mówców i rozmówców-specjalistów, którzy w prostych słowach potrafią powiedzieć, o co tak właściwie chodzi.

Nie tylko przedstawiciele konkretnych grup zawodowych i ludzie wyjątkowo wykształceni maja skłonność do utrudniania życia swoich słuchaczy specjalistycznym językiem. Tego typu ciągoty mogą dopaść w mniejszym bądź większym stopniu każdego z nas. Dzieje się tak z dwóch powodów:

1. Chcę zabłysnąć

Wielu osobom wydaje się, że używając specjalistycznego języka budują swój autorytet. W końcu prawników, lekarzy i profesorów darzymy szacunkiem dla ich pracy i lat spędzonych w szkolnych ławach. Więc równamy do ich poziomu. Ale jeśli przed Twoim nazwiskiem nie stoi profesor, doktor czy mecenas i nie przemawiasz przed tego typu grupą, to tak naprawdę nie budujesz, a osłabiasz zaufanie, którym darzy Cię widownia. Umiejętność wytłumaczenia trudnych spraw prostym językiem – to jest to, czego oczekuje się od prawdziwego specjalisty.

2. Nie wiem, o czym mówię…

…więc będę mówił tak, żeby nie powiedzieć nic. A jeżeli dodam do tego kilka skomplikowanych słów to być może nikt się nie doczepi, bo też nic nie zrozumie. Taktyka uwielbiana przez:
– nieprzygotowanych studentów na egzaminach ustnych,
– nieprzygotowanych osób podczas rozmowy kwalifikacyjnej,
– polityków.

Zwykle, oprócz języka specjalistycznego wypowiedzi takie zawierają dużą liczbę wypełniaczy i nic nie wnoszących ogólników, które mają spowodować, że wypowiedź będzie dłuższa i będzie sprawiała wyrażenie lepiej zbudowanej.

Dlaczego należy unikać skomplikowanego języka?

Ludzki mózg woli słowa proste i krótkie. Dzieje się tak, gdyż pamięć podręczna, którą dysponuje każdy z nas, ma ograniczoną pojemność.

Odpowiedź na to pytanie jest prosta i oczywista. Ale jeśli ktoś chciałby się kłócić, że tego typu wyrażenia są niezwykle istotne w naszej codziennej komunikacji, przedstawiam 3 argumenty popierające to, co mówię:

1. Słowa i definicje, które Ty znasz nie muszą być oczywiste dla innych ludzi.

Pamiętam, jak pierwszy raz w życiu, chyba jeszcze w gimnazjum, usłyszałem, że istnieje coś takiego, jak Czarny PR. Nie do końca wiedziałem, o co chodzi w tym wyrażeniu i stwierdziłem, że musi to być jakiś związek frazeologiczny odnoszący się do niecnych poczynań zakonnika. Oczywiście, wtedy zapisałbym to jako Czarny Pijar i nie byłoby w tym dla mnie niczego błędnego.

Dzisiaj skrót PR jest dla mnie oczywisty. Ale dla mojego rozmówcy niekoniecznie.

2. Nawet jeśli słuchacze rozumieją język, nie znaczy że przyswajają informacje.

Ludzki mózg woli słowa proste i krótkie. Dzieje się tak, gdyż pamięć podręczna, którą dysponuje każdy z nas, ma ograniczoną pojemność. Dlatego większość słuchaczy zrozumie Cię, gdy użyjesz słowa interlokutor zamiast rozmówca, ale już zapamiętanie definicji, w której użyjemy pierwszego, a nie drugiego słowa, będzie trudniejsze.

3. Nie popełnisz żenującego błędu.

Często wydaje nam się, że używamy jakiegoś słowa, wyrażenia bądź definicji zgodnie z ich przeznaczeniem. No właśnie: wydaje. Błędy ortograficzne w prezentacji z PowerPointa są tymi elementami graficznymi, które najbardziej rzucają się w oczy (choćby były napisane maleńką czcionką) i podburzają autorytet prezentera. Ich mówionym odpowiednikiem są błędy językowe. Użycie niewłaściwej definicji lub słowa na pewno nie przysporzy nam fanów na widowni.

W jaki sposób ćwiczyć?

Uważam, że ćwiczenie poprawnego języka nie jest niczym trudnym dopóki nie przesiąkniesz skomplikowanymi słowami i definicjami. Zwróć uwagę na to, w jaki sposób mówisz, piszesz i zastanów się, które elementy mogą być dla Ciebie niezrozumiałe. Nie wierzę, że nie da się zastąpić skomplikowanego słowa jakimś innym, prostym. A jeśli nie da się tego zrobić jednym wyrazem, można zrobić to opisowo. Jeżeli prezentujesz temat grupie laików i używasz specjalistycznych słów ? tłumacz, co one znaczą. Nie musisz nawet pytać, czy sala rozumie dane słowo. Nie każdy będzie się chciał przyznać do niewiedzy.

Język ma ułatwiać komunikację, ale pomaga także osiągnąć nam cele, które sobie zakładamy. Jeśli prowadzisz prezentację, chcesz na pewno, aby publiczność Cię zrozumiała. Ale niekiedy język specjalistyczny może być Twoim sprzymierzeńcem. Jego znajomość na pewno będzie dla Ciebie dodatkowym atutem. Pamiętaj, żeby go jednak nie nadużywać. Ja mówię to. Andrzej.

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Kamil

    Faktycznie, czasami słuchając niektórych profesorów zastanawiam się, czy sami wiedzą, o czym mówia, czy jest to może tylko bełkot, odbębnić i zrobić wykład. Mam nadzieję, że będą czytali Twojego bloga :)