Nowe

Wigilijny TOP10 – moje podsumowanie 2022 roku

Zgodnie z już prawie 10-letnią tradycją, czas podsumować 2022 rok.

To był dziwny rok. Geopolitycznie – masakra. Po 2 latach coronawirus został wyparty przez wojnę, która dla mnie, jako przedsiębiorcy, jest jeszcze gorsza niż pandemia.

Dlatego pod względem zawodowym rok 2022 był najtrudniejszym rokiem od wielu lat. Wojna na Ukrainie, inflacja, Polski Ład, kryzys ekonomiczny – to wszystko odcisnęło swój znak na moich biznesach.

Nie jest to przyjemne, ale taka jest codzienność przedsiębiorcy i zakładając firmę zakładałem też, że biznes nie zawsze będzie łatwy. Już w przeszłości przeżywałem gorsze dni i jako przedsiębiorca i jako pracownik, więc i obecne perturbacje uważam za wliczone w koszty. Takie są zasady tej gry zwanej biznesem.

Z drugiej strony ten rok był rokiem personalnej rewolucji. Prywatnie zmieniłem swoje życie i nawyki w sposób drastyczny. Dzięki temu jestem zdrowszy, szczęśliwszy i z większym spokojem podchodzę do zawirowań biznesowych.

Tegoroczny Wigilijny TOP10 to podróż przez spełnione marzenia, zrealizowane cele i podjęte decyzje. A jej ukoronowaniem jest ostatni element, bez którego moje życie nie byłoby pełne.

Mimo wielu przeciwności jestem niezwykle wdzięczny za ten rok i z przyjemnością go podsumowuję. Jak zwykle, przede wszystkim dla Ciebie, Andrzeju z Przyszłości.

1. Zimowanie na Teneryfie – luty na Wyspach Kanaryjskich

Wszyscy wiedzą, że zima w Polsce jest ciężka: mało słońca, świat w odcieniach szarości i spadki nastroju. Luty to dla mnie najgorszy miesiąc w roku. Wcale się nie dziwię, że to właśnie jemu (zasłużenie) odebrano 3 dni i jest krótszy niż pozostałe, porządne i rozsądne miesiące.

Już w 2021 roku postanowiliśmy, że jakiś fragment kolejnej zimy chcemy przeżyć w innym miejscu. Padło na Teneryfę. Wyspę, na którą oprócz nas wybrało się prawie 20 naszych przyjaciół. To ci sami ludzie, z którymi od lat spędzamy Woodstocki, wigilie, razem świętujemy śluby i inne ważne wydarzenia.

Miesiąc na Teneryfie pomógł mi naładować baterie. Na Kanarach pracowałem, ale znalazłem też sporo czasu, żeby odpocząć:

  • zacząłem naprawdę intensywnie biegać, dzięki wymyślonej przez Michała rywalizacji
  • poszedłem na meczyk hiszpańskiej Segunda Division
  • zdobyłem Teide – najwyższy szczyt Wysp Kanaryjskich

i po raz kolejny mogę zaśpiewać z Brianem Adamsem:

Those were the best days of my life!

Nieustannie jestem wdzięczny za taką paczkę przyjaciół i możliwość budowania pięknych wspomnień.

2. Pierwsza zagraniczna podróż służbowa – Londyn

Wrzesień 2022 – Andrzej jedzie na pierwszą zagraniczną podróż służbową.

WOW! To było marzenie, które czekało na realizację wiele lat.

Zawsze marzyłem o tym, żeby budować organizację, która będzie dawała mi możliwość współpracy z ludźmi z całego świata. Doczekałem się.

Gdy jeszcze pracowałem na MTP w Poznaniu, Dorota, z którą dzieliłem pokój, pojechała na delegację do Kazachstanu.

To było coś!

Byłem pod wielkiej wrażeniem i pragnąłem, by kiedyś ruszyć w tym samym kierunku.

I doczekałem się: pewnego dnia wysłano mnie ma wschód.

Do Lublina.

Lublin jest oczywiście pięknym miastem, ale odwiedziłem je już wcześniej. Więc mimo radości, cały czas tęskniłem za międzynarodową delegacją.

Musiałem na nią poczekać kilka lat, ale było warto. Londyn jest wspaniały.
W 2022 roku w celach zawodowych odwiedziłem stolicę Anglii 2 razy. Oprócz spotkań się z klientami uczestniczyłem w warsztatach i konferencjach, a przy okazji pobiegłem w półmaratonie, zobaczyłem Londyn i zakochałem się w Tower Bridge. Z obu wyjazdów przywiozłem kontrakty. Jestem z tego dumny i mam nadzieję, że kolejne lata będą wyglądały podobnie.

3. Amsterdam – pierwszy wspólny trip z moim wspólnikiem

Kilka miesięcy po pierwszym business tripie do Anglii nadszedł czas na pierwszą podróż służbową do Holandii. Tym razem nie jechałem sam, a z moim wspólnikiem i przyjacielem, Michałem.

Znamy się od prawie 15 lat i chociaż ciężko w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, że obaj sporo podróżujemy, to był nasz pierwszy wspólny trip.

I to do Holandii, he he.

Dlaczego właśnie tam? To właśnie z tego kraju pochodzi jeden z naszych największych klientów. Cóż za przypadek!

Wzięliśmy więc buty do biegania, sporo dobrej energii i wykorzystaliśmy ten czas zarówno pod względem biznesowym, jak i poznając dziedzictwo kulturowe miasta.

4. Pieniny, Gorce i Beskid Wyspowy

Całkiem sporo czasu w tym roku spędziliśmy z Anitą w górach. Były Gorce i nocleg w schronisku, były Pieniny (i to dwa razy) i były pół-solo tripy po Beskidzie Wyspowym: wycieczki te polegały na tym, że Anita spacerowała, a ja biegałem. Doceniam to, że nie musimy robić wszystkiego wspólnie i każde ma czas i przestrzeń dla siebie.

 

Beskid Wyspowy znamy całkiem dobrze i dzięki temu, że wzgórza są blisko Krakowa, to często je przemierzamy. Ale Pieniny i Gorce odkrywaliśmy po raz pierwszy. Z Gorców przywiozłem pamiątkę: kleszcza. Następnie przesiedziałem z nim na pogotowiu, żeby po ponad godzinie dowiedzieć się, że teraz kleszcze wyciąga się tylko samodzielnie.

Z Pienin mam tylko piękne wspomnienia.

W jakimś stopniu jestem człowiekiem gór. Na pewno góry kocham bardziej niż morze i od kilku lat przynajmniej kilka weekendów w roku spędzamy w tych rejonach.

5. Bieganie, rower, pływanie i inne treningi

Jadąc na Teneryfę wiedziałem, że zmiana miejsca jest jednym z najlepszych sposobów wsparcia zmiany nawyków. Wziąłem więc buty do biegania i cisnąłem. Biegowo był to świetny miesiąc.

Niestety po powrocie wszystko trafił szlag.

Nie mogłem się pozbierać – smutna i brzydka pogoda przytłoczyła mnie, a forma, którą tak wspaniale budowałem na Kanarach poszła w siną dal.

Otrzeźwienie przyszło po miesiącu, gdy warstwa tłuszczu zaczęła znów szczelnie pokrywać moje ciało. Stwierdziłem, że dłużej tak nie mogę. Zgaga mnie pali, refluks wali po przełyku, a coraz młodszy nie jestem.

I coś mi się przestawiło.

Zmieniłem podejście do sportu całościowo i połączyłem je z dietą.

Do dzisiaj na treningi w całym roku przeznaczyłem 300 godzin. Biegam, pływam (i nie jestem w tym tak zły, jak myślałem), jeżdżę na rowerze – praktycznie każdego dnia dojeżdżam i wracam nim z pracy.

Poświęcę temu więcej miejsca w innym poście.

Sport stał się moją ucieczką, czasem tylko dla mnie. Pozwolił mi oczyścić głowę i dawał czas, by przemyśleć ważne dla mnie rzeczy.

Ale sam sport to niestety dla mnie za mało. Próbowałem tego kilka razy i nigdy nie działało w 100%.

6. Posty przerywane, zdrowe odżywianie i KONIEC ZGAGI

Być może słyszeliście o postach przerywanych. Ja pierwszy raz usłyszałem o nich kilka lat temu, ale zignorowałem temat. Wracał on co jakiś czas, ale nigdy nie miałem motywacji, żeby spróbować.

Zmiana nadeszła w Wielkanoc 2022.

Zobaczyłem wujka, który zrzucił sporo kilogramów, wyglądał zdrowo, a przy stole wcinał co chciał i ile chciał.

Nie może być. Może chory? Nie. Stosuje posty przerywane: zaczyna jeść około 12, nie je po 19.

Spróbowałem.

Myślałem, że polegnę, bo śniadanie zawsze było dla mnie najważniejszym posiłkiem dnia.

W moim domu rodzinnym na śniadanie jadło się wielki talerz barszczu białego z chlebem, jajkiem, kiełbasą i skwarkami.

I ja mam zrezygnować ze śniadań?

Pierwsze dni były łatwiejsze niż się spodziewałem. miałem dużo pracy, więc po wyjściu z domu zapominałem o jedzeniu. W kilka miesięcy straciłem kilogramy, ale co najważniejsze, pewnego dnia zorientowałem się, że rura mnie nie pali.

Zgagi się skończyły.

Nikt z Was, nikt, kto nie borykał się ze zgagą przez kilka lat, dziękując za każdy jeden dzień bez tego uczucia, nie zrozumie, jak szczęśliwy jestem. Zgaga była koszmarem, który odbierał mi radość z życia.

Obecnie stosuję posty w modelu 15:9 (15 godzin bez jedzenia) lub 14:10, w zależności od dnia. Dodatkowo, gdy rano mam trening, to zjadam kilka garści rodzynek i orzechów.

Posty uzupełniłem zdrowszą dietą, ograniczyłem alkohol i mięso. Wszystko to sprawiło, że mam lepsze wyniki i po prostu czuję się bardziej zdrowo.

7. Lekcje języka angielskiego

Od kilku lat intensywnie otaczam się angielskim, ale w tym roku położyłem na niego ogromny nacisk.

Na naukę naprawdę nigdy nie jest za późno. Uważam, że nauka późna, po szkole i studiach, gdy jesteśmy dorośli, jest najbardziej efektywna, bo uczysz się tego, czego najbardziej potrzebujesz.

Akurat angielskiego zawsze uczyłem się z przyjemnością i łatwością. Ale nie oznacza to, że wymiatałem. Teraz wymiatam o wiele bardziej.

2 razy w tygodniu mam lekcje, czytam po angielsku, słucham angielskich podcastów, a co najlepsze, czasami zdarza i się myśleć a nawet – zwłaszcza w Anglii – śnić po angielsku!

8. Terapia i lepsze poznanie siebie

W połowie roku zdecydowałem się pójść na terapię. Niby wszystko w moim życiu było wtedy pod kontrolą, ale wiedziałem, że jesień może być cięższa i chciałem wyprowadzić uderzenie wyprzedzające.

Nie jestem w stanie stwierdzić, jak duży wpływ na zmiany w moim życiu miała sama terapia, bo ten rok to jedna wielka zmiana. Ale nie mam zamiaru bagatelizować jej wpływu lub wmawiać sobie, że sportem i medytacją doszedłbym do tego samego miejsca.

Cieszę się, że zacząłem ten proces i wszedłem w głąb siebie: poruszyłem trudne tematy i obudziłem koszmarnie ciężkie emocje. Wiele razy wychodziłem z terapii bardziej zmęczony niż po ciężkim treningu.

Wiem, że sam nigdy nie odwiedziłbym tych miejsc.

9. Zdrowe nawyki – medytacja, czytanie, rowerem do pracy

W 2022 roku wprowadziłem do swojej rutyny jeszcze więcej zdrowych nawyków. Do książek, których sporo czytam od kilku lat dołożyłem:

  • sport
  • zdrowe jedzenie
  • regularną medytację – jest to pierwsza rzecz, którą robię, gdy dojeżdżam do biura
  • jazdę rowerem do pracy – nawet w ostatnie śniegi
  • rano ustalam sobie priorytet na dany dzień
  • w dni robocze staram się uczyć czegoś nowego: języka lub czytać książki biznesowe

Rutynka jest fajna.

10. Małżeństwo

Zwykle, gdy ktoś mówi mężczyźnie, że „małżeństwo mu służy”, to tak naprawdę robi sobie podśmiechujki z jego wielkiego brzucha.

Mnie to spotkało w 2021 roku (wal się, wuja xD!).

W tym roku nikt mi nie zarzuci, że mam bęben zamiast brzucha, ale nikt nie powie, że żona nie dba o mnie.

Mówiąc krótko: fajnie jest być mężem.

Nie wiem czy sam fakt zawarcia małżeństwa wpłynął na nasze postawy, ale uważam, że nasza relacja z Anitą jest z każdym dniem bardziej wartościowa i po prostu piękna. Wielokrotnie w tym roku, leżąc już w łóżku zmożony snem sprawiedliwego, myślałem o tym, że jestem wdzięczny za to, jaką mam żonę i jak wygląda nasze życie. Mam nadzieję, że ona myśli tak samo ;)

Roku 2022 – mimo, że momentami byłeś trudny, to dziękuję Ci za wszystkie dobre rzeczy!

Podziel się wpisem:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.