BiznesPraca

Produktywny plan tygodnia

produktywny tydzień - www.jamowie.to - ja mówię to

Jestem bardzo zadowolony z tego, jak wyglądał poprzedni tydzień. Da się pracować ciężko i później jeszcze znaleźć czas na aktywny wypoczynek. Sposób jest jeden: zacząć słuchać swojej głowy.

W tym tygodniu pracowałem prawie 70 godzin, udało się dokończyć wiele spraw, które wymagały zamknięcia, a pozostałe są na najlepszej drodze do tego, żeby zostać zamkniętymi. Do tego udało mi się poszaleć na gokartach, które wprost uwielbiam, po raz pierwszy obejrzeć starą trylogię Gwiezdnych Wojen i rozpocząć jeden bardzo ciekawy projekt.

Żaden plan nie jest stały i trzeba go modyfikować.

Od jakiegoś czasu szukałem systemu, który pozwoli mi się podnieść wydajność pracy. Zresztą pisałem już kiedyś o tych moich poszukiwaniach. Z początkiem roku podjąłem się ich po raz kolejny. Ze świetnym rezultatem.

System, który dopracowałem, składa się z trzech elementów: planowania, pochylni i nagrody. W moim przypadku taka metoda pracy przynosi fantastyczny skutek, dlatego pomyślałem, że opiszę ją na blogu, być może ktoś z niej skorzysta. Na pewno osoby posiadające rodziny i dzieci będą miały więcej trudności z jej wdrożeniem, ale pozostali mogą uznać ją za niezwykle przydatną. Już tłumaczę, dlaczego.

Cały proces zaczyna się nie od planowania, a od uświadomienia sobie, że obowiązków zawsze będzie za dużo, a czasu zbyt mało. Nie jest to myśl odkrywcza, ale wiele osób próbuje z tym walczyć. Nie ma sensu, bo walka jest z góry przegrana. Trzeba przyjąć do wiadomości taki stan rzeczy i odpowiednio dopasowywać plan do danej sytuacji.

Żaden plan nie jest stały i trzeba go modyfikować. Podobnie jest z tygodniowym planem działania, w którym zawsze może pojawić się jakaś niespodzianka lub okazja, którą po prostu trzeba wykorzystać. Z taką świadomością można usiąść i stworzyć listę rzeczy do zrobienia w kolejnym tygodniu.

Gdy już wiem, nad czym będę pracował przechodzę do układania planu, który w moim przypadku jest bardzo specyficzny, bo oparty o coś o nazywam pochylnią. Schemat “działania” pochylni jest prosty: im bliżej końca tygodnia, tym mniej obowiązków sobie wyznaczam. Taka budowa planu powoduje, że w poniedziałek pracuję nawet 15 godzin, ale za to piątek – jeżeli wszystko w trakcie tygodnia szło zgodnie z planem – mam prawie cały wolny i mogę go przeznaczyć na to, na co mam ochotę.

równia pochyła - produktywność - wwwjamowie.to
Oś pionowa to liczba obowiązków, oś pozioma, to dni tygodnia.

Każdego dnia, po zakończonej pracy, staram się zrelaksować czytając, oglądając lub po prostu robiąc to, na co mam ochotę. Nie kładę się spać zaraz po skończeniu pracy, bo mój mózg wieczorem działa trochę jak Windows – długo się wyłącza – i analizuje jeszcze sporo faktów przed zaśnięciem. W każdym razie, ten bufor jest dla mnie swoistą nagrodą za wysiłek, który włożyłem w dany dzień.

A weekend jest nagrodą za cały tydzień. Kiedyś przeczytałem, chyba u Tracy’ego, że człowiek, aby być produktywnym, potrzebuje jednego całkowicie wolnego dnia. I u mnie się sprawdziło. Pochylnię stosuję już od dłuższego czasu, ale dopiero teraz zacząłem doprowadzać ją do zera. Sobota jest dla mnie dniem awaryjnym, w którym kończę to, co zostało do skończenia, jeżeli nie udało się wyrobić. W niedzielę z kolei staram się nie myśleć o tym, co jest do zrobienia. Pisania nie traktuję jako obowiązku (dopóki się do tego nie zmuszam). I to fantastycznie działa. W poniedziałek rano mogę zabierać się do pracy z dużą ochotą.

Działanie pochylni jest proste: bardzo szybko widzisz rezultaty swojej pracy i dostrzegasz prędkość, z jaką zbliżasz się do zera. U mnie ten system oparty jest na 2 przekonaniach, które przelatuję przez moją głowę:

Popatrz, jak dużo już zrobiłeś! Kozak jesteś! Dasz radę zrobić trochę więcej!

Już tak niewiele zostało do zrobienia! Zrobisz jeszcze jedną rzecz, a będzie jeszcze bliżej końca.

Kiedyś ten wewnętrzny trener nie motywował, bo zapominałem o wolnym dniu. Więc końca nigdy nie było. Odkąd wprowadziłem wolną dobę efektywność wzrosła niesamowicie. Mózg słucha wewnętrznego trenera, pracuje się szybciej i lepiej. Bardziej czeka się na weekend i chętniej wraca się do pracy. Lubię to.

Foto: koalazymonkey via photopin cc

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Kamil

    Fajne, ale na etacie i tak muszę przesiedzieć piątek do 16 więc dla mnie byłoby ciężkie do wdrożenia. Powodzenia w przyszłym tygodniu!

    • Kamil

      Przesiedzieć w sensie przepracawoać ;)

  • Maja

    Oj a ja właśnie zauważyłam u mnie ostatnio coraz gorzej z produktywnością. Bywają dni że zrobię to co mam zrobić, a nawet jeszcze więcej, i takie kiedy zrobię naprawdę mało lub prawie wcale ! :/

    • Chyba każdy ma takie dni…. Jak mnie coś takiego nachodzi to zmieniam coś w systemie pracy: przestawiam pochylnię na system wzrastający, wychodzę z domu, dotleniam się, itp. pomaga :)

  • Martyna

    Pomysł świetny. Tylko jak go wdrożyć, pracując 7 dni w tygodniu w bardzo różnych godzinach?

    • Po pierwsze wyeliminować 7 dzień i jednego dnia odpoczywać. Wtedy naprawdę chętniej wraca się do obowiązków. A po drugie: dostosowywać, grupować obowiązki, przesuwać moduły w zależności od okoliczności :). Tak, jak pisałem: pomysł możemy być trudny do zastosowania w przypadku każdej osoby, trzeba popróbować samodzielnie modyfikować.

      • Martyna

        Do połowy maja nie do zrobienia, bo zajęcia mam już ustalone. Ale później… :) Z tym, że na 100% nie będzie to weekend, wtedy właśnie najwięcej pracuję. Urok szkoły zaocznej ;)

  • Sylwia

    Naprawdę super pomysł, zamierzam go wprowadzić w życie :) Wpadło mi do głowy jeszcze tylko takie pytanie: czy można zastosować pochylnię i jeśli tak, to w jaki sposób, kiedy musimy codziennie wykonywać jakieś działania, np. uczyć się języka obcego?

    • Moje zadania tez powtarzają się codziennie albo prawie codziennie. Są po prostu częścią pochylni. Z tym, że w poniedziałek towarzyszy im więcej innych zadań, a w piątek jest to jedyna rzecz, którą mam do wykonania, więc też przyjemniej się za nią zabrać ze świadomością, że zaraz będzie po wszystkim :).