Nowe

O tych, którzy krzyczą najgłośniej

http://jamowie.to O tych, którzy krzyczą najgłośniej Ja mówię TO

Wyobrażam sobie, co się musiało dziać, gdy osoby wprowadzające format Celebrity Splash do Polski siedziały i myślały, jak przetłumaczyć nazwę show na nasz język.

Jasne, można skorzystać ze sprawdzonej struktury i nazwać nowe widowisko Gwiazdy skaczą do wody, ale chyba sami przyznacie, że tytuł ten byłby jednym z najgłupszych tytułów wszechczasów. Siedzieli więc i zastanawiali się dalej, cmokając co chwilę i krytykując coraz gorsze pomysły. Water Talent, Gwiazda szuka wody, Pisiont skoków gwiazdy… W końcu stwierdzili, że zostaną przy Celebrity Splash. Tak hamerykańcko.

Od kilku tygodni przed moimi oczami przetacza się fala wpisów dotyczących nowego programu Polsatu. Nie mam pojęcia, jaką oglądalność ma show podczas którego nieznane mi osobowości medialne skaczą, a następnie rozbijają się o taflę wody. Ostatnio jednemu ze skoczków zadziałały instynkty i normalnie mu stanął przed kamerami. Ciekawe, co działo się wtedy w polskich domach:

Mamo, a co to tak temu panu tak majta między nogami?

Aaaa… to takie efekty córuś… Staszek przełącz to szybko!

Skąd to wszystko wiem? Nie, nie oglądam (Wierny fan Rolnik szuka żony). Zdarza mi się obserwować. Ciekawi mnie, co tam puszczają w TV. Tym bardziej jeśli jest to program, którym podnieca się całkiem spora liczba osób na Facebooku. I to jest drugie, o wiele większe, źródło moich danych o skoczkach.

Najgłośniej, przynajmniej na moim Facebooku, na ten program narzekają osoby, które podobno nie oglądają telewizji i nawet nie mają w domu telewizora. Ale wiedzą wszystko. A nie dość, że wiedzą, to jeszcze przekazują dalej. I później taki przekaz trafia do podatnego na treści wszelakie Kozdęby, który wędruje, jak posłuszne ciele, i czyta o tym, że jakaś aktorka przywaliła taką dechę, że mało jej głowy nie urwało.

Nie chodzi o to, że mam pretensje do tych osób. Na pewno mają swoje, bardzo ważne powody, by zamieszczać te wpisy w portalach społecznościowych. Przeglądam mój śmietniczek dobrowolnie. Nie mogę być przez to na nikogo zły.

Chodzi mi o to, że najgłośniej krzyczą ci, których dana rzecz podobno nie obchodzi lub w niej nie uczestniczą. Na polityków najbardziej narzekają ci, którzy nie oddali głosu. Na niski poziom telewizji ci, którzy jej nie oglądają. Na polskich piłkarzy ci, którzy nawet nie interesują się sportem (pozdrowienia dla Mamy!).

Istnieje w nas przekonanie, że mamy rację i tą racją musimy dzielić się z innymi. Pilnować, żeby nas słuchali. Żeby robili to, co my uważamy za słuszne. Bo my wiemy lepiej. Albo przynajmniej musimy poinformować ich, jak bardzo się nie zgadzamy. Ale czy naprawdę celebrycki show może wzbudzić aż tak duże emocje?

Chyba może. Pewnie ja też przesadnie reaguję w niektórych sytuacjach (jak pomyślę, to może ich być całkiem sporo). Taka natura człowieka. Chce siebie wyrazić. Nawet jeśli nie ma pojęcia, o czym mówi.

A co Wy o tym myślicie?

Foto: Drill Sergeant Giving Ordersphotopin (license)
Tags:
  • wiktor

    Andrzeju, bo Polak lubi mieć rację, a internet daje idealne narzędzia do tego by ta rację głosić. Zawsze było tak, że można było swoje racje głosić przy okazji spotkań rodzinnych, co czasem prowadziło do awantur (u mnie w domu od czasu awantury z jedna z cioć o pis, nie porusza się już przy stole tematów polityki lub religii jeśli wiemy że jedna osoba ma inne zdanie…)
    No ale wspólne biesiady nie zdarzają się codziennie, a internet jest zawsze, jest anonimowy, i zawsze znajdzie się temat by gdzieś wygłosić swoje zdanie i poczuć się lepszym od tej masy idiotów którzy myślą inaczej ;-)
    warto mieć w życiu zasady, ja kieruje się siedmioma, jedna z nich brzmi ‚to co inni myślą o Tobie, to nie jest Twoja sprawa’.. i ta zasada tyczy się również tego, co z tym wpisie zostało poruszone – ludzie w rozmowach internetowych generalnie w dupie mają zdanie innych, a dodanie postu to nie rozmowa tylko prezentacja własnego zdania, które inni też mają w dupie :-) można spojrzeć na fb na jakikolwiek wpis, pod którym jest 200 komentarzy, ale każdy z nich to jakby osobny wątek – z rzadka ktoś się odniesie do czyjegoś wpisu. skoro więc, ludzie mają w dupie moje zdanie – jaka stratą czasu byłoby jego zamieszczenie w sieci :-)
    I jeszcze na koniec, warto pamiętać o pradawnej zasadzie ‚jak Cię nie pytają, to nie opowiadaj’. Ty w swoim wpisie zadajesz pytanie, więc odpowied. Jak najbardziej ma sens :-) ale jak ktoś nie pyta… To po co odpowiadać? :-)

    • Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Myślę jednak, że czasami mimo wszystko warto się wypowiadać. Tylko wypowiadać się na tematy, o których ma się przynajmniej jakieś pojęcie. A nie przeczyć samemu sobie.

      • wiktor

        Oczywiście, lecz przed kliknięciem ‚opublikuj’ warto przespuścić ten nasz tekst przez pewne filtry…
        Czy ktoś mnie pytał o zdanie?
        Czy się na tym znam? (w sensie.. czy NAPRAWDĘ się znam, czy też moja wiedza pochodzi z kwejka…)
        Czy nie piszę tego po to, by podnieść swoją samoocenę?
        Czy przypadkiem mój wpis nie ma na celu świadomego rozpętania gównoburzy wokół tematu?
        Czy mój wpis COKOLWIEK wnosi?
        Jeśli wpis przejdzie przez te filtry, no to warto klikać guzik ;) A jeśli ktoś wypowiada się tylko po to żeby rozpętać gównoburzę (w której i tak później nie ma zamiaru uczestniczyć), żeby popisać się swoją ‚wiedzą’ (z kwejka), lub żeby podnieść swoją samocenę kosztem innych – to jest to czas na maxa stracony :)
        A tu występuje coś, co jest coraz rzadziej spotykane w internecie – rozmowa. Ty napisałeś, ja odpowiedziałem, Ty odpowiedziałeś mi, ja teraz odpowiadam Tobie – rooozmooowa :) Zwykle (zwłaszcza na fb) wygląda to tak, że jest wpis, jest zylion komentarzy, i każdy odnosi się tylko do głównego postu, ale to nie ma nic wspólnego z rozmową.
        Tak mnie naszło – rzadko dziś chyba ludzie naprawdę rozmawiają:)

        • Bo – jak to powiedziała Pani Ogórek – zawsze warto rozmawiać ;). Szczególnie, gdy ktoś ma coś do powiedzenia. Bardzo ciekawe filtry, szczególnie ten o gównoburzy ;). Dzięki!

  • W.

    „Istnieje w nas przekonanie, że mamy rację i tą racją musimy dzielić się z innymi. Pilnować, żeby nas słuchali. Żeby robili to, co my uważamy za słuszne. Bo my wiemy lepiej. Albo przynajmniej musimy poinformować ich, jak bardzo się nie zgadzamy. Ale czy naprawdę celebrycki show może wzbudzić aż tak duże emocje?” – I w tym przekonaniu większość z nas sprowadza dyskusję do przekonania innych do swojej racji, a nie jako okazję do wymiany/poznania poglądów. Show celebrycki jest wygodnym tematem. Praktycznie rozmowa/mówienie/pisanie o nim może sprowadzać się do tego, co podobno, lubimy najbardziej – krytyki. Nie musi mieć ona wartości merytorycznej, jakościowo przebijać portali plotkarskich, skumuluje hejt, za tydzień doda kolejnych tematów, a i w przeciągu dni coś zawsze może wpaść. I przykre jest to, że w dużej mierze właśnie nie ma minimalnych chęci do zapoznania się z tym, co się tak głośno krytykuje. Dobry temat wpisu, szkoda, że tak rzadko podejmowany.

  • >Na niski poziom telewizji ci, którzy jej nie oglądają.
    W sumie to jednak ma sens, bo może przez ten niski poziom właśnie przestały oglądać. Najmując jakiś czas temu mieszkanie stwierdziłam, że tv’ka kupować nie będę, bo lubię jak mi coś brzęczy w mieszkaniu, ale nic konkretnego nie oglądam, więc równie dobrze mogę sobie odpalić jakieś internetowe radio.

    Ostatnio jak siedziałam u babci to mi mignęło to na ekranie i… nie ma się czym podniecać, ani pozytywnie, ani negatywnie. Show, jak show, tylko w sumie też nie rozpoznawałam tych celebrytów (no, może tylko tą czerwonowłosą, bo to koleżanka koleżanki… (; ).

    • O widzisz, to ja znam aż dwóch! Jeden to ten z Mongolii, no a drugi oczywiście Rolnik Adam ;)