Nowe

Najbardziej przerażający obraz człowieka

Słyszeliście kiedyś o tym, żeby matka cieszyła się z tego, że jej dziecko zostało zeżarte przez zwierzę? Albo żeby ktoś dla rozrywki wyrywał schorowanemu człowiekowi jedzenie i śmiał się z jego nieporadności? Nie? Zapraszam do świata Ików.

W latach 1965-66 brytyjski etnograf i antropolog Colin Turnbull, wyruszył w swoją kolejną podróż do Afryki – na kontynent, który kochał. Kilka lat wcześniej był tam po raz pierwszy, by obserwować plemię Pigmejów. Książka The Forest People, którą wydał kilka lat po swoim powrocie, okazała się dużym hitem wydawniczym, a o Turnbullu zrobiło się głośno w branży.

Podróż, którą odbył w latach 60 miała na celu zbadanie plemienia Ików – ludu, który zamieszkiwał tereny górzystego pogranicza Ugandy, Sudanu i Kenii. Badacz spędził wśród Afrykanów 2 lata opisując społeczność, jej zwyczaje, tradycje i relacje między jej członkami. Czy raczej brak tego wszystkiego.

W 1971 roku, kilka lat po swoim powrocie Turnbull wydał przerażającą książkę, która opisuje rozkład i upadek społeczności pozbawionej miłości, zrozumienia czy jakiegokolwiek współczucia. Ikowie, ludzie z gór, bo taki tytuł nosi polskie wydanie, szybko stało się znaną i szeroko omawianą pozycją. W najlepszych latach pozycja sprzedawała się w liczbie ponad 5000 sztuk tygodniowo, Turnbull bywał w telewizji, negocjowano sprzedaż praw do ekranizacji książki, a reżyser Peter Brook przeniósł jej interpretację na deski teatru.

Co takiego opisał antropolog, że swoimi słowami wywołał tak duże zamieszanie nie tylko w świecie nauki?

Turnbull opisał przerażającą wizję głodującego zbiorowiska jednostek, które walcząc o przeżycie zatraciły wszelkie ludzkie odruchy. Ikowie nie kochają, nie przyjaźnią się, nie współczują. Dla Ików jedyną wartość ma pożywienie. Seks ich nie interesuje, dawno porzucili rytuały religijne i przestali zwracać uwagę na więzi rodzinne. Dam Wam kilka przykładów.

Najgorsi ludzie świata

Ikowie opuszczają rodzinny dom, gdy kończą 3 lata. W tym wieku zostają wcieleni do grupy dzieci w podobnym wieku, z którymi spędzają większość czasu. Rodzice nie interesują się tym, co dzieje się z małymi. Rodziców nie interesuje też, co dzieje się z ich małżonkami. Jedyne, na co zwracają uwagę Ikowie to jedzenie. Każdy Ik spędza całe dnie na poszukiwaniu żywności. W latach, które Anglik spędził w tej części Afryki, panowała tam niesamowita susza. Znalezienie czegokolwiek, co można włożyć do ust było niezwykle trudne. Dlatego też, gdy członkowie plemienia znajdowali coś do jedzenia, zjadali to w samotności i w pośpiechu, byle tylko nie dzielić się z innymi. Nikt nie miał skrupułów przed okradaniem czy biciem tych, którzy mieli żywność.

W społeczności Ików nikt nie miał szacunku dla ludzi starszych, którzy byli traktowani jak śmieszne, umierające karykatury. Ze starców naśmiewano się, za niezwykle zabawne uznawano zabieranie im pożywienia i wywracanie bez powodu. Jedną z gier, które uwielbiały dzieci, było wyciąganie ze słabych ust staruszków jedzenia, co dla głodującego człowieka było niesamowitą torturą.

Turnbull opisuje zresztą przykłady straszliwego głodu: ludzi nie mających siły by wstać, wyjść ze swojego odoku (podwórka), czołgających się lub leżących i robiących pod siebie. Nikt się nimi nie przejmował, ale ciężko oceniać takie zachowania z pozycji sytego obserwatora, który czytał książkę zajadając się świątecznym sernikiem z rodzynkami.

Do tego wszystkiego dochodziła niezwykła złośliwość Ików w stosunku do etnografa i samych siebie. Małżeństwa i rodziny nie wspierały się, ludzie patrzyli na pracę drugiego człowieka licząc, że coś mu się nie uda, a brak życzliwości i negatywne zachowania względem siebie były na porządku dziennym.

Długo można pisać o tym, jak źli i zdegenerowani byli Ikowie. W ostatnich rozdziałach swojej książki coraz bardziej rozgoryczony Turnbull przewidywał upadek plemienia, proponował nawet, by poszczególnych przedstawicieli Ików rozesłać w różne strony tak, by nie zarażali kolejnych pokoleń swoim brakiem człowieczeństwa. Tylko czy badacz aby na pewno nie zagalopował się za daleko w swoich ocenach?

Jak głodny byłeś w swoim życiu?

Pewnie domyślacie się, że Anglik mieszkając w Afryce nie przeżywał tego wszystkiego, z czym musieli zmagać się Ikowie. Turnbull mieszkał na obrzeżach jednej z wiosek, które obserwował, miał pod dostatkiem wody, jedzenia i tytoniu. Od czasu do czasu zdobył się na gest człowieczeństwa i karmił tych najbardziej potrzebujących i najstarszych członków plemienia. Cała społeczność była jednak wobec niego nieufna, ludzie nie rozmawiali z nim na wszystkie tematy i zdarzało się, że antropolog podsłuchiwał rozmowy lub posługiwał się pomocnikami z innych plemion, którzy tłumaczyli mu, o co chodzi w rozmowach Ików..

Zarówno bardzo subiektywna ocena społeczności, jak i wątpliwości dotyczące tego, czy badania i obserwacje był wykonywane prawidłowo spowodowały, że wokół książki Turnbulla zaczęło narastać coraz więcej kontrowersji, a w polemikę z autorem weszło kilku znanych antropologów. Być może i Wam Ikowie, ludzie z gór wpadną w ręce i być może tak jak ja, pierwsze części tej książki będziecie łykać wierząc Turnbullowi na słowo. Dlatego skrobnę Wam kilka informacji na temat tych kontrowersji, bo być może plemię Ików nie jest tak okrutne i pozbawione człowieczeństwa, jak relacjonował Brytyjczyk.

Już na samym początku książki Turnbull wspomina, że nauczył się języka Iketot, by lepiej dogadywać się z miejscowymi. Jak donoszą jednak jego adwersarze, znajomość ta była znikoma, podobnie jak znajomość tradycji plemiennych oraz okolicznej fauny i flory. W komunikacji z Ikami pomagali mu więc członkowie innych plemion. Co więcej Anglik przedstawia plemię jako łowców i zbieraczy, którzy zmienili tryb życia w wyniku niekorzystnych okoliczności, gdy tymczasem inne źródła mówią o tym, że Ikowie byli farmerami na długo przed przymusowym przesiedleniem. Kilka lat po wyjeździe Turnbulla z plemieniem Ików spotkali się inni naukowcy. Rozmawiając z członkami społeczności otrzymali oni wiele odpowiedzi negujących informacje zamieszczone w książce. Ikowie byli zasmuceni i zdenerwowani relacją Anglika.

Kontrowersje wzbudzało też miejsce, które wybrał Turnbull: Pirre. Wioska tylko w części była zamieszkana przez Ików, a dużą część społeczności stanowili przedstawiciele innych plemion. I można zakładać, że skoro doskwierał im niezwykły głód, to nie mogli patrzeć przychylnie na człowieka, które każdego ranka chował się i w ukryciu zajadał smaczne posiłki. Z jednej strony badacz twierdził, że nie ingerował w życie plemienia, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że ten brak ingerencji był bardzo wybiórczy.

Przyjemnie patrzy się na Ików, których przedstawiono jako postaci bardziej podobne do zwierząt niż do ludzi, chociaż nie wiem, czy takie porównanie nie obraża zwierząt. Turnbull pokazał światu bardzo złych ludzi, których czytelnik może obserwować z bezpiecznej odległości. I podziwiać swoją europejską cywilizację. Pewnie w tym tkwił sekret tej książki. Zawsze przyciągało nas to, co złe, obrzydliwe, nieprzyjemne. Mimo, że się do tego nie przyznajemy to jednak obserwacja takich sytuacji z jakiejś odległości może dawać satysfakcję, gdy tylko czujemy, że nic nam nie grozi.

Ale myślę, że nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak to jest być tak bardzo głodnym, żeby połykać kamienie. I nikomu nie życzę, by musiał się przekonać. A do takich sytuacji dochodziło w Pirre.

Tak przy okazji: Ikowie mają się raczej nieźle. Ich populacja wynosi obecnie około 10 tysięcy ludzi, a patrząc na ich zdjęcie z Wikipedii nie widzę tych przerażających twarzy uwiecznionych przez Turnbulla.

Źródła: [1], [2], [3], [4], [5]

 

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Pierwsza myśl jaka mi przychodzi na myśl to, że człowiek ma ogromną zdolność adaptacji wynikającej z woli przeżycia. Żyjemy w takiej kulturze w jakiej żyjemy, nie znamy zbyt wielu od niej skrajnych odstępstw więc szokuje nas kiedy słyszymy coś takiego. Doskonałym przykładem tego jak mało rozumiemy inne kultury jest to co się dzieje w tej chwili w Europie w kwestii migrantów. Każda kultura zakłada zawsze, że tylko ona jest tą jedyną słuszną i szeroko otwiera oczy ze zdziwienia na każdy przejaw innych zachowań.

    Druga myśl, która przychodzi mi do głowy to taka, że u nas wcale nie jest jakoś skrajnie inaczej. Tam walczy o przetrwanie każdy indywidualnie, u nas walczy się rodzinami, firmami czy innymi przynależnościami grupowymi.

    Złośliwość ludzka siedzi jednak w bardzo wielu ludziach – nie trzeba dużo żeby wyszła i kąsała innych.

    Ludzi jako rasę osobiście uważam za eksperyment niezbyt udany. Powinno się coś pozmieniać i zacząć od początku.

    Czy skoro już naskrobałem taki obfity komentarz prosto z serca, pozwolisz, że zareklamuję w tym miejscu swój blog? ;)

    • Haha, chyba już to zrobiłeś, więc jeśli ma być równie błyskotliwie, to: floor is yours ;)

  • A zatem:
    Andrzeju, Panie i Panowie…
    Z dumą przedstawiam wschodzącą gwiazdę blogosfery, światowej klasy autora, powiew neuronowej świeżości… !

    Niepowtarzalna okazja by móc kiedyś powiedzieć “czytałem jego teksty od samego początku”…

    Przed Państwem: Strefa USL!!!
    http://usl.zone/blog/

    Dziękuję ;)

  • Dorrota

    Ooo, to ciekawe jest. Dzięki Andrzej, zapoluję na tę książkę.

  • Cytuję:
    ” Kilka lat po wyjeździe Turnbulla z plemieniem Ików spotkali się inni
    naukowcy. Rozmawiając z członkami społeczności otrzymali oni wiele
    odpowiedzi negujących informacje zamieszczone w książce. Ikowie byli
    zasmuceni i zdenerwowani relacją Anglika.”
    Bardzo trafne – warto tam pojechać jakoś i sprawę ustalić. Prawda?

    • To jest bardzo dobry pomysł. Jedynym problem jest kłopot z lokalizacją plemienia, nie wiem, czy są wciąż w tym samym miejscu, ale może kiedyś uda się zrobić wyprawę badawczą.

      • Bardzo chciałbym coś zobaczyć innego, ale żartowałem.
        Już po pierwszej lekturze Ików..miałem dużo pytań,
        teraz wiem, że przesadził z tym wszystkim.