PodróżeŚwiat

Chcesz dobrze zarabiać? Idź żebrać

Ja mówię TO: nie masz pieniędzy, idź żebrać http://jamowie.to

Żebranie w moim kraju się nie zmieni. Zbytnio się opłaca, można wyciągnąć nawet 2000 rupii dziennie – powiedział Kumar.

Myślicie że w Krakowie jest dużo żebraków? Jedźcie do Azji. Na Sri Lance na każdej ulicy znajdziecie kogoś kto wyciąga rękę po wasze banknoty. Tak samo jest w autobusach, pociągach, na skrzyżowaniach. Na każdym kroku można spotkać ludzi, którzy żebrzą. To im się opłaca często bardziej niż uczciwa praca.

Jadąc pociągiem do Hikkaduwy rozmawiałem z Kumarem. Kumar mieszka w Iraku, gotuje dla pracowników BP. Na Sri Lance jest jeden miesiąc w roku, pozostałe 11 spędza w kuchni na Bliskim Wschodzie, dziennie pokonując trasę ze swojego pokoju do pomieszczeń gospodarczych. Tęskni za krajem, żoną i synem.

Wrócić? Może za pięć lat. Nie opłaca się. W Iraku zarobię w miesiąc 4 razy tyle, ile mógłbym tutaj. Na Sri Lance nie można zarobić takich pieniędzy.

Na Cejlonie Kumar mieszka niedaleko Galle, w swojej miejscowości ma małą restaurację, którą prowadzi żona. Chciałby wysłać syna na studia do Nowej Zelandii.

Jak byłem młody podróżowałem, nie mogłem usiedzieć na miejscu. Pracowałem w Niemczech, w Munster. Miałem dziewczynę Niemkę. Byłem w niej szaleńczo zakochany. Chciałbym, żeby mój syn też podróżował, poszedł na studia. On jest taki sam jak ja.

Po tsunami na Sri Lankę przyleciało wielu dobrych młodych ludzi. Polacy też, pomagali. Od tamtego czasu dużo się zmieniło. Jest lepiej. Ale ludzie zawsze będą żebrać. To kwestia mentalności, łatwy pieniądz. Żebrak dziennie może zarobić 2, nawet 3 tysiące rupii, to więcej niż kierowca tuk tuka. Więc to się nie zmieni. Część ludzi pracuje, a popołudniami idą żebrać.

Faktycznie, na Sri Lance żebraków jest pełno. Aby uwiarygodnić swoje historie prezentują blizny, unoszą kikuty, mówią o swoich schorzeniach. Kto ma lepsze, ten może zarobić więcej. To wygląda jak jakiś chory cyrk. A jak nie ma blizn to często są dzieci. Albo siedzą z matką na ulicy albo występują w historii opowiadanej przez żebraka.

Wracam z Hikkaduwy, jadę pociągiem, jest trochę wolnych miejsc, przysiada się do mnie niezłe ubrany straszy pan. Dobrym angielskim pyta gdzie jadę, skąd jestem.

Aaaa Poland! Capitol city is Warsaw, right?

Gawędzimy sobie. Pan ma licencjat z angielskiego, obecnie pracuje w biurze na kolei. Pokazuje mi legitymację, która upoważnia go do darmowych przejazdów pociągami. Pytam go, gdzie jedzie. Do dzieci. Ma aż 7: 4 córki, 3 synów, wszyscy po ślubach. Ma więc też gromadkę 15 wnucząt. Wygląda na zadowolonego.

I tutaj zaczyna się: Rok temu miał wylew, ma sparaliżowaną część dłoni i niedowład nogi (prezentowany poprzez podciągnięcie nogawki). Cześć lekarstw ma za darmo, ale za inne musi płacić. Jego dzieci nie mają co jeść, czy mogę mu dać pieniądze na warzywa dla nich.

Nie.

Ale warzywa na Sri Lance są bardzo tanie, 100 rupii wystarczy.

Nie. Pomagam w swoim kraju.

Gdybym jednak mógł mu coś dać bedzie bardzo wdzięczny.

Nie.

Patrzy ma mnie z ukosa, wstaje, żegna się chłodno, idzie dalej. Pewnie szukać naiwniaków.

Nie mam pojęcia, co w jego historii było prawdą, a co wymyślił, by naciągać współczujących mu ludzi. Denerwują mnie te sytuacje, w których pod pozorem pogawędki ktoś próbuje ode mnie wyłudzić pieniądze. Nie mam pojęcia, kto w tym kraju potrzebuje na życie, a kto jest zwyczajnym oszustem szukającym łatwego pieniądza. I często nie wiedziałem, czy ktoś, kto mnie zagaduje naprawdę chce pogadać, czy może na zakończenie wystawi mi rachunek za sympatyczną konwersację.

Na Si Lance spotkaliśmy ludzi, którzy pracując przy ciężkich maszynach nie używają zabezpieczeń. Patrzyłem i zastanawiałem się, czy nie jest to kuszenie losu, bo bez nogi będzie można zarobić lepsze pieniądze. Taka mentalność: życie tu i teraz. Nie myślenie o tym, co może się stać, bo przecież zawsze można… żebrać?

Policzmy: wynagrodzenie prostego człowieka, który pracuje w tutejszej fabryce wynosi około 250 dolarów miesięcznie, przy czym tutaj pracuje się od poniedziałku do soboty. Standardowy żebrak może lekką ręką wyciągnąć w tym czasie ponad 300 dolarów. Z dziećmi i upośledzeniami, w sezonie turystycznym, pewnie więcej. Opłaca się?

Żebracy nie zbudują gospodarki ani tego, ani żadnego innego kraju i nie sprawią, że będzie lepiej. Rozumiem współczucie. Dawanie pieniędzy to nie rozwiązywanie problemu, a jego intensyfikowane. Przemyślcie to, zanim wrzucicie monetę niby-biedakowi. Czy to na Sri Lance, czy w Polsce.

Tags:
  • Karolina

    To taki trochę smutny wpis, ale bardzo ciekawy. W PL też mamy przecież bardzo dużo osób biednych, które żebrają i proszą o pieniądze.