BiznesPraca

Czasami nie warto odpuszczać

odpuszczać czy nie? http://jamowie.to Ja mówię TO

Ile razy odpuściłeś, gdy nieznajomy Cię oszukał lub szef zaatakował? Ile razy mówiłeś sobie: dość tego, ale ostatecznie odpuszczałeś? Przecież to i tak nic nie zmieni…

Byłem dość nerwowym gówniarzem i często rodzice powtarzali mi: Odpuść (jak tak teraz o tym pomyślę, to cały czas mi to powtarzają). Ale ja nie odpuszczałem. Niezależnie od tego, czy chodziło o jakieś moje własne cele, czy o przyznanie racji drugiej osobie. Jeśli wiedziałem, że mam rację lub chciałem coś zrobić, to walczyłem do końca o swoje. Ale to, co być może było wyrazem buntu okresu dojrzewania, z biegiem lat zaczęło wygasać.

I nie do końca była to kwestia tego, że nabierałem pokory. Raczej kwestia przeświadczenia, że gdy idziesz do pracy i jesteś szeregową mrówką, która chce zrobić karierę w wielkim mrowisku, to musisz się podporządkować.

Są zachowania, których nie wolno akceptować i których nie wolno odpuszczać

Więc się podporządkowywałem. W większości przypadków nie było to złe, bo mimo niższego stanowiska i małego stażu pracy szanowano moje pomysły i przede wszystkim mnie. Oczywiście, w takich warunkach od czasu do czasu zdarzały się sytuacje nieprzyjemne, ale wtedy – wiedząc już, że czasami nie warto – odpuszczałem, bo po co robić sobie problemy, skoro generalnie jest dobrze.

I tak stopniowo przyzwyczajałem się do tego odpuszczania. Aż w końcu trafiłem do takiego mrowiska, w którym jedna ze starszych mrówek potrafiła odebrać mi całkowitą przyjemność z wykonywania pracy.

Na pewno część z Was znalazła się w sytuacji, w której po raz kolejny zdenerwował Was szef, klient lub dobra koleżanka. Ale znając charakter tej osoby dochodziliście do wniosku, że nie ma sensu się odzywać bo:

  • to i tak nic nie pomoże
  • to może tylko pogorszyć sytuację
  • być może nawet zostanę zwolniony

I pozwalaliście na taki stan rzeczy. A im dłużej na niego pozwalaliście, tym trudniej było zareagować i powiedzieć stop. Bo przecież jak to tak: nic nie mówiłem przez X czasu i teraz mam nagle wypalić, że to nie jest fajne? Jak zwrócę mu uwagę, to mogę nawet stracić pracę. Popłaczę sobie przez chwilę, zamknę się w toalecie, poczekam aż mi przejdzie, a potem wrócę do pracy.

Trochę chciałbym, żeby to był wymyślony wpis. Ale kiedyś miałem przyjemność pracować z kimś, kto sprawiał, że każdego dnia przychodziłem do biura najpóźniej jak tylko mogłem, weekendy spędzałem pod kocem zamknięty w małym pokoju, a gdy na służbowym telefonie pojawiał się numer tej osoby bałem się sięgnąć po słuchawkę. Z wielkim obrzydzeniem i nienawiścią do tego projektu, wykonywałem wszystkie obowiązki jak najdokładniej, byle tylko nie usłyszeć po raz kolejny krótkiego Zapraszam do siebie, którego kontynuacją był szereg atakujących wypowiedzi, wypełnionych ciszą lub przytykami. Niejeden raz chciałem powiedzieć, że to niesprawiedliwe, ale to był przecież mój manager, mogę dostać wypowiedzenie, zepsuć atmosferę w zespole, może lepiej odpuścić…

I odpuszczałem przez kilka miesięcy. Aż do dnia, w którym pękłem, złożyłem wypowiedzenie i zwolniłem się, by już nigdy nie powrócić do pracy na etacie. Nigdy nie powiedziałem tej osobie, że to ona jest powodem. Odpuściłem, bo przecież i tak nic bym nie zmienił…

Dopiero jakiś czas później zrozumiałem, że są zachowania, których nie wolno akceptować i których nie wolno odpuszczać. Osoba, której odpuścisz umocni się tylko w przekonaniu, że nic złego nie robi, że jest bezkarna, że może.

Maju miał kiedyś podobną sprawę. Jeden gość oszukał go na pewną kwotę. Maju chciał początkowo odpuścić, ale skontaktował się z prawnikiem, który powiedział mu coś w stylu:

Panie Michale dzisiaj ten człowiek oszukał Pana na niewielką kwotę. Ale jak Pan odpuści to on kogoś następnego naciągnie być może na ogromne pieniądze.

I miał rację. Dlatego jeśli czujecie, że ktoś niesprawiedliwie Was traktuje zareagujcie. Poproście go o przykład konkretnej sytuacji, w której zawaliliście. I powiedzcie, jak źle się czujecie z powodu takiego traktowania, krzyku, przymuszania do zostawania po godzinach. A jeśli trzeba, nie bójcie się walczyć przed sądem. Bo gdy odpuścicie po raz kolejny, będzie jeszcze trudniej powiedzieć, że to boli i jest niesprawiedliwe.

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Kasia Tomaszewska

    bardzo madry wpis… i trafia w takim momencie, w ktorym u mnie rowniez ta czarka powoli sie przelewa i za moment bedzie o krople za duzo.. prawda, ze im dluzej odpuszczamy tym ciezej w koncu zabrac glos, ale z drugiej strony- nikt tego za nas nie zrobi wiec lepiej pozno niz wcale ..

    • Szkoda tylko, że zwykle czekamy aż do momentu, w którym coś pęka. Ja niestety też tak czekałem, dzisiaj już bym tak nie postąpił. Ale każdy uczy się na swoim. Powodzenia!

  • Klaudia

    Twój wpis świetnie wpisuje się w moją sytuację, która dotyczyła stosunku mojego poprzedniego pracodawcy do mnie. W pewnym momencie nie wytrzymałam i tak jak Ty zwolniłam się. Nie zapomnę nigdy, jaka byłam wtedy szczęśliwa i dumna z siebie.

  • Ja zawsze staram się zważyć stosunek korzyści do ryzyka i ocenić, czy warto walczyć.Chociaż generalnie walcząca jestem i trudno przychodzi mi odpuszczanie.
    Rok temu byłam w podobnej sytuacji, jak ta opisana przez Ciebie. Aczkolwiek mocniej zagmatwanej. Nie odpuściłam. Z firmy odeszłam, ale za stosowną odprawą. Nie wiem, czy ktokolwiek tak naprawdę wierzył, że mi się uda. Udało i czuję z tego powodu ogromną satysfakcję.. Z oszustami/agresorami TRZEBA walczyć. To jedyny sposób, żeby ich powstrzymać.

  • Anonim

    Witaj Andrzeju,

    Mam taką sytuację na uczelni. Jest pewien bardzo problematyczny wykładowca, z którym wszyscy mają problemy. Ponieważ on tworzy problemy. Utrudnia wszystko jak się da, nie jest to tylko moje zdanie. Postanowiliśmy, więc coś z tym zrobić, poprawić sytuacje, żeby wszystkim nam się lepiej żyło. Wykładowca dostał upomnienie, ale dalej było to samo. Ponowne upomnienie i niby poprawa, ale dalej to samo. Próbowaliśmy nawet z nim rozmawiać….na nic się to nie zdało. Człowiek jest na stanowisku, ma znajomości i tak na prawdę nic nie możemy zrobić. On przynosi uczelni duże pieniądze. Ma władzę i pieniądze. Może bezkarnie nas wyśmiewać, umawiać się z nami na konkretną godzinę poprawy kolokwium, po czym nas wyrzucać. Na prawdę zszokowało mnie, że tacy ludzie istnieją, bo człowiek niby inteligentny, pomijam fakt, że wiedzy przekazać nie umie, i tak jestem samoukiem, więc to nie jest kwestią problemu. Problem tkwi w jego podejściu do wszystkich i stwarzaniu problemu tam gdzie go nie ma. Ja już nie widzę innego rozwiązania tej sytuacji, tym bardziej, że jak próbowaliśmy z nim rozmawiać czy jak dostał upomnienie tym gorzej nas traktował. Smuci mnie fakt, że tego problemu nie mogę rozwiązać. Minęła sesja, udało mi się zdać, jednocześnie wiem, że wcześniejsi studenci mieli takie same problemy z tym człowiekiem, również wiem, że czeka to kolejnych studentów, którzy przyjdą na tą uczelnie.

    Na prawdę nie jestem konfliktowym człowiekiem. Mam dużo cierpliwości, jednak są jakieś granice. Czekanie na szanownego Pana 6 godzin? Wyśmiewanie nas, mówienie, że nic nie umiemy, jesteśmy do niczego, bo nawet tytułu nie mamy. Żyjemy w XXI wieku, w świecie cywilizowanym. Wszyscy powinniśmy się szanować i nie obrażać nikogo. Każdy ma inne predyspozycje i umiejętności.

    Pozdrawiam,
    życzę wam wszystkim żebyście na tego Pana nie wpadli nigdy w życiu

    PS: Moja wypowiedź nie miała na celu obrażenie nikogo. Tylko zarysowanie sytuacji jaka ma miejsce. Pokazanie, że czasami trzeba odpuścić i nic się nie odzywać, bo pogorszyliśmy tym naszą sytuacje. Lekcja jaką wynieśliśmy to: najlepiej się nic nie mówić i olać sytuacje.

    Anonim

    • Dzięki, że poruszyłeś tutaj ten temat.
      Niestety, masz rację, że w przypadku uczelni sprawa nie jest część to jeszcze trudniejsza, bo profesor ma tytuł, a student etykietkę z napisem: zawsze kombinuje. No i niestety apele nie zawsze dają radę.
      Najważniejsze, że próbowaliście, bo to jest zawsze sygnał, że coś jest nie tak – i w takim wypadku jednak nie warto odpuszczać mimo, że można ponieść konsekwencje. Powodzenia.