PodróżeŚwiat

Ruch uliczny i transport na Sri Lance

Tuk tuk transport Sri Lanka ja mówię TO

Wystarczy jedno słowo, by opisać ruch uliczny na Sri Lance: chaos. Dwa wystarczą, by określić warunki transportu: wolno i tanio.

Nieważne czym jedziesz, na Sri Lance i tak będziesz jechać powoli. Możesz mieć własny samochód, samochód z wynajętym kierowcą, jechać tuk tukiem lub autobusem, ale korków nie przeskoczysz. Co z pociągami? Też jeżdżą powoli, a do tego o wiele rzadziej niż busy. Z racji tego, że rozkładu ani jednych ani drugich nie uświadczysz na prawie żadnym dworcu, wygodniej poruszać się busami. Najlepiej prywatnymi, bo oprócz nich są jeszcze takie, które są państwowe. Te mają mniej udogodnień. Łatwo je rozpoznać, bo państwowe busy są brudno-czerwone.

Małe i ciasne, na myśl przywodzą autobusy kursujące po polskich drogach jeszcze w latach 90. Do ciasnoty ludzie na Sri Lance przywykli i nikomu nie przeszkadza mało miejsca na nogi. A przynajmniej nie tym, którzy jeżdżą busami. Ale nie pokochałem autobusów za to, że mogę ocierać swoje spocone ramię o ramię nie mniej spoconego Hindusa z dużym brzuchem.

W każdym prywatnym busie, niezależnie jak stary by był, zamontowane są dwie wielkie kolumny o świetnej jakości dźwięku. Kierowca uruchamia je w trakcie jazdy lub jeszcze przed startem. Czasami są naprawdę głośne, a puszczają z nich typową hinduską muzykę. Po dwóch tygodniach się nudzi. To nie koniec atrakcji. Oprócz głośników mamy tu też płaski telewizor, który uruchamiany jest (zwykle) po zmroku.

Wszystko to odciąga uwagę od tego, jak prowadzi kierowca. To, że autobus jedzie powoli nie oznacza, że podróż jest bezpieczna. Nijak to się ma do naszych europejskich standardów. Wymijanie na trzeciego? Brak sygnalizacji skrętu? Trzy samochody obok siebie na dwóch wąskich pasach? Lankijska codzienność na drodze. Ale miejscowym to nie przeszkadza, więc i ja siedziałem cicho.

Oprócz tego, że kierowcy szaleją, to jeszcze trąbią, jakby wieźli rodzącą żonę do szpitala. Kurs na prawo jazdy w tym kraju prawdopodobnie obejmuje naukę używania klaksonu, bo ten służy do zasygnalizowania manewru, pozdrowienia, ostrzeżenia i wielu innych rzeczy, których nie ogarniam. Trąbią wszyscy i na wszystko. Nawet na krowy, które po drogach przemieszczają się według swoich upodobań.

Dla niektórych może to być zbyt wiele i ci wybiorą pociąg. A tam 3 klasy (a nawet 4, bo 2 klasa jest w dwóch standardach) na dłuższych trasach i Stadion Dziesięciolecia w środku. Pociągiem jechaliśmy w nocy z Trinco do Colombo, niestety późno kupiliśmy bilety i została nam tylko niższa druga klasa. Cena za bilet to niecałe 400 rupii, 750 w pierwszej klasie. Z Nanu Oyi jechaliśmy już wyższą drugą klasą. Standard bez porównania lepszy. I bez stadionu

O co chodzi z tym stadionem? Do wagonu możecie wsiąść z pustymi rękami, a wysiąść obkupieni do potęgi. Jedzonko, napoje – na każdej stacji do pociągu wchodzi kilku panów bardziej wytrwałych niż sprzedawcy kukurydzy nad polskim morzem. I o wiele głośniejszych. Druga grupa stoi na peronach i też sprzedaje co popadnie.

 

Jeśli zaś chodzi o poziom czystości, jakości i punktualności, to koleje lankijskie z powodzeniem mogą konkurować z polskimi z ery przed pendolino. Ale mimo wszystko polecam to doświadczenie, bo to prawdziwa rzeczywistość dla większości mieszkańców Sri Lanki.

Wróćmy jednak na drogi. Tam królują tuk taki, czyli takie tutejsze taksówki. Małe trójkołowce, w których zmieści się dwójka turystów lub hinduska rodzina z dziećmi. Naprawdę, nie wiem, jak oni to robią. Tuk tuki to twórcy największego hałasu i chaosu drogowego. Do tego naciągacze, dlatego cenę trzeba ustalać przed podróżą. Inaczej oszwabią Was jak ta lala. Pomijam już fakt, że cześć kierowców jeździ bez prawa jazdy. Mimo to płakać nie należy, a nawet jeśli tuk tuk Was naciągnie, to za przejazd zapłacicie nie 6 a 9 zł. Da się przeżyć.

Oczywiście możecie też wynająć samochód i jeździć samemu, ale biorąc pod uwagę to, jak jeżdżą tubylcy oraz fakt, że ruch na Sri Lance, jak w Anglii, jest lewostronny, my zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, chociaż początkowo planowaliśmy podróże po wyspie wynajętą furą. Jednego dnia wynajęliśmy skuter i nim jeździło się dobrze, nie licząc tego, że zdarzyło nam się pomieszać strony. Jakby ktoś pytał: normalne taksówki i samochody z kierowcą też można znaleźć, ale skoro jest tyle opcji bliższych życiu Lankijczyków, to chyba lepiej skorzystać właśnie z nich, prawda?

Ruch uliczny stanowią także ludzie. Ale to już osobny temat. Powiem tylko, że nigdzie nie spotkałem tak życzliwych i jednocześnie męczących ludzi. I spadam na plażę. Do usłyszenia.

Podziel się wpisem:

Tags:

komentarze: 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *