Nowe

Bardzo ważne pytanie

czy to dobrze, czy to źle?

Z wszystkich pytań, które dotyczą sensu życia bardzo lubię jedno. Pytanie, dzięki któremu niepowodzenia zmieniają kolory na bardziej jaskrawe, a sukcesy wymagają przemyślenia. Wiecie, co to za pytanie?

Pytanie to ma swoje źródło w przypowieści, którą kiedyś przeczytałem w sieci, na jakimś blogu. Podobno wywodzi się ona z Grecji, a w rożnych miejscach można znaleźć różne jej wersje. Przytoczę Wam z pamięci tę, którą czytałem ja.

Biedny gospodarz-wdowiec miał syna i konia, dzięki któremu mógł wyżywić siebie i syna. Pewnego dnia jego koń uciekł. Zebrali się na to wszyscy sąsiedzi i biadolili, jakiego pecha miał gospodarz.

– Z czego będziesz teraz żył, gdy Twój koń uciekł? – pytali.

– Czy to dobrze, czy to źle, że uciekł? – odpowiedział pytaniem gospodarz.

Po kilku dniach koń wrócił, a wraz z nim przybiegła piękna, dzika klacz. Sąsiedzi widząc, co przydarzyło się gospodarzowi, gratulowali mu mówiąc:

– Jakie szczęście Cię spotkało! Miałeś jednego konia, teraz masz dwa!

– Czy to dobrze, czy to źle, że mam dwa konie? – po raz kolejny zapytał gospodarz.

Kolejnego popołudnia syn gospodarza próbował ujeżdżać klacz, ale ta, nieprzywykła do siodła, zrzuciła młodego, który przy upadku złamał nogę. Sąsiedzi wiedząc, że był to jedyny pomocnik gospodarza współczuli mu ciężkiego losu, a ten po raz kolejny zapytał:

– Czy to dobrze, czy to źle, że syn mój złamał nogę?

Po kilku dniach od tego wydarzenia przyszedł rozkaz: wszyscy młodzi chłopcy ze wsi zostali zabrani do wojska i odesłani na wojnę. Syn gospodarza nie został zabrany, bo miał złamaną nogę. Czy to dobrze, czy to źle?

Wnioski chyba sami potraficie wyciągnąć: nie zawsze to, co na pierwszy rzut oka jest dla nas dobre, jest dla nas dobre faktycznie. A wydarzenia, które początkowo mogą się wydawać pechowymi nagle obracają się na naszą korzyść.

Od jakiegoś czasu pytanie to wpada do mojej głowy i z niej wylatuje. Głównie przy okazji wydarzeń, które mnie wyjątkowo smucą lub takich, nad którymi chcę się zastanowić. Żeby nie skończyć na filozofowaniu dam Wam jeden szybki przykład z życia dotyczący czegoś, co początkowo uznałem za wyjątkowego pecha, a co obróciło się na moją korzyść. A sprawa jest prozaiczna, bo chodzi o… kije.

W poprzednim roku zdecydowałem się wziąć udział w Kieracie. 100 kilometrów po nierównym terenie i na orientację jest sporym wyzwaniem. Marsz momentami był ciężki, a idący obok Maju szedł z kijem trekingowym, który pożyczył od swojego znajomego. Widząc moje męki pożyczył mi jeden z podpieraków, a ja – schodząc z dość stromego zbocza – upadłem na ten kij i wygiąłem go tak, że do niczego się nie nadawał.

Po powrocie odkupiłem kije właścicielowi, a sam zostałem z jednym sprawnym i drugim uszkodzonym. Zły byłem, bo to były dobre, drogie kije. Zdecydowałem, że nie wyrzucę ich, bo nawet jeden kiedyś może się przydać (męskie zbieractwo). Używając kilku narzędzi wyprostowałem złamasa i doprowadziłem do jako-takiego porządku. Kije wrzuciłem za szafę, przypomniałem sobie o nich z okazji Biegu 7 Dolin, Biegu Rzeźnikawyprawy na Mont Blanc. Za każdym razem bardzo pomagały. Gdybym kija nie złamał, na pewno nie zaopatrzyłbym się we własne przed Biegiem 7 Dolin i nie wiem, czy byłbym w stanie go ukończyć.

Czy to dobrze, czy to źle?

foto: Feans

Podziel się wpisem:

Tags:

komentarze: 5

  1. Ciekawy wpis :) Czy to dobrze czy to źle, że komentuje? ;/

  2. Bardzo dobre pytanie :)

  3. Dobry wpis. Ale ważne też, by to pytanie nie zabiło w nas radości.

  4. gdy wydarzy mi się coś nie po mojej myśli, mówię sobie w myślach “tak miało być” i to mi zdecydowanie pomaga :) czasem po prostu trzeba zaakceptować niktóre rzeczy które nas spotykają i albo szukać w nich pozytywów, albo odstawić je na bok

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.