Internet

Żyjemy w erze cyfrowych twórców

Ja mówię TO http://jamowie.to Potrzeba tworzenia

Dlaczego blogerzy piszą, youtuberzy kręcą, a malarze malują? Raczej nie jest możliwe, że jedynymi powodami, dla których to robią są laski, hajsy i ciężkie dragi. A przynajmniej nie dla wszystkich.

To samo pytanie dotyczy muzyków, rzeźbiarzy, poetów, autorów książek i całej rzeszy innych, których możemy wrzucić do jednego worka z etykietką: twórcy. A twórców mamy dzisiaj od groma. Chciałoby się rzec: twórców samozwańczych, ale czy nie właśnie o to chodzi w tworzeniu, że jest ono wynikiem potrzeby, która rodzi się w człowieku i popycha go do czynu tworzenia?

(Wiem, wiem wpadam w filozoficzny ton – przepraszam już się nie podniecam.)

Tak się nad tymi potrzebami zastanawiałem i ogromna liczba twórców, którzy nas otaczają ma kilka przyczyn. Pierwszą jest oczywiście internet, drugą jest dobrobyt. A kto tworzy? Przede wszystkim ambitni, świetnie radzący sobie w internecie młodzi ludzie, którzy mają pieniądze i nie muszą się zbytnio martwić o jutro.

Więc jeśli miałbym zadać pytanie: dlaczego ludzie tworzą, udzieliłbym 3 odpowiedzi:

Po pierwsze: bo mogą.

Po drugie: bo lubią.

Po trzecie: bo mogą się tym dzielić.

Pewnie większość z Was słyszała o piramidzie potrzeb Maslowa. Nam mówili o niej jeszcze w gimnazjum, a dla tych którzy nie wiedzą: człowiek ma potrzeby, które mają hierarchię. Te, które są najważniejsze dla przeżycia, stanowią podstawę piramidy. Nie jesteśmy w stanie zbudować piramidy od wierzchołka, musimy zacząć od podstawy. Podobnie jest z potrzebami: jeśli chcemy zaspokoić potrzeby wyższego rzędu, to najpierw musimy być wyspani, najedzeni i mieć dach nad głową. Dopiero później będziemy myśleć o samorealizacji.

Dzisiaj ludzie o wiele częściej nie tylko tworzą, ale również korzystają z twórczości innych. W latach 90. kanałów telewizyjnych było mniej, nie mówiąc już o wystawach, spektaklach i projektach osobistych. Ludzie tworzyli mniej, bo w większym stopniu skupiali się na zarabianiu pieniędzy. Jeśli ktoś tworzył, to zajmował się tym zawodowo. Tworzenie po godzinach było tworzeniem dla rodziny, znajomych, ewentualnie do szuflady. Mało komu udawało się przebić ze swoimi dziełami do mainstreamu.

Wszystko zmienił nie kto inny, ale sam Pan Internet. Dostaliśmy nowe koło: narzędzie, które umożliwiło nam chwalenie się wszystkim, co tworzymy: modelami samolotów, nietypowymi zaręczynami, niedzielnymi obiadkami. Twórcy otrzymali niczym nieograniczoną przestrzeń wystawienniczą, którą zaczęli wykorzystywać prezentując swoje dzieła.

Bo wraz z nadejściem ery internetu nadeszła era spełniania marzeń i realizacji pomysłów. Mając pomysł lub talent wystarczyło skupić się na sposobach prezentacji. Koszty? Głównym stał się czas, wszystko inne można załatwić. A że czasu pod dostatkiem mają przede wszystkim ludzie bez rodzin, to oni stali się głównymi twórcami treści w internecie.

Wraz z nadejściem ery internetu nadeszła era spełniania marzeń i realizacji pomysłów.

Każdy marzy o tym, żeby jego pasja była jego pracą, bo wtedy podobno nie przepracuje się ani jednego dnia w swoim życiu (co nawet nie ociera się o prawdę, ale zostawmy ten temat na boku). A zwykle pasja jest związana z tym, w czym jesteśmy dobrzy i co lubimy, więc właśnie te aspekty będziemy prezentować internetom. Oczywiście zdarzają się porażki, ale przecież wielu twórców zostało docenionych dopiero po śmierci. Więc może i Gracjan Rostowski, niczym Van Gogh, będzie za 500 lat uznany za  artystę wyprzedzającego swoje pokolenie?

Więc można powiedzieć, że chęć tworzenia wynika z ludzkiego lenistwa i niechęci do pobrudzenia sobie rączek. Z tym, że nie tłumaczyłoby to powodu, dla którego jednak większość twórców srogo pracuje, żeby osiągnąć sukces i zostać na topie. Tym głównym powodem jest satysfakcja, której maksymalnie uzależnia, a której smaku nie da się zastąpić żadnym innym.

Satysfakcja wcale nie musi być związana ze sławą. Często jest (na pewnym poziomie), ale to nie ona pcha do tworzenia. To efekt uboczny. Miły, ale uboczny. Prawdziwym zastrzykiem jest moment, w którym nie twórca, ale jego dzieło staje się znane, rozpoznawalne i docenione.

Ten wpis chodził mi po głowie od bardzo długiego czasu. Konkretnie od dnia, w którym znalazłem to nagranie:

I pozazdrościłem Patrikowi Bruelowi tego, co musiało dziać się w nim podczas koncertu. Bo twórca jest tak dobry, jak to, co stworzył. Ale tego nigdy nie może ocenić sam.

foto: Artwork I Made While watching Style Wars for the First Time / Bomb History via photopin (license)

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Masz rację, Internet przyczynił się zwłaszcza do możliwości dzielenia się swoją twórczością, co również zachęca do tworzenia :) Jeśli jednak chodzi o piramidę potrzeb Maslowa, to doczekała się ona krytyki z powodu tego, że błędem jest założenie, iż bez zaspokojenia niższych potrzeb, nie realizujemy wyższych. Prosty przykład to chociażby ludzie którzy zaniedbują potrzebę snu na rzecz realizacji celów.

    • O widzisz, nie wiedziałem o tym błędnym założeniu. Dzięki :)!

  • aleksandra

    Bardzo dobry tekst, zachęca do przemyślenia tematu.
    I mocno się wzruszyłam się i wpisem i nagraniem.. ;)
    No, narazie tyle komentarza.

  • Na studiach nieco zmienili moje podejście do piramidy Maslowa. Rzeczywiście nie do końca jest tak, że najpierw spełniamy podstawowe potrzeby, a potem dopiero myślimy o wyższych. Zazwyczaj koncentrujemy się na kilku potrzebach jednocześnie. Nie jest tak, że skupiamy się w danym momencie tylko np. na zdobyciu jedzenia, a ludzie nas w tym momencie w ogóle nie interesują. Wręcz przeciwnie – zarabiamy na jedzenie, a jednocześnie dbamy o akceptację, relacje, bliskość, kontakty z innymi. Maslow więc chyba troszkę się zapędził, choć w ogólnym sensie jest to prawda, że kiedy nie mamy na chleb, to raczej nie myślimy o pozostawianiu po sobie jakiegoś ponadczasowego śladu twórczości (choć zapewne bywali i tacy) ;).

    O, dopiero teraz przeczytałam komentarz poniżej. No trudno, już się naprodukowałam, to opublikuję :D.

    A co do twórczości, myślę, że wynika głównie z potrzeby serca. Przynajmniej tak było w moim przypadku, kiedy pisałam wiersze czy jakieś małe fragmenty prozy. Teraz niestety rzadziej sobie na to pozwalam, usprawiedliwiając się “codziennością”. Ale żałuję.