Nowe

Za co cenię książki kryminalne?

książki kryminalne - http://jamowie.to Ja mówię TO

Jeśli dacie mi do ręki kryminał, możecie mieć pewność, że przepadłem przynajmniej na kilka godzin. Za co cenię te pozornie niewiele wnoszące do życia książki i dlaczego są dużo lepsze niż filmy?

Gdy w trzeciej klasie liceum dorwałem Chemię Śmierci Becketa, następnego dnia poszedłem do szkoły nieprzytomny, bo czytałem ją całą noc. Będąc mniej więcej w połowie, odłożyłem ją i próbowałem zasnąć, ale nie mogłem. Zapaliłem światło i czytałem do samego rana aż do momentu, w którym przewróciłem ostatnią stronę historii. Z domu wyszedłem zaspany i trochę rozżalony, bo wiedziałem, że przeczytałem całość.

Na studiach w ręce wpadła mi trylogia Larssona. Ludzie z AEGEE-Gliwice zaprosili mnie wtedy na weekend do siebie na szkolenie. Byłem mniej więcej w połowie ostatniej części Millenium, gdy dotarłem na miejsce. Skończyłem swoje warsztaty i poszedłem do pokoju czytać. Do życia wróciłem dopiero, gdy skończyłem książkę i chociaż było mi trochę głupio, że na dole są inni ludzie to i tak wiedziałem, że nie będę się mógł skupić na rozmowach z nimi, bo myślami byłem gdzieś w Skandynawii.

Z kolei ostatnio miałem do czynienia ze Sklepikiem z Marzeniami Kinga. King to w ogóle jeden z moich ulubionych twórców, a światy, które kreuje są tak szczegółowe i tak rozległe, że wiele historii zaczyna specjalnym rozdziałem, w którym tłumaczy kto kim jest i jakie są jego powiązania z innymi bohaterami. Zawsze robi to w fantastyczny sposób. Sklepik przerywałem kilkukrotnie i po prostu musiałem porozmawiać z ludźmi na temat tego, jak bardzo niesprawiedliwe rzeczy dzieją się w małym amerykańskim miasteczku. Spośród filmowych produkcji tylko ostatni odcinek 4 sezonu Breaking Bad i pierwszy odcinek 2 sezonu House of Cards wywołał u mnie podobne emocje.

Właśnie za te emocje uwielbiam kryminały. Wiecie, gdy oglądacie nawet najbardziej fascynujący film, to te wszystkie stany, których doświadczanie są skupione w 90 minutach. Wszystko jest podane na tacy. Nawet, jeśli na początku nie wiemy, kto jest mordercą, to po dwóch godzinach wszystko jest już jasne i emocje zmieniają się we wspomnienia.

Z książką jest inaczej: napięcie budowane jest stronami, pomiędzy jednym i drugim wydarzeniem mija więcej czasu, czytelnik bardziej angażuje się w historię. Nie ma za bardzo możliwości, żeby przyspieszyć. Często łapię się na tym, że chciałbym już być dalej, połykam fragment tekstu, jakbym jadł pyszną zupę wielką łyżką. Jem tak łapczywie, że czasami – zastanawiając się co jest dalej – pomijam fragment, kilka linijek, po to, żeby za chwilę do niego wrócić. Czytając, w roli głównej mogę obsadzić dowolnego aktora, ulubioną postać lub po prostu siebie. Nie wierzę, że chociaż raz czytając książkę nie wyobrażaliście sobie Was samych jako bohaterów prezentowanych przygód.

Mając do dyspozycji kilkaset stron autor może dozować napięcie: raz je podkręcać do granic możliwości, potem zwalniać, uspokajać akcję, aż do momentu, w którym ziemia zatrzęsie się jeszcze jeden raz. Kolejne elementy można układać samemu, po swojemu interpretując zagadki, odnalezione dowody, czy zauważone powiązania. W filmach i tych powiązań i możliwości łączenia kropek jest mniej. Za genialne pod tym względem uznaję tylko Siedem Davida Finchera.

Żeby jednak akcja była ciekawa musi być osadzona w odpowiedniej historii. I chociaż kryminały rzadko kiedy opisują prawdziwe wydarzenia (mi jeszcze taki w ręce nie trafił), to mimo wszystko odwołują się do historycznych, geograficznych i społecznych faktów. W jednej z książek Jo Nesbo Czerwone Gardło, znajdziecie dużo informacji na temat UWAGA SPOILER rozszczepienia osobowości. Na pewno nie tyle, by od razu stać się ekspertami w tej dziedzinie (przecież nie o to tutaj chodzi), ale na tyle dużo, że potrafią zainteresować. Kto będzie chciał, ten zagłębi temat albo przynajmniej błyśnie ciekawostką w towarzystwie.

Jest jeszcze coś, co cenię w dobrych książkach kryminalnych. Przez bardzo długi czas pamiętam stany emocjonalne, w jakie mnie wprowadzają. Historie przytoczone na początku tego wpisu wydarzył się naprawdę. Do dzisiaj pamiętam całonocne czytanie Becketa, szybkie wystukiwanie rytmu nogą przy Larssonie i nerwy wywołane przez Kinga. Śmieszne, że zwykła powieść może tak wpływać na człowieka.

Nie wiem, jak jest w Waszym przypadku, ale w moim poszczególne zainteresowania pojawiają się i powracają fazowo. W jednym okresie czytam więcej poradników, w innym książek popularno-naukowych, później wchodzę w fazę filmową, by powrócić do kryminalnej. Potem następuje moment graniczny, przejedzenie tematu i podróż ku poszukiwaniu nowych doznań. Tak w tym roku było już z książkami podróżniczymi, tak będzie i z kryminałami.

Ale korzystając z faktu, że pojutrze cisnę w podróż do Tallina i czeka mnie sporo godzin w autobusie pewnie jeszcze przeczytam coś o zbrodniach. Jakie książki kryminalne polecacie na dłuższą podróż? Dajcie znać w komentarzach, co ciekawego czytaliście, przyda się :).

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Piotr Stawicki

    Wiem, że klasyczne kryminały to trochę inna bajka i nie każdy, kto zaczytywał się w Larssonie polubi Agathę Christie. Ale jak szukasz nowych doznań, to mogę zdecydowanie polecić dwójkę. Zaczynałem od Arthura Conan Doyle’a, jeszcze gdzieś w podstawówce dostałem Psa Baskerville’ów, książkę, która do dziś jest dla mnie absolutnym majstersztykiem w jego wykonaniu i przeczytałem ją lekko z 5-6 razy (po co czytać kryminał jak znam zakończenie? Nie wiem, ale wciągała mnie za każdym podejściem), potem czytałem kolejne opowiadania, aż w końcu nie zostało żadne autorstwa ACD, którego bym nie łyknął. Są oczywiście lepsze i gorsze, ale zakochałem się w postaci Sherlocka, w klimacie budowanym przez autora i błyskotliwych rozwiązaniach.

    Po Agathę Christie sięgnąłem po raz pierwszy kilka miesięcy temu, trochę sceptycznie, ale bardzo miło się zaskoczyłem. W przeciwieństwie, do Sherlocka (gdzie rozwiązania są zwykle skomplikowane i ciężko samemu do nich dojść), Christie daje otwartą możliwość stawania swoich typów złoczyńcy i przebiegu wypadków od samego początku (inna sprawa, że umiejętnie mylące tropy sprawiają, że prawie nigdy nie wpadniesz ;) ). Trochę inny typ kryminałów, też mocno wkręcający. “Dziesięcioro Murzynków” i “Zabójstwo Rogera Ackroyda” to według mnie też majstersztyki i również zarwałem nocki czytając je ;) P

    • Sherlock! Dzięki Piotr, szykuję się na przeczytanie Sherlocka od dawna i zawsze gdzieś o nim zapominam, bo pojawia się coś nowego i coś innego.

  • Jeszcze nie miałam przyjemności czytać książek autorstwa Katarzyny Bondy, ale są to właśnie kryminały i ostatnio bardzo zyskały na popularności :)

  • Monika

    Zdecydowanie Joanna Chmielewska :)

  • Cobena!

    A z filmów, to się tak bardzo nie zgodzę, uwielbiam te, które robią w mózgu sieczkę. jak Seven.
    Widziałeś Wyspę Tajemnic?
    To moje ulubione.

    Przypomniałeś mi, że dawno nie czytałam kryminałów!

    • Ja też lubię jak mi film zrobi siekę z mózgu, ale rzadko który kryminalny robi :). Wyspę Tajemnic widziałem, ale w ogóle mnie nie zachwyciła… Wiem, wiem, jestem w mniejszości. Albo nie przepadam za DiCaprio albo nie zrozumiałem tego filmu ;)
      A za Cobena dziękuję :)!

      • Och ja uwielbiam DiCaprio.
        Mam ogromny problem z zapamiętywaniem imion, nazwisk, no czarna magia dla mnie (zawsze miałam problemy w szkole z jakimiś sprawdzianami ze znajomości lektur…), a jego pamiętam i potrafię skojarzyć z twarzą! :D

        A jak z serialami? Np. Homeland? Widziałeś? Tam w pierwszych sezonach też robią niezłą sieczkę w mózgu.
        Choć chyba masz rację, że filmy to jednak inna liga.

        • Nie widziałem, ale chyba zacznę przy najbliższej wolniejszej okazji :) dużo ludzi poleca pierwsze sezony, bo o ostatnim słyszałem rożne opinie.

          • Tak, ostatni jest słabszy wg mnie też. Choć może inny po prostu albo z drugiej strony – zbyt schematyczny…

            Ale pierwsze sobie obejrzyj :)