Nowe

Pan Woodstock

Czwartek, 31 lipca, godzina 15.00. Pod wielką sceną w Kostrzynie tłum ludzi czeka na rozpoczęcie kolejnego festiwalu. Na scenę energicznym krokiem wychodzi Pan Woodstock: Zaraz… będzie… ciemno – cedzi przez zęby. Zamknij się – odpowiada mu tłum.

Woodstock ewoluuje. Każdego roku na sceny dopuszczani są nowi twórcy, coraz mniej związani z rockiem. Oczywiście, zawsze znajdą się wierni wyznawcy jedynej prawdziwej muzyki, którzy będą hejtowali występy Goorala i Bednarka albo stawianie sceny elektronicznej przez Lecha, ale ja lubię tę różnorodność dźwięków. Dzięki temu każdy ma dobry powód, żeby pojawić się w Kostrzynie. I to jest to, co się zmienia. Bo niezmiennym pozostaje fakt, że Woodstock jest fenomenem. Wyjątkową atmosferę tego miejsca tworzą 3 czynniki: ludzie, muzyka i Pan Woodstock, czyli Jurek Owsiak.

 

Zaraz będzie ciemno to jeden z najpopularniejszych obok Jarka i Andrzeja zakłócaczy spokoju na namiotowym polu.

Jeśli mam krótko określić Owsiaka to nazwałbym go człowiekiem, który umie poruszać tłumy. Fenomenalna umiejętność, dzięki której zbudował wielkość projektów, którymi zarządza. To świetny dobór słów, których chce użyć i tematów, które porusza. A przy tym, jest niezwykle naturalny. Wystarczy popatrzeć na niego, kiedy wybiega na woodstockową scenę między jednym a drugim koncertem. Mówi do ludzi, którzy bezwzględnie go słuchają i wykonują wszystkie jego polecenia. Gdyby to Jurek powiedział do tłumu Wiecie co z nim zrobić, to człowiek, którego wskazałby palcem zostałby rozerwany na strzępy. Jasną sprawą jest, że tego nie zrobi, bo przekaz Owsiaka, to przekaz pokoju. I mimo, że mówi o miłości i przyjaźni wiele osób go nienawidzi.

Powodem tej nienawiści są jego wielkie wpływy, władza nad młodymi ludźmi i jego umiejętności. Mówię, że Jurek jest naturalny. I osobiście bardzo w to wierzę i mi to imponuje. Ale z drugiej strony będąc obecnym w mediach przez tak długi czas i pracując przy tak dużych projektach Pan Woodstock musiał nauczyć się w jaki sposób pracować nad wizerunkiem i relacjami. A uczniem był wyjątkowo pojętnym. Czy to źle? Gdyby więcej osób chłonęło wiedzę w takim stopniu, to przyjemniej słuchałoby się polityków, księży, czy dziennikarzy.

Z przyjemnością obserwuję wyjścia Jurka, czy to na Woodstocku, czy na Orkiestrze. Sposób, w jaki otworzył ostatni festiwal był moim zdaniem świetnym zagraniem. Zaraz będzie ciemno to jeden z najpopularniejszych obok JarkaAndrzeja zakłócaczy spokoju na namiotowym polu. W trakcie jednego weekendu każdy jest wykrzyczany przynajmniej kilka tysięcy razy. Nie, nie przesadzam. Kto był, ten wie. I mimo, że Zaraz będzie ciemno denerwuje mnie i przeszkadza mi w przeżywaniu atmosfery, to rozpoczęcie festiwalu językiem grupy, do której właśnie się wyszło uważam za fenomenalne posunięcie i duży ukłon w kierunku publiczności. Nie jedyny zresztą, bo Owsiak cały czas kontroluje sytuację, ma świeże informacje o tym, co się dzieje i dzięki temu prowadzi rozmowę z publicznością. Ale nie jest to dialog równego z równym, bo Jurek jest trochę jak ojciec, który potrafi się wkurzyć.

Pamiętam incydent sprzed dwóch albo trzech lat, gdy w kierunku Dużej Sceny poleciał jakiś przedmiot. Chyba butelka. Owsiak był wtedy na scenie i wyjątkowo się zdenerwował na chłopaka, który rzucał. W moim odczuciu przesadził. Zmieszał dzieciaka z błotem. Ale jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jego wyczyn oglądał wielotysięczny tłum ludzi taka reakcja była jasnym sygnałem: stop chamstwu. Nie będę się z Wami pieprzył, jeśli jesteście idiotami, to wylatujecie. Kropka. Nawet jeśli zachowanie Jurka się nie podobało, to zostało w pamięci. A taki miał być efekt: jasny wizerunek człowieka i całego festiwalu, bez przemocy.

Bardzo podoba mi się też Jurkowa umiejętność improwizacji. Wykazał się nią wiele razy, ale swoją tegoroczną wypowiedzią po zakończeniu koncertu Jelonka sprawił, że zebrałem szczękę z ziemi.

Tradycją Woodstocku jest śpiewanie artystom występującym na Dużej Scenie Sto Lat w podziękowaniu za koncert. Wygląda to tak, że wychodzi Jurek, krzyczy kilka słów i intonuje piosenkę, a publiczność podąża za swoim liderem dzielnie mu wtórując. Ale Jelonek chciał przechytrzyć Owsiaka. W drugiej części koncertu występował z Orkiestrą Filharmonii Gorzowskiej. Zagrali kilka utworów, a koncert zakończyli właśnie piosenką Sto Lat. To miał być ukłon artystów w stronę organizatorów i publiczności. Zaśpiewali więc Sto lat, Niech im gwiazdka, Sto lat sto lat (to szybsze) i bodajże Sto lat to za mało.

Publiczność cieszy się klaszcze, a ja stoję i myślę: co zrobi Jurek? Jak wybrnie z sytuacji? Może w ogóle nie wybrnie, bo w sumie nie musi. Publiczność raz jeszcze chętnie zaśpiewa Sto Lat. Śpiewali to już przecież kilkanaście razy. A Owsiak wychodzi zza kulis i mówi, że teraz Woodstock podziękuje i intonuje: I jeszcze jeden i jeszcze raz...  I tak publiczność uniknęła śpiewania tego samego dwa razy pod rząd (w przeciwieństwie do Bałkanicy granej przez Piersi ;)).

Mówcie, co chcecie o Jurku Owsiaku. Dla mnie jest to niezwykły człowiek i twórca dwóch wydarzeń, które łączą Polaków. A to coś niezwykłego. Panie Jurku, mocna piąteczka dla Pana.

A Wy byliście na Woodstocku? Co sądzicie o tegorocznym festiwalu? Dajcie znać w komentarzach.

Acha… Zaraz będzie ciemno!

Foto: Przystanek Woodstock

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Kasia

    Ja była w tym roku po raz pierwszy i było super. Koncerty Ska P, Jelonka i Manu Chao najlepsze!

    Za rok na pewno powtórzę!

  • Kamil

    3 raz. Muzycznie najgorszy, klimatycznie najlepszy. Świetnie się bawiłem. A co do samego Jurka zgadzam się z Tobą, chociaż samego momentu na koncercie Jelonka nie wyłapałem.

  • Grzegorz Dziala

    Aaaandrzejjj!

  • Było PRZEEPICKO! :D

    Pojechałem (drugi raz) z młodszym bratem (pierwszy raz) i kumplem (pierwszy raz). Obaj zgodnie twierdzą, że magia i to mimo tego, że dotarliśmy dopiero na sobotę a w ulewie po straciliśmy namioty (żeby jak najszybciej przebiec te 5 km dzielące nas od CPN’u, w którym mogliśmy się schować). :)

    • Powroty to temat na osobny wpis. Pierwszy raz jechałem w taką ulewę, że trzeba było zatrzymać samochód, bo nie dało się prowadzić.

  • Było bosko :) Ale scenę Lecha i tak będę hejtować – nie ze względu na rodzaj muzyki, którą grali, a to, że zagłuszali dużą scenę kiedy było się w wiosce. Gdyby nie ta scena to pewnie kilka koncertów bym u nich przesiedziała, słuchając dużej sceny przy piwie. Poza tym nawet jak nie było koncertów to napieprzali chwilami tak głośno, że nie dało się normalnie porozmawiać stojąc w kolejce…

    Ale przynajmniej piwo mieli dobre (o dziwo, bo nie lubiłam nigdy Lecha), nawet to bezalkoholowe przy ASP ;)

    • Wiesz co, nie popatrzyłem na to z tej strony. Może za rok ustawią ją jakoś inaczej. Chociaż nie wydaje mi się, bo skoro to scena Lecha, to raczej będzie stałą tam, gdzie stoi Lech.

  • www.zatokakultury.blogspot.com

    Właśnie namówiłaś mnie, by jechać tam za rok:) Dziękuję:)