Nowe

Thorn = pomyśl

Thorn - Jason Hunt Ja mówię TO

Thorn – najbardziej wyczekiwana książka roku w blogosferze. Czy faktycznie jest się czym zachwycać? Jeśli lubicie myśleć, to tak.

Recenzja zawsze jest czymś osobistym. Ciężko mówić o zachowaniu jakiegokolwiek dystansu w przypadku oceniania książki czy filmu. Szczególnie jest to trudne, jeśli ocenianą książkę napisał ktoś z Waszej branży, a poziom trudności jeszcze wzrasta, gdy dobrze znasz kogoś, kto jest autorem. Dlatego nie dziwię się, że Thorn tak zachwycił Pawła, Elizę czy Andrzeja. Też zachwyciłaby mnie książka fabularna dobrego kumpla.

Nie znam osobiście Tomka więc łatwiej mi zachować dystans. Co nie zmienia faktu, że moja recenzja też jest subiektywną oceną tej książki. Oceną jak najbardziej pozytywną.

Thorn jest ładnie wydany. Myślałem, że rozjechane akapity i różne fonty będą mi przeszkadzały w czytaniu, ale nie: książkę, od pewnego momentu, pochłania się jednym tchem. Ale zacznijmy od początku.

Pierwsze zdanie, jeszcze nie wstęp, zachęca i intryguje. Wydaje się być znajome, jest trochę sztuczką, okiem puszczonym do czytelnika. Ale ja się na to łapię, kupuję takie sztuczki. Zaczynam mieć wyobrażenia, co w tym przypadku jest zgubne.

Thorn długo się rozkręca. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron przedzierałem się jak Amerykanie przez wietnamską dżunglę lekko zły, że oczekiwania zostały nakręcone jednym głupim zdaniem. Było ciężko też dlatego, że sięgając po Thorna nie wiedziałem czego się spodziewać. Na pewno nie spodziewałem się stylu, który będzie tak różny od tomkowych książek o blogowaniu i jego codziennej twórczości, którą pokazuje na blogu. Nie uważam tego za wadę, a do nieoczekiwanej narracji też dość szybko się przyzwyczaiłem. Zanim do tego jednak doszło, w piątek wieczorem rozmawiałem z Kasią:

– Co czytasz?

– Thorn, nową książkę Jasona Hunta.

– I co, dobra ta książka?

– Na razie taka sobie, ale się rozkręca.

I to rozkręca się okazało się prorocze. Wkręciłem się w opowieść gdy chłopaki zaczęli kombinować skąd wziąć kasę na bilety do Nowego Yorku. Od tego momentu Thorn był przyjemnością – kawałkiem świetnej lektury, która zmuszała do myślenia, bawiła, nie przeszkadzała banalnością niektórych cytatów; powodowała, że co jakiś czas zastanawiałem się, czy autor ma rację.

Właśnie przez to odbieram ją jako powieść filozoficzną. Bo w takie książki zawsze trzeba się wczuć, one nie powinny być proste w odbiorze, dawać jednoznacznych odpowiedzi. Nie wchodzi się w nie jak do Żabki po hot doga. Jason Hunt dzieli się wieloma osobistymi historiami, a rzeczywistość w książce przeplata się z ubarwieniami i przemyśleniami. To wymaga skupienia i zastanowienia.

Dlatego wybaczam Thornowi, że się rozkręca. Może ja mam taki styl czytania, że w tego typu książki muszę wejść.

Dla wielu będzie to jedna z TYCH książek. Mam nadzieję, że ktoś trafi na nią we właściwym momencie życia, bo zdecydowanie ma potencjał, żeby wywoływać zmiany. Thorn – chociaż momentami ciska banałami – potrafi skłonić do myślenia. Ja zostałem skłoniony do myślenia wiele razy, a nawet znalazłem w niej jedną stronę, którą będę chciał zapamiętać do końca życia, bo jest na niej wiele ważnych dla mnie słów.

Nawet jeśli nie jesteście związani z blogosferą, nie czytaliście Kominka, nie czytacie Jasona Hunta, nie lubicie Piesi – warto sięgnąć po Thorna.To prawda, jak się uprzecie to są w niej cytaty rodem z Paulo Coelho. Ale z cytatami Coleho jest tak, że śmieją się z nich wszyscy, a przynajmniej połowa z tych, którzy się śmieją kiedyś zachwycała się smutnym losem Weroniki czy wędrówką Pielgrzyma. Wyciągnięty cytat może brzmieć śmiesznie. Będąc częścią całości brzmią lepiej i zastanawiają. Dlatego ode mnie mocne 7/10.

A na zakończenie jedno zdanie o zakończeniu. Choćby dla niego warto przeczytać Thorna. I do tego zachęcam.

Podziel się wpisem:

Tags:
  • basiak

    Andrzeja zauważyłam, Ani już nie :D Odpowiedź na ostatnie pytanie znajdziesz w grupie http://tnij.org/room3327 (hasło to nowa ksywa Batmana pisana małymi literami). Jeśli cieszy Cię rozwiązywanie zagadek, warto do niej dołączyć.

  • Cześć, trafiłem do Ciebie, szukając recenzji “Thorna”. Prawdę mówiąc, zaskakują mnie te pozytywne opinie. Sam czytuję Kominka, ale rozczarował mnie jak nigdy tą książką. Jeśli nie masz nic przeciwko, odsyłam do swojej recenzji, bo tam w sumie wszystko opisałem: http://www.ardenno.pl/2015/08/jason-hunt-thorn-recenzja-ksiazki-kominka/.

    • Spoko, zostawiaj.
      Tak, jak napisałem na początku – recenzja zawsze jest subiektywna. Być może nie miałem rozbuchanych oczekiwań, mi książka całkiem się podobała, dlatego mocna siódemeczka ode mnie.

  • Lewy

    A nie lepiej kupić sobie 300 panoramicznych albo jakieś sudoku?