EuropaPodróże

Street art we Włoszech

street art we włoszech - Blu - Ja mówię TO http://jamowie.to

Włoskie miasta wypełniają nie tylko dzieła sztuki pochodzące z odległej przeszłości. Ulice Italii wypełnia mnóstwo świetnego street artu. Będąc na Półwyspie Apenińskim warto spojrzeć na ściany i znaki drogowe. Niektóre kryją cuda.

Nie jestem fanem sztuki uwięzionej w muzeach. Rozumiem, że Mona Lisa nie może sobie wisieć na ścianie dowolnego domu w Paryżu, ale spędzanie czasu w zatłoczonych muzealnych pomieszczeń nie jest moją ulubioną rozrywką. Widziałem Mona Lisę na żywo. Z kilku metrów i przez grubą szybkę. Szału nie ma. Mały obraz, który zna cały świat. Nie potrafię docenić go stojąc w tłumie strzelających selfie turystów z całego świata. Może gdybym mógł przyjrzeć się z bliska, spojrzeć na pociągnięcia pędzla, szczegóły, poczuć zapach farby i starości – wtedy być może zrozumiałbym zachwyt. Może, bo oglądanie obrazów nigdy nie należało do moich pasji i nie jest to coś na czym się znam.

Specjalistą od street artu też nie jestem. Ale na sztukę uliczną lubię popatrzeć. Żeby jej doświadczyć nie trzeba stać w długich kolejkach, wystarczy otworzyć oczy i przyjrzeć się temu, co znajduje się w otoczeniu. Bardziej dociera do mnie jej współczesne przesłanie i cel, który stoi za artystą.

Wiedząc, że w Italii zobaczymy dobry street art dokładnie oglądaliśmy ściany i odwiedzaliśmy miejsca, w których można zobaczyć dzieła włoskich mistrzów sztuki ulicznej. Po części świadomie, po części nie, między wieloma ciekawymi pracami natknęliśmy się na dzieła trzech dobrze znanych twórców, których chcę Wam przedstawić i przy okazji pokazać też dzieła tych, któzy są dla nas anonimowi. Zacznijmy od mistrzów.

Blu

Jeden z najbardziej znanych twórców włoskiego street artu. Blu działa od późnych lat 90. Pochodzi z Bolonii i to właśnie tam można zobaczyć jedną z jego ciekawszych prac The Battle for Middle Earth.

Mural znajduje się na ścianie budynku MX24, który jest silnym centrum społecznym działającym przeciw faszyzmowi i rasizmowi. Członkowie społeczności popierają m.in. legalizację narkotyków, wyzwolenie zwierząt. Władze Bolonii chcą dokonać rozbiórki budynku, a arcydzieło znanego i cieszącego się uznaniem na całym świecie Blu stanowi swego rodzaju tarczę przed decyzją urzędników. Na muralu wypełnionym odniesieniami do rzeczywistości i popkultury też ścierają się dwie grupy. W skład złej wchodzi Sauron, Darth Vader, szturmowcy, politycy i przeciwnicy ideologiczni uzbrojeni w pieniądze i czołgi. Dobrą stanowią Chewbacca, cykliści, antyfaszyści i hakerzy, którzy są pod dowództwem Froda walczącego z Sauronem o pierścień. W tle widzimy dwie bolońskie wieże nad którymi góruje oko Saurona. Świetne dzieło, szczególnie gdy pozna się jego społeczny podtekst. Szczegółowo The Battle for Middle Earth zobaczycie tutaj.

Najbardziej znanym dziełem Blu jest jednak Muto, które jest historią opowiedzianą na ścianie w Beunos Aires.

Dla mnie ten film jest dość ciężki, ale doceniam wielki trud włożony w realizację projektu i wielkie umiejętności Blu. Czapki z głów, bo 7 miesięcy poświęcone na stworzenie Muto to naprawdę kupa czasu.

Co ciekawe, jeden z murali Blu można zobaczyć w Krakowie, na ul. Józefińskiej. Jeśli będziecie szli na Kopiec Kraka od strony Kazimierza, na pewno go zobaczycie. W grudniu, idąc właśnie na Kopiec, szliśmy Józefińską i zobaczyliśmy ten mural. Spodobał mi się jego orwellowski klimat i zrobiłem mu zdjęcie. 4 miesiące później, już świadomie oglądaliśmy dzieło Blu w Bolonii. Uwielbiam takie zbiegi okoliczności. Oto on:

Clet

Blu jest bardzo charakterystyczny – fascynujący, ale dla mnie trochę zbyt apokaliptyczny do oglądania na co dzień. Dużo weselsze prace są dziełem mojego ulubionego artysty działającego we Włoszech – Cleta. Clet jest Francuzem, który działa we Włoszech od lat 90. Jego prace można jednak zobaczyć w wielu miastach świata, głównie Europy. Ulicznym tworzywem artysty są znaki drogowe, którym, za pomocą naklejek, nadaje życia nie integrując przy tym w ich prawny  wydźwięk.

Za swoją działalność w październiku 2010 roku Clet otrzymał grzywnę wysokości 400 euro, ale to tylko zachęciło go do dalszych prac. Osobiście nie widzę nic złego w jego pracach – są zabawne i – w przypadku Florencji – odpowietrzają miasto ze zbyt dużej ilości renesansowego przepychu.

Clet sam uważa swój styl za wybitnie florencki i twierdzi, że stolicy Toskanii nie przystają wielkie murale, które zaburzyłyby estetykę miasta. Dlatego jego prace atakują znaki drogowe, będące elementem inwazji nowoczesności. Więcej o francuskim artyście z Włoch przeczytacie w tym artykule.

Exit/Enter

Biję się w pierś, bo początkowo całkowicie zignorowałem Exit/Enter i dlatego mam bardzo mało zdjęć jego prac, z którymi spotkaliśmy się głównie w Pizie chociaż głównym ośrodkiem jego działalności jest Florencja. Nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami szukaliśmy większych dzieł, a okazało się, że to, na co powinniśmy spojrzeć było niewielkie.

A to dlatego, że projekt autorstwa Exit/Enter jest niepozorny. Prace wzbudzają uśmiech, cieszą, ale nie przyciągają na dłużej i jeśli się nad nimi nie pomyśli, to nie wywołują refleksji. Dzieła przedstawiają (zwykle) małego człowieczka, który goni za balonami, wspina się po drabinie lub próbuje sięgnąć napisu EXIT. Są niezwykle proste i przez to łatwe w odbiorze, chociaż odnoszą się do wartości i poszukiwania sensu w życiu..

Prace Exit/Enter są niezwykle pozytywne, a teraz doceniam je jeszcze bardziej.

No name gallery

Włochy to tworzywo nie tylko dla tych znanych. Imion i pseudonimów wielu artystów nigdy nie poznam, ale chcę pokazać Wam kilka prac, które szczególnie przypadły mi do gustu i chociaż w ten sposób oddać im uznanie. Jeśli znacie któregoś twórce dajcie znać w komentarzu.

Włochy to chyba kraj, który chyba najbardziej kojarzy mi się ze sztuką w tym klasycznym ujęciu. Kto by pomyślał, że ja polubiłem go za arcydzieła tak odległe od sztuki w tradycyjnym ujęciu.

Podzielę się czymś z Wami na koniec: Gdy pisałem ten wpis, szukałem informacji i coraz bardziej poznawałem artystów włoskiego street artu czułem się, jakbym jeszcze raz odwiedzał te miejsca. Jak wiele radości mi to sprawiło to sobie nawet nie wyobrażacie! Uwielbiam tego bloga ;).

Tags:
  • Damian

    Świetne są te znaki! Wybiera, się do Florencji w te wakacje i na pewno będę na nie zwracał uwagę.

  • Cudne te wyrywki sztuki ulicznej. Podobnie jak TY: na sztukę uliczną lubię popatrzeć. Bo… Żeby jej doświadczyć nie trzeba
    stać w długich kolejkach, wystarczy otworzyć oczy i przyjrzeć się temu,
    co znajduje się w otoczeniu. Jak tu nie ulec jej urokowi. Swego czasu po powrocie z Barcelony, obejrzalam przywiezione zdjecie i zdalam sobie sprawe, ze ja wcale nie fotografowalam Barcelony, tylko jej sztuke uliczna, te liczne graffiti. Jeszcze nie mialam okazji odwiedzic Wloch. Ale czuje, ze jezeli kiedys bede miala okazje, musze zabrac ze soba zapas pamieci do aparatu fotograficznego. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Gdy byłem w Barcelonie wtedy jeszcze nie potrafiłem docenić sztuki ulicznej. Dobrze wiedzieć, że jest bogata w tego typu atrakcje :)

  • Ależ pomysłowe są te niektóre prace! Faktycznie Włochy kojarzą się głównie z muzeami i sztuką klasyczną, a tu takie perełki, super :)

  • Ja właśnie najbardziej lubię street art w wersji mini, czyli taki pozornie-niepozorny, który nie rzuca się w oczy, ale jak go zauważysz to frajda podwójna. Włosi pewnie są przekonani, że mają to we krwi w końcu malarstwo ścienne uprawiają od dobrych kilku stuleci ;)