PodróżeŚwiat

Sri Lanki Pas środkowy: Kandy, Dambulla, Trinco

Sri Lanka: Dambulla Kandy Sigiriyę

Wjeżdżamy w głąb Sri Lanki. Drugi tydzień naszej wyprawy to środkowo-północna cześć wyspy.

Kandy

Zaraz po przyjeździe do Kandy z radością zgodziliśmy się, że kobiety w tej części wyspy są ładniejsze niż w Colombo. Przez pierwsze 4 dni spotkaliśmy 5 kobiet, które mogły zachwycić urodą. W trakcie kilkugodzinnego pobytu w Kandy spotkaliśmy ich kilkanaście. Najwidoczniej nie jesteśmy fanami hinduskiej urody albo ten zachodni klimat wyspy źle na nie działa.

Samo Kandy jest chyba jeszcze bardziej zatłoczone niż Colombo. Przemieszczanie się po mieście w szybkim tempie graniczy z cudem. Problemy sprawia sprawne chodzenie, a dynamiczna jazda zupełnie odpada. Dlatego zrezygnowaliśmy z tuk tuków. Ich efektywność byłaby minimalna.

Kandy było naszą bazą przesiadkowo-obiadową w drodze na Lwią Skałę i spędziliśmy w nim jedynie kilka godzin. Za krótko, by dobrze je poznać i odpocząć. Ja zapamiętam świetny obiad w centrum miasta i małego Hindusa, który machał do mnie, gdy robiłem zdjęcia obok świątyni buddyjskiej. Oprócz świątyni udało nam się zobaczyć jeszcze ogród botaniczny będący skupiskiem roślinności z całej Azji. Warto, jeśli lubicie drzepka i kwiatki.

Dambulla

Kandy, pod względem liczby mieszkańców, jest ponad 2 razy większe od Dambulli. Dambullę zamieszkuje 68 tys. ludzi. Trochę więcej niż Mielec. Ale powierzchniowo Dambulla jest kilkanaście razy mniejsza od Mielca. Wyobraźcie sobie więc, jaki panuje tutaj tłok.

Dambulla to świetna baza wypadowa na Sigirię. Pod Lwią Skałę kursują autobusy i tuk tuki. Na miejscu, oprócz wspinaczki na zwiedzających czeka muzeum, w którym można poznać historię cywilizacji zamieszkującej okolicę. Jak ktoś lubi muzea, warto. Jak ktoś skąpy też warto, bo wejście do muzeum jest wliczone w cenę nietaniego biletu (3900 Rs za osobę).

O samym wejściu naczytaliśmy się sporo: że ciężko, że trzeba zabrać dużo wody, że szerszenie atakują ludzi. Rzeczywistość okazała się bardziej kolorowa i młoda osoba nie powinna mieć problemu ze wspinaczką. Największą trudnością są dość strome schody: trzeba uważać, żeby nie spaść. Po drodze faktycznie nie kupicie jedzenia ani napojów, dobrze zabrać je z Dambulli, bo całość wycieczki wyniesie minimum 2,5-3 godziny.

A czy warto? Jeśli miałbym polecić jedną rzecz na Sri Lance to (jak na razie) byłaby to Lwia Skała. Widok z góry jest boski. Zresztą sami zobaczcie:

No i jeszcze przed wspinaczką możecie zrobić sobie fotkę z małpami.

Gdy już wrócicie do Dambulli warto skusić się na jeszcze jedną satysfakcjonującą wspinaczkę. W mieście znajduje się drugie najbardziej święte dla buddystów miejsce: Cave Temple – znajdująca się na szczycie wzgórza świątynia wykuta w skale. Wspinaczka jest krótka, ale dość mecząca, a w jej trakcie musicie pokonać, oprócz schodów, stado żarłocznych małp i zasieki sprzedawców magicznych pudełek. Nie wiem, które bardziej zabawne.

Trincunamalaja

Po kilku intensywnych dniach chwilę odpoczynku znaleźć można w jednym z największych portów świata: Trinkumalaja. Plaże niedaleko Trinco są piękne, fale wysokie, a ocean (aż zbyt) ciepły. Idealne miejsce, żeby na moment się zrelaksować, wybrać na safari i spacer piaszczystym brzegiem oceanu. To był mój pierwszy raz nad tak wielką wodą i zdecydowanie ocean wygrywa z morzem 1000:0.

Ocean ładny, ale fanem leżenia plackiem na słońcu nie jestem. Szczególnie, gdy obok nie leży zgrabna blondynka, tylko Tomaszewski. Dlatego z Trinco zebraliśmy się dość szybko, by ruszyć na spotkanie z kolejną przygodą.

Podziel się wpisem:

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *