PodróżeŚwiat

Spędzę pół roku w Azji

5 kwietnia o 3:45 czasu lokalnego wylądowaliśmy na Phuket. Największa wyspa Tajlandii stała się pierwszym przystankiem w podróży, która potrwa ponad 150 dni. W Azji będziemy pracować i poznawać zwykłe, codzienne życie. Coś, o czym marzyłem i nad czym zacząłem pracować ponad 2 lata temu nareszcie się spełnia. 

Od dnia, w którym opuszczałem Sri Lankę wiedziałem, że chcę wrócić do Azji. Wiedziałem, że chcę wrócić na ten kontynent na dłużej. Poznać go, posmakować i poczuć w skali makro. Ale nie podczas kilkutygodniowej objazdówki, w której odhaczam kolejne atrakcje zapisane w notesie. Nie przepadam za takim stylem poznawania świata. Któregoś dnia wycieczki łapiesz się na tym, że kolejne świątynie zaczynają powszednieć a to, co powinno zachwycać jest tylko kolejnym, trochę większym posągiem Buddy.

Odhaczanie kolejnych punktów byłoby dla mnie nie tylko niewygodne, ale i trudne: wiązałoby się z potrzebą całkowitego odcięcia od pracy na kilkanaście lub kilkadziesiąt dni. A na to nie mogę (czy też może: nie chcę móc) sobie pozwolić. Tym bardziej teraz, gdy przekształciłem działalność jednoosobową w spółkę Brave New Sp. z o.o. i rozpocząłem sprzedaż KodujMaty.

Ale o tym, że w podróży będę chciał pracować wiedziałem na długo przed tymi dwoma wydarzeniami. Z tego powodu razem z Anitą zrobiliśmy internetowy kurs TEFL, którego ukończenie jest wymagane, by móc znaleźć pracę jako nauczyciel w Azji. Wtedy jeszcze myślałem, że rzucę wszystko i wyjadę do Azji uczyć dzieci. Ale wyjazd się opóźniał, a plany się zmieniały.

 

Do tej pory nie mieszkałem dłużej niż kilkadziesiąt dni poza Polską. W Anglii pracowałem tylko przez miesiąc, nie byłem na Erasmusie, a mój najdłuższy trip po Europie trwał mniej niż 40 dni. Trochę brakowało mi tego, że nie poznałem życia w innym kraju. W Polsce mieszkałem w Mielcu, Krakowie, Poznaniu i przez jakiś czas w Toruniu, ale czym innym jest przebywanie nawet w najdalszym zakątku tego samego kraju, a czym innym jest życie poza jego granicami. Nie wiedziałem, czy potrafię sobie poradzić w całkowicie nowym środowisku i od dawna chciałem sprawdzić, jak się mieszka gdzieś, gdzie nie znają języka polskiego.

Przygotowania do wyjazdu

Tak naprawdę tylko splot różnych (nie tylko nieszczęśliwych) okoliczności sprawił, że do Azji nie wyjechałem wcześniej. Poważne przygotowania do dłuższego wyjazdu rozpocząłem dwa lata temu, gdy otworzyłem dodatkowe konto oszczędnościowe. Decyzja została podjęta i zacząłem głośno opowiadać o swoim planie. Zredukowałem działalność szkoleniową do minimum i skupiłem się na rozwoju działalności internetowej. Zacząłem na poważnie tworzyć strony internetowe i interesować się tematyką pracy zdalnej. Co miesiąc część zarobionych pieniędzy odkładałem na podróż i w krótkim czasie uzbierałem sumę, która spokojnie pozwoliłaby mi się utrzymać w Azji bez pracy przez 3 miesiące (a przynajmniej tak wtedy myślałem).

Wyjeżdżając z Polski chciałem mieć solidną poduszkę finansową. Przez cały ten czas rezygnowałem z podróży po Europie, bo wyjazd do Azji był naprawdę na wyciągnięcie ręki. Wydawało się, że jeszcze miesiąc, góra dwa i nie będzie mnie w Polsce. Jednak za każdym razem pojawiało się COŚ. Najgorsze w tym CZYMŚ było to, że nie odkładało wyjazdu na pół roku czy 2 lata, ale o kolejne 2-3 miesiące. W takiej niepewności przeżyłem ostatni rok, co momentami było niezwykle frustrujące.

Możecie powiedzieć, że pojechałbym do Azji wcześniej, gdybym naprawdę tego chciał. Pewnie mogłem. Ale nie czułym się wtedy w pełni szczęśliwy. Wiedziałbym, że w Polsce zostawiłem sprawy, o które nie zadbałem w odpowiedni sposób. Więc czekałem i coraz bardziej denerwowałem się tym czekaniem.

Pod koniec poprzedniego roku wiedziałem, że do Azji wylecę w ciągu kilku miesięcy. Nie wiedziałem tylko do końca kiedy i na jak długo. Do tego los zaczął rzucać pod nogi… okazje. Pojawiła się KodujMata, o której wspominałem Wam ostatnio. Możliwość rozwoju tej marki była świetnym pretekstem, by po raz kolejny odłożyć wyjazd w czasie. Zaraz później odżył pomysł na spółkę, której założenie dawało Majowi i mi naprawdę ogromne możliwości rozwoju. Ale z tyłu głowy kołatała myśl o wymarzonym wyjeździe. Musiałem podjąć decyzję.

Wyjeżdżam. Jeśli nie jest to przeszkodą, działajmy. Jeśli jest, to nic z tego nie wyjdzie.

Michał nie miał żadnych wątpliwości. Gość sam zjeździł pół świata, więc moja potrzeba podróży była dla niego czymś naturalnym i w pełni zrozumiałym. Poza tym nasz biznes opiera się na działaniach w internecie i przeprowadzka do Azji z jednej strony była wyzwaniem, ale z drugiej również szansą biznesową.

Trudniejsza do rozwiązania pozostawała kwestia KodujMaty, bo jest to jednak produkt, do tego skierowany do polskiego odbiorcy i taki, który trzeba magazynować. Decyzja Agnieszki była taka, jak Michała. Działamy.

Rozpoczął się bardzo pracowity okres, który zintensyfikował się jeszcze bardziej, gdy kupiliśmy bilety. Karty zaczęły sprzyjać i chociaż pracowałem więcej niż kiedykolwiek, miałem cel do którego realizacji zmierzałem krok po kroku.

C o będziemy robić w Azji?

2 kwietnia wyjechaliśmy z Polski do Berlina, a 4 kwietnia wsiedliśmy do samolotu, który sprowadził nas do Tajlandii. W Azji spędzimy kilka najbliższych miesięcy. Dawno już zarzuciliśmy plany o pracy w szkole, chociaż jesteśmy w idealnym terminie, by zostać nauczycielami – rok szkolny w Tajlandii rozpoczyna się na początku maja. Co zatem będziemy robić?

Będąc w Azji oboje będziemy pracować zdalnie. Anita zajmuje się reklamami na Facebooku. Zaraz przed wyjazdem rzuciła pracę w agencji social media i praktycznie z miejsca rozpoczęła współpracę z kilkoma dużymi markami. Historia jak z podręcznika dla cyfrowych nomadów.

Oprócz pracy przez internet postaramy się zbadać rynek lokalny – zarówno pod względem stron internetowych, reklamy, grafiki, jak i szkoleń. Azja to dla nas całkowicie nowe miejsce, również biznesowo. Postaramy się je poznać, zrozumieć i – jeśli będzie na to szansa – wykorzystać. Na blogu, Facebooku i Instagramie (przede wszystkim Anity), a może nawet i na YouTubie, będziemy Wam pokazywać naszą Azję. Oczywiście będąc tutaj będziemy też jeść (i to dużo), zachwycać się, dziwić i po prostu poznawać to miejsce.

Zdaję sobie sprawę, że w tym rejonie świata było już tylu ludzi, że stworzenie czegoś całkiem świeżego może być trudnym zadaniem. Może jednak ten mój punkt widzenia pracoholika będzie na tyle świeży i interesujący, że będziecie śledzić nasze przygody i naszą pracę.

Podziel się wpisem:

Tags:

3 comments

  1. Super wpis, ciekawa historia, myślę, że tu jeszcze zajrzę. Marzenia trzeba spełniać! Nasza historia jest nieco inna niż Wasza, ale również po dwóch latach marzeń jesteśmy w Azji. Pozdrawiamy z Singapuru :-)

  2. Super, że mimo przeciwności udało Ci się wreszcie tam znaleźć. Trzymam kciuki, żeby wszystko układało się jak najlepiej. :)

  3. Ciekawa historia! Życzę powodzenia i samych dobrych wydarzeń. Trzymam kciuki, zdawaj relację jak idzie. Niech się wiedzie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *