Nowe

Pozwól dziecku na odrobinę wolności

Wczoraj pisałem o tym, że wsparcie jest ważne dla każdego człowieka. Jakiś czas temu z kolei apelowałem do rodziców, żeby pozwolili się swoim dzieciom sparzyć. Moim zdaniem jest to najlepsza szkoła dla każdego małolata. Ale słuchając niektórych pytań podczas środowego webinara, czytając komentarze, czy problemy, z którymi spotykają się młodzi ludzie wydaje mi się, że często troska o bezpieczeństwo jest zbyt mocno związana z ograniczaniem dzieciaków. Czy o to chodzi?

Zawsze BARDZO mnie denerwowało, gdy prosiłem rodziców o pozwolenie na jakieś wyjście, jakiś wyjazd, a jedynymi argumentami, które potrafili wymyślić były: Nie bo, coś Ci się stanie oraz argument ostateczny: Nie, bo nie. No jasna cholera! Tego typu argumentacja ma na celu chyba tylko pokazanie dominacji: jestem rodzicem masz się słuchać, a nie wnosi nic konkretnego do rozmowy.

Rozumiem, że kiedy 14-latka chce wyjechać pod namiot ze swoim chłopakiem (jedyną miłością życia, która przetrwa wszystko i wszystkich), to każdy rodzic będzie miał wątpliwości, co do tego, co będzie się działo pośród lasu. Sam bym miał. Ale z drugiej strony lubię sobie wyobrażać, że będę miał dzieci, którym będę mógł zaufać i nie będę się martwił, że będą nieodpowiedzialne (oby odziedziczyły charakter po matce ;)).

Ale, tak serio mówiąc. Zginąć mogę na drodze idąc do Biedronki. Zginąć mogę w kuchni, łazience, pokoju, w parku, w samochodzie, w samolocie. Nie mam pojęcia kiedy, nie mam pojęcia gdzie. Kiedyś ten moment nadejdzie, ale nie wiem tego ani ja, ani rodzice. Więc gadanie: coś Ci się stanie, będące wyrazem troski, jest bez sensu. Bo tego nie wiesz. Chyba, że coś zaplanowałeś…

Więc jeśli sytuacja nie jest krytyczna, a mówiąc krytyczna mam na myśli samotny wyjazd 14-latka na miesięczną podróż autostopem do Iranu lub wyjazd nastolatki z 6 pełnoletnimi chłopakami pod namiot, to ewentualny brak zgody powinien zostać poparty mocnymi argumentami. Bo jeśli takich argumentów nie ma, to czy nie lepiej pozwolić dziecku na odrobinę samodzielności i poznawania świata?

Myślę, że każdy rodzic chciałby, żeby jego dzieci miały ciekawe życie. Nie mówię, że trzeba wyrażać zgodę na wszystkie szaleństwa, ale nakładając zbyt wiele barier nie pomagamy potomstwu w poznawaniu smaków świata. Tak sobie myślę, że wychowują dzieci warto zastosować kilka rad:

Rozwijaj ich pasje

Dobrą dla dziecka sytuacją jest taka, w której rodzice widząc jego zamiłowanie do malarstwa podsuwają mu kredki, a nie liczydło. Każdy człowiek rodzi się z pewnymi predyspozycjami, które później rozwija. I jeżeli ktoś kocha sztukę, ale na siłę będzie zmuszany do studiów matematycznych, to zwyczajnie – wprawdzie chcąc pomóc – sprawisz, że będzie nieszczęśliwy.

Pozwalaj na porażki

Rodzice, często nieświadomie, hamują swoje dzieci mówiąc: nie rób tego, bo to nie wyjdzie. I dobrze, że nie wyjdzie. Jeśli komuś będzie przez całe życie wychodziło wszystko, to ewentualna porażka w wieku 40 lat będzie horrorem.

Zachęcaj do realizacji działań i spełniania marzeń

Moi rodzice nigdy nie blokowali moich pomysłów na pracę, czy chęci wyjścia na boisko i pobiegania za piłką z przyjaciółmi. Gdy zaplanowałem jakieś wyjazdy i szczerze z nimi o nich pogadałem, też zwykle otrzymywałem na nie zgodę. Jeżeli nie chcesz zachęcać, to przynajmniej nie blokuj.

Ustal zasady

Jasne zasady pomagają. Rodzicom pozwalają wyciągnąć konsekwencje i ograniczyć dostęp do „atrakcji” w przyszłości, gdy zostały one (zasady) złamane. Dzieciakom dają świadomość tego co mogą, a czego nie powinny robić. I obligują do tego, żeby stosować się do nich. Są po prostu dobre. Taka umowa zawarta między stronami, oparta na zaufaniu, powinna poskutkować.

Wspieraj w działaniach

A najlepiej wspieraj. Realizujcie wspólnie różne marzenia. Bo to chyba jest najfajniejsze. I zobaczysz, że dzieci będą Ci wdzięczne za takie właśnie podejście.

Tags:
  • Sylwia

    Miałam tak ze swoją mamą… od podstawówki prosiłam aby zapisała mnie na taniec ale nigdy nie nie zgodziła a jedynym argumentem było bo nie i czasem, że nie mam predyspozycji (byłam otyłym dzieckiem ) Nie mogąc rozwijać swej pasji byłam bardzo nieszczęśliwa…

    Teraz jak już skończyłam liceum i mam 18 lat sama zarobiłam i zapisałam się na zajęcia, dzięki temu jestem teraz szczęśliwsza :)

    Z niektórymi rodzicami nie da się nic zrobić… więc pozostaje przeciwstawiać się i walczyć o swoje życie :) Dlatego też za kilka miesięcy wyprowadzam się :)

    Fajny artykuł :)

    P.S Planujesz artykuł na temat dykcji ? W internecie pod hasłem „Jak poprawić dykcje ” są same rymowanki dla przedszkolaków :/

    • Andrzej Kozdęba

      Super, że mimo wszystko udało Ci się realizować to, o czym zawsze marzyłaś :).

      Co do dykcji, będzie pewnie vlog na ten temat, bo pisać o tym jest trochę trudniej niż mówić i w tym samym momencie pokazywać na żywym materiale :)

      • Sylwia

        Super nie mogę się doczekać :)

  • sKinga

    Pozwoliłam 13-letniej córce pójść na koncert (dość kameralny ale w klubie) samej pod warunkiem, że z będzie w towarzystwie co najmniej dwóch koleżanek. Znalazła takowe. Szczęście dziecka – bezcenne. Młodzież pouczona o strategii przebywania w tłumie. Pasja wspierana – fajnie, że ma. Daje znać gdzie idzie i gdzie się przemieszcza. Prosi o przypomnienie w istotnych sprawach. Ogólnie fajny, dość odpowiedzialny młody człowiek. Jeszcze, żeby zachęcić do korzystania z metod szybkiej nauki i wyznaczania jakichś celów – byłoby idealnie :D Ale, ale.. Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci…

    • Andrzej Kozdęba

      Super :)!

  • Argument „Nie bo nie”, któż go z nas nie słyszał, jeszcze do tego typu stwierdzeń dodałabym „Jestem Twoim rodzicem i się nie zgadzam”. Akurat ja jak miałam tylko okazję słyszeć coś takiego, to każda cząstka mnie buntowała się przeciw i pewne było, że i tak zrobię dokładnie odwrotnie. Zresztą od dziecka miałam charakter buntownika, w sumie to moim rodzicom nie zazdroszczę. Wiem, że wszystkie zakazy i nakazy wynikały z ich troski o moje dobro. Teraz to wiem, ale z perspektywy iluś lat wstecz traktowałam to jako karę. Chociaż w zasadzie patrząc były również i momenty, kiedy pozwalali mi w sumie na wiele, sama się zastanawiam, czy gdybym miała dzieci, to bym się na pewne rzeczy zgodziła, mając wyobrażenie i pamiętając moje szczeniackie lata. Jednym słowem zawsze miałam pomysły, które niekoniecznie były bezpieczne, ale im bardziej szalone, tym większą radość mi przynosiły :) Hmmm i z tego się chyba nie wyrasta.

    • Andrzej Kozdęba

      Magda – ja też mam takiego uparciucha w sobie – z nakazami, zakazami, szczególnie tymi bezsensownymi, nigdy się nie zgadzałem i często robiłem odwrotnie. I masz rację: z tego się nie wyrasta…