Nowe

Polubiłem biegać

Z każdym dniem moje kolano jest w coraz lepszym stanie. Ostatkiem sił powstrzymuję się, żeby nie wyjść na zewnątrz i pobiegać chociaż dziesięć minut. Naprawdę polubiłem ten sport.

Znacie to uczucie, które dopada człowieka, gdy próbuje się zmobilizować do czegoś, czego bardzo nie chce robić? Ja znam je bardzo dobrze. Przez długi czas towarzyszyło moim treningom biegowym, gdy przygotowywałem się do pierwszego maratonu. Rozpisany plan, którego sztywno się trzymałem, pozwalał zachować dyscyplinę i założyć buty w momentach największego zniechęcenia.

Po kilku tygodniach było lepiej. Polubiłem bieganie, ale wciąż wielkim wyzwaniem był dla mnie start. Myśl o pierwszych dwóch-trzech kilometrach była dla mnie niesamowitym zniechęcaczem. Nie lubiłem tego rozpędzania się, wbijania w biegowy rytm.

Każdego wieczora kładąc się spać po głowie chodzi mi Może już jutro pobiegam, chociaż 10 minut, tylko truchcik.

I w ten sposób biegałem do połowy maja tego roku. Później był Kierat, który pokazał mi, że wszystko siedzi w głowie, nie w nogach, a ja jestem zdolny pokonać siebie mimo bólu rozsadzającego większą część ciała. I chociaż Kierat był bardziej marszem niż biegiem, to chyba wtedy pękły wszelkie biegowe wątpliwości.

marathon yellow

Z przyjemnością zacząłem robić 20 i 30 kilometrowe wybiegi, wbiegać na krakowskie Kopce, okazyjnie biegać po Warszawie, słuchać w biegu muzyczki, rozmyślać, czasami rozmawiać. Bieganie stało się częścią mnie, co poczułem szczególnie mocno po Biegu 7 Dolin. Z jednej strony pozytywnie, bo raz jeszcze udało się przełamać granice. Ale z drugiej negatywnie. Rozwalone kolano cały czas nie jest do końca wyleczone. Każdego wieczora kładąc się spać po głowie chodzi mi Może już jutro pobiegam, chociaż 10 minut, tylko truchcik. Podobnymi nadziejami zadręczam ludzi ze swojego otoczenia, a oni rozsądnie wybijają mi ten pomysł z głowy. Zresztą, rozsądek przychodzi codziennie rano, gdy czuję, że kolano wciąż jeszcze boli i nie zgina się tak, jak powinno.

Czekam, ale to czekanie z każdym dniem jest coraz trudniejsze. Mimo wszystko ma ono też dobrą stronę. Pozwoliło mi docenić i dostrzec kolejną ważną dla mnie rzecz. Lubię takie odkrycia. Oby ich było jak najwięcej (choć lepiej w innych okolicznościach).

Podziel się wpisem:

Tags:

2 comments

  1. Życzę zdrowia w kolanie ;) Podziwiam was za ten Kierat. Ja bym padł. Ale za 10 dni wybieram się na bieg 10,5 km. Na jakiś maraton jeszcze za wcześnie.

    1. Ja zaczynałem od biegu na 3 kilometry, po którym dwa dni nie mogłem się ruszać. To było półtorej roku temu :). Więc tak naprawdę nie jesteś tak daleko celu :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *