Nowe

Polskie szkoły ciągle grzeszą

Może jestem marzycielem, może myślę źle, a winę za to ponosi amerykańskie kino o nauczycielach z pasją, ale niestety polskie szkoły wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Jest lepiej, wiele miejsc zarządzanych jest wzorowo, ale wciąż sporo można poprawić. 

Gdy miesiąc temu zaczynaliśmy odwiedzać polskie szkoły nie miałem pojęcia, że nawet pomiędzy placówkami w jednym mieście mogą być aż takie różnice. I nie chodzi mi tutaj o stan budynków, wyposażenie sal, czy poziom uczniów, bo akurat te podziały są widoczne gołym okiem. Bardziej zdziwiło mnie to, że szkoły mogliśmy podzielić na takie, które są wesołe i na takie, które są smutne. I ten podział nie miał nic wspólnego ze stanem budynków, wyposażeniem sali, czy poziomem uczniów.

Czasami zdarzało się tak, że nienajowszy budynek tętnił życiem, uczniowie byli otwarci i uśmiechnięci. A czasami w nowej sali konferencyjnej, z wygodnymi miękkimi krzesłami i wypasionym projektorem siadali uczniowie mający wszystko i wszystkich w dupie. I oczywiście można powiedzieć, że to wszystko zależy od tego, jakie dzieciaki uczą się w danym miejscu, ale nie przekonuje mnie to tłumaczenie. Bo jak wtedy można byłoby wytłumaczyć fakt, że klasa, z którą problemy ma większość nauczycieli, u kilku z nich zachowuje się co najmniej przyzwoicie i jest aktywna?

Zdecydowanie winą nie obarczam uczniów. Im od najmłodszych lat wciska się do głowy, że jeśli uczysz się dobrze, to pójdziesz do liceum, jeśli jesteś średniakiem, to wybierz technikum, a matołom zostaje zawodówka. Nie ma co się dziwić, że później w gorszych szkołach uczą się gorsi uczniowie. Dzisiaj pewnie niejeden magister po liceum z zazdrością zerka na kolegę z zawodówki, który ma w ręku fach, swoją firmę i drobne na urlop nad polskim morzem lub francuskiej riwierze. Kto jest więc odpowiedzialny za ten smutek, który panuje w części szkół i kto sprawia, że w innych widać te chęci do nauki? Nauczyciele? System? Dyrektorzy? Pewnie po części każda odpowiedź jest prawidłowa, ale mimo wszystko na podstawie obserwacji wyniesionych z 50 szkół twierdzę, że odpowiedzialność za stan szkoły i nauczania w niej ponosi przede wszystkim dyrektor.

To dyrektor stwarza młodzieży pole do rozwoju, a nauczycielom daje pole do działania. I jeśli dyrektor nie potrafił lub z jakichś powodów nie chciał tego robić, to w szkołach było jakoś tak smutniej. Ale żeby nie być gołosłownym, kilka przykładów.

Przyjeżdżamy do smutnej szkoły w smutnej miejscowości X. Ten dzień w ogóle był smutny i deszczowy. Wchodzimy do budynku, nikt nic o nas nie wie. Za 10 minut zaczynają się lekcje, ale dyrektora wciąż jeszcze nie ma. Zostajemy zaproszeni do pokoju nauczycielskiego, gdzie siedzi pani nauczycielka i głośno wzdycha. Żeby przerwać to jej wzdychanie zapytujemy, ile klas maturalnych jest w szkole:

– A ja nawet nie wiem, pracuję tu od miesiąca, jestem na zastępstwie, Państwo pewnie wiecie więcej o tej szkole niż ja (westchnięcie). To teraz będzie jakaś prezentacja?

– Tak, mamy prezentację dla wszystkich klas maturalnych.

– Naprawdę? Czyli nie będę musiała prowadzić lekcji? Jak dobrze! A nie mogą Państwo zostać na jeszcze jedną lekcję, to bym miała jeszcze godzinę wolną (hihi).

W tej szkole ogarnął nas w końcu jeden z nauczycieli, a dyrektor do placówki, którą zarządza, przyszedł kilka minut po dzwonku.

W innej szkole, podczas innej prezentacji Pani Dyrektor weszła do sali i zapytała, czy możemy mieć prezentację na jeszcze kolejnej godzinie. Pan nauczyciel, który siedział blisko drzwi i dobrze słyszał rozmowę prawie zaczął podskakiwać na krześle, gdy dowiedział się, że możemy.

Wiele razy słyszeliśmy też, że nie możemy zrobić prezentacji na lekcjach, bo są wytyczne z ministerstwa, trzeba zrealizować cały program, takie zasady. Pedagogów nie obchodziło, że będziemy opowiadać o studiach, czyli o czymś, co jest ważne dla maturzystów. Opowiecie dla chętnych, po lekcjach, my mamy plan z ministerstwa – poinformowała nas o tym Pani sekretarka i Pani od języka polskiego, która wpadła po kawę do sekretariatu podczas swojej lekcji. Zagadała się, po czym powiedziała, że musi już wracać do sali, bo zostawiła uczniów, którzy oglądają Pana Tadeusza. Przepraszam, co robią? Oglądanie słabego filmu jest bardziej istotne niż rozmowa na temat przyszłości i studiów? Tak, bo muszą być lekcje. Takie są wytyczne ministerstwa. A czy według wytycznych tego samego pieprzonego ministerstwa można wychodzić z klasy podczas lekcji i zostawiać uczniów samych?

Drodzy pedagodzy, nauczyciele, dyrektorzy. Zrozumcie, że jesteście autorytetami dla uczniów. Jesteście dorośli, więc zawsze będziecie po tej drugiej stronie i jeśli nie będziecie konsekwentni i otwarci, to nie zyskacie ich szacunku. Oni wiedzą, czy Wam zależy na ich przyszłości, czy na wypełnieniu minimum programowego. Wszyscy cieszyliśmy się, gdy nauczyciel wychodził z sali podczas lekcji. Ale szczerze mówiąc chyba nikt z nas nie czuł przed nimi respektu. Już wolałem wymagającego, ostrego nauczyciela niż melepetę, która nie potrafiła niczego nauczyć i bała się uczniów. Jeśli nie zależy Wam choćby na jednym uczniu, to po co robicie to, co robicie?

Zawsze na początku prezentacji pokazywaliśmy zgromadzonym adres strony CiKtórzyNieSłuchająNaszychPrezentacji.pl i informowaliśmy, że są tam zdjęcia tych, którzy nie słuchali, a ich zdjęcie również może tam trafić. To fantastycznie rozluźniało atmosferę i zdobywaliśmy tym uwagę uczniów. Uczniów, bo oczywiście kto najbardziej przeszkadzał? Nauczycielki. Siedziały głupie baby na końcu sali i pleplały do siebie dopóki ktoś z nas nie zwrócił im uwagi. Brawo Wy! Cudowny pokaz podkopywania sobie autorytetu. Wymagasz, drogi nauczycielu od ucznia by nie przeszkadzał Ci na lekcji, a jak jesteś po drugiej stronie to sam kłapiesz dziobem. I jeśli myślisz, że uczeń tego nie widzi, to gratuluję.

Drodzy dyrektorzy, zastanówcie się nad tym, jak pracujecie i po co Wam ten stołek. Bo jeśli bierzecie go tylko po to, żeby dostać wyższe dodatki, to znajdźcie sobie inną, mniej odpowiedzialną pracę, a nie bierzcie się za prowadzenie placówki, która kształci młodych ludzi. Dajcie ten stołek komuś młodszemu, komuś z pasją. Chciałbym widzieć szkoły z fajnymi pomysłami, dającymi uczniom pole do działania, a nauczycielom do rozwijania umiejętności dzieciaków. Wszystko jest kwestią chęci, a wielu Waszych kolegów i koleżanek pokazuje, że można.

W trakcie naszych wizyt spotkaliśmy bardzo smutnych dyrektorów, którzy otaczali się jeszcze bardziej smutnymi nauczycielami. Ale spotkaliśmy też wielu takich, którzy byli zafascynowani edukacją i mieli fantastyczny kontakt z młodzieżą. Zazdroszczę dzieciakom, które uczą się w 1LO w Bolesławcu i 1 LO w Sieradzu. Pani Dyrektor z Bolesławca i Pan Dyrektor z Sieradza byli naprawdę fantastycznymi ludźmi i pedagogami, całkowicie od siebie różnymi, ale mającymi wspólną cechę: pasję do edukacji. Zajęcia pozalekcyjne, odpowiednie planowanie czasu, np. godziny wychowawczej (wszystkie 3 klasy miały ją w tym samym dniu i o tej samej godzinie) i świetny kontakt z uczniami powodowały, że i nam chciało się bardziej. Każdej szkole życzę takich przełożonych.

Chciałbym, żeby polskie szkoły była żywa i wesoła. W wielu miejscach już taka jest, co widać w organizacji czasu pracy, kolorowych budynkach z czasami naniesionym przez uczniów ciekawym grafiiti, zajęciami pozalekcyjnymi i otwartością na współpracę z podmiotami zewnętrznymi. Warto czerpać inspirację właśnie z takich miejsc i – zamiast rywalizować o miejsce w rankingu i wypełnianie norm ministerialnych – skupić się na przyszłości uczniów.

Zdjęcie z miniatury: Sławomir Jankowski

Podziel się wpisem:

Tags: