BiznesFirma

No pain no gain – biznes też wymaga cierpienia

No Pain No Gain Ja mówię TO fot. Magdalena Bogdan https://web.facebook.com/fotografiabezmiary/

Wiecie, co jest rzeczą, która jest nierozerwalnie związana z prowadzeniem firmy? Ból. Ból, który towarzyszy przedsiębiorcy na każdym etapie, a na samym starcie działań jest najbardziej dokuczliwy. W tym aspekcie biznes i sport mają wiele wspólnego.

Dzień po maratonie jest jednym z najtrudniejszych, jakie potrafię sobie wyobrazić. Przez dobrych kilka chwil po przebudzeniu zastanawiam się, czy będę w stanie chodzić. Zginam i prostuję nogi, testuję je machając nimi w powietrzu. W końcu wstaję. Za każdym razem ból jest ogromny, o wiele większy niż mogłem przypuszczać.

Ale zamiast wrócić do łóżka i nakryć się kocem wykonuję pierwszy krok, potem drugi i następne. Boli. I chociaż wiem, że po każdym maratonie będzie bolało, czasami bardziej, czasami mniej, ale będzie, to mimo wszystko zapisuję się na kolejny. Nie po to, by zaimponować znajomym i wrzucić fotkę z maratońskim medalem. Nie po to, by mieć temat na bloga, bo już chyba wszystko, co mogłem napisać o bieganiu, napisałem w ciągu ostatnich kilku lat maratońskich startów. Biegnę po to, by zmierzyć się z bólem.

I wiecie, co jest najlepsze? Że ten ból ma naprawdę słodki smak.

Każdy krok, który stawiam wywołuje ból, ale to jest tak ból niesamowicie pozytywny – taki, od którego micha sama się cieszy. Dosłownie każdy krok, każdy jęk, każde sapnięcie bawi mnie niesamowicie. Niestety, śmiech powoduje ból, bo na brzuchu też są zakwasy. A od tego chce się śmiać jeszcze bardziej.

Zawsze będzie bolało

Sport jest magiczny, bo w sporcie ból wprost przekłada się na rezultaty, które osiągamy. W życiu jest podobnie, tylko ten ból czasami ma inną formę i często trudniej go zaakceptować. Bolą inne rzeczy, a samo uczucie nie zawsze związane jest z fizyczną częścią naszego organizmu.

I tak, jak sportowcy nie tylko akceptują, ale również odczuwają satysfakcję z bólu, który występuje w wyniku treningów, tak i my powinniśmy pogodzić się z tym, że chcąc się rozwijać czasami musimy przyjąć jego potężną dawkę. Ból ten nie będzie zakwasami. On będzie związany z brakiem wakacji, dodatkowymi godzinami spędzonymi w pracy, weekendem w robocie, potrzebą zmiany stylu myślenia i dostosowaniem się do nowych warunków.

Niektórzy powiedzą, że ten ból to nic innego jak zwykła dorosłość. Wasi kumple idą we wtorek na piwo, bo gra Liga Mistrzów, a Wy zostajecie w domu, bo następnego dnia trzeba wstać na 8 do pracy. Pół biedy, gdy trzeba wstać, bo nad Wami wisi bat w postaci pracy na etacie. Ale pracując na swoim… Jutro pośpię godzinę dłużej, wstanę później zrobię mniej, nadrobię następnego dnia.

Ale ja powiem, że ten ból to nie dorosłość, a głód sukcesu.

Sportowcy całe swoje życie podporządkowują treningom. Nie jedzą tego, na co akurat mają ochotę tylko to, co znajduje się w diecie. Ćwiczą po kilka godzin czasami 2, czasami 3 razy dziennie. Chodzą wcześniej spać, dbają o regenerację organizmu. Mają cel, do którego dążą realizując założony plan.

Zazdroszczę im tej determinacji, bo nie wierzę, że każdy, kto trenuje profesjonalnie każdego dnia kocha to, co robi. Zresztą, często słyszy się sportowców, którzy mówią o tym, jak wymagający i wyniszczający jest sport profesjonalny. Podziwiam ich wytrwałość i wielką pracę, którą wkładają w stawanie się coraz lepszym.

Sam też dasz sobie radę, ale z innymi jest łatwiej

Inną rzeczą, której można zazdrościć sportowcom jest doping i wsparcie, które otrzymują. Przeżywam to na każdym maratonie. Lecę do mety, jęzor na brodzie, czuję że zaraz padnę. Ale nie, bo nagle obok mnie pojawia się niejaki Grzegorz Górzyński, jeden z ekipy Tripersów, i klepie mnie po plecach. I mówi, że dam radę. I biegnie ze mną przez następnych 400 metrów. A ja właśnie miałem padać twarzą na asfalt. Ale nie mogę. Bo dalej stoi ekipa 42 Do Szczęścia i macha i klaszcze tak, że na samych endorfinach lecę przez następne 2 kilometry.

I wiecie, w biznesie jest podobnie. Można prowadzić firmę samodzielnie i jasne, że się da. Ale nic nie dodaje skrzydeł tak, jak osoby, dla których i dzięki którym chce się bardziej. Gdy Waszym celem ekscytują się inni, wspierają Was, pomagają, to jego realizacja jest zdecydowanie łatwiejsza. Dlatego tak dobrze pracuje się w małych zespołach, które mają jeden cel i które złożone są z ludzi złączonych czymś więcej niż tylko stosunkiem pracy.

Jeśli macie problem z osiąganiem celów i realizacją planów proponuję Wam zacząć uprawiać sport. Jeśli wybierzecie sport drużynowy, a w większych miastach dostęp do różnych dyscyplin i drużyn na różnych poziomach jest ogromny, będzie Wam łatwiej trenować regularnie. Jeśli wybierzecie sport indywidualny, taki jak bieganie czy pływanie, trudniej będzie z dbałością o regularność, łatwiej będzie ze śledzeniem postępów, bo te będą uzależnione od Waszej pracy.

Moi znajomi pochodzą z różnych środowisk i na co dzień zajmują się różnymi rzeczami: prowadzą swoje firmy, pracują w korpo, grają w pokera, podróżują po świecie. Każdy z nich to, co robi często porównuje do sportu. Są cele, są zasady. Są porażki, są sukcesy. Życie to sport i żeby w nim wygrywać trzeba się napracować. Szkoda, że zasady są takie niejasne. A może to właśnie jest takie fajne?

 

Tags:
  • aleksandra

    jaki przystojniaczek na tym zdjęciu !

    • mam nadzieję, że to nie o tym, który biegnie za mną :D!

  • Zgadzam się z Tobą. Biznes to z jednej strony wyrzeczenia i ciężka praca, a z drugiej wielka satysfakcja podobnie jak w sporcie. Rzeczywiście regularne uprawianie sportu pomaga w organizacji i zarządzaniu czasem. Podczas niedzielnego maratonu miałam tysiąc myśli w głowie. Ekscytację, radość, niepewność, zdenerwowanie i złość na samą siebie, że piszę się na takie wysiłek jak wiem, że później będzie boleć. Tyle, że na końcu jest meta, radość i wielka satysfakcja.

    • Prawda? Ta satysfakcja jest za każdym razem taka sama – i wsparcie kibiców też jest wspaniałe.
      Zadowolona z czasu :)?

      • W sumie tak. Niewielka różnica sprzed roku, ale na 40km myślałam, że będzie gorzej ;)