PodróżeŚwiat

Najmilsi ludzie pod słońcem

Dziesiątki uścisków dłoni, setki uśmiechów i tysiące zaproszeń do tuk tuka – ludzie Sri Lanki stanowią niezwykłą mieszankę zachowań i poglądów. Ale przede wszystkim są tolerancyjni.

Jeszcze kilka lat temu na Cejlonie toczyła się wojna domowa między zamieszkującymi północ wyspy Tamilami, a większością Syngaleską. Później Sri Lankę nawiedziło potężne tsunami, o którym mówił cały świat. Te dwa wydarzenia musiały odcisnąć swoje piętno na ludziach, którzy się tutaj urodzili.

A są oni przeważnie dość biedni. Przeciętne wynagrodzenie pracownika fizycznego na Sri Lance wynosi około 250 dolarów miesięcznie. Gdy przeliczy się to na rupie suma wygląda trochę bardziej okazale, ale wciąż nie jest to powalająca kwota. Dlatego też Wyspiarze radzą sobie jak mogą, a że najprostszym rozwiązaniem jest sięganie do kieszeni turystów, wiele osób para się tutaj handlem. Sprzedawcy, akwizytorzy i handlarze stoją na każdym rogu i zachęcają do zakupu swoich, często podrabianych lub cenowo zawyżonych, produktów. Inni żebrzą, bo to też dobry sposób na bogacenie się. O tym pisałem TUTAJ.

Niezależnie czym się zajmują, nie boją się słowa nie. Kierowcy tuk tuków, sprzedawcy z plaży i hotelowi naganiacze są cierpliwi i niezłomni. Nawet, gdy powiesz im nie, oni nie odpuszczają. Stoją nad Tobą, proponują lub wyczekująco milczą. Nie sprzedają, tylko proponują, żebyś zobaczył. Wiedzą, że jak weźmiesz do ręki lub pójdziesz z nimi, to szansa na dobicie targu wzrasta. Na nich trzeba uważać i mocno zastanowić się nad konsekwencjach wyboru. Bo mimo wszystko nie każdy jest naciągaczem, a niektórzy mają naprawdę niezłe oferty.

To jest druga grupa ludzi Sri Lanki. Oczywiście i oni proponują wygórowane ceny, ale w ich przypadku można przynajmniej mówić o dobrej jakości usług. Proponowane przez nich miejsca hotelowe czy wycieczki są po prostu dobre. Dlatego trzeba być uważnym. Bo wielu z nich, tych mających niezłą ofertę, mówi gorszym angielskim niż naciągacze.

No właśnie, angielski. Mimo, że Sri Lanka była kolonią angielską, to ludzie nie mówią tutaj najlepiej w tym języku. W rzeczywistości spotkaliśmy kilka osób, które były w stanie prowadzić z nami normalną konwersację. Ale braki językowe tubylcy nadrabiają dobrymi chęciami. Uśmiechają się i starają wyjaśnić białemu człowiekowi to, czego chce się dowiedzieć.

Bo białego się tutaj szanuje. Do mężczyzn mówi się per Sir lub Mister, do kobiet Madam. Czasami usłyszycie Hello, My Friend lub Boss. Ale zawsze jest jakiś usłużny zwrot grzecznościowy. Po nim następują pytania o to skąd przybywacie, kilka pochwał na temat Waszego kraju (mało kto zna położenie Polski, ale położenie Niemiec i Czech zna każdy) i pytania czy Sri Lanka good? Bo Lankijczycy często pomijają w rozmowie czasowniki. Ale do tego można się przyzwyczaić. Podobnie jak do mylenia Polaków z Rosjanami.

To, co najbardziej urzeka mnie u Wyspiarzy to ich tolerancja religijna. Na Cejlonie żyją przedstawiciele buddyzmu, hinduizmu, chrześcijaństwa i islamu. Żyją w zgodzie i poszanowaniu swoich zwyczajów. Często na jednej ulicy. Jasne, zdarzają się indywidualne incydenty (głównie ze strony Muzułmanów), ale i one należą do rzadkości. Będąc na Sri Lance mieliśmy możliwość obcowania z przedstawicielami każdej religii, z każdym mogliśmy znaleźć wspólny język, porozmawiać o różnicach i poglądach. Bez kłótni i napięć. Pod tym względem wiele narodów mogłoby się uczyć od Lankijczyków.

Mimo,  że Lankijczycy są biedni, to często wydają się być bardziej zadowoleni z życia niż wielu białych bogatych ludzi. Rozmawiają ze sobą na ulicach, używają klaksonu, żeby pozdrowić się na drodze i uśmiechają się. Mimo że nie mają łatwo to znajdują w sobie energię do uśmiechu. Przynajmniej tego, który skierowany jest do gościa o innym kolorze skóry.

Jak już wspomniałem, białego się tutaj szanuje, bo jest dostawcą kapitału. Dlatego każdy będzie dla Was miły (przynajmniej do momentu, w którym zorientujecie się, że Was oszukuje). Najbardziej sympatyczni będą jednak zawsze ci, którzy nie mają Wam nic do zaoferowania i po prostu chcą pogadać z obcym. Bo dawno, a niektórzy nigdy, nie mieli ku temu okazji.

Tags: