Nowe

Młodzi ludzie a polityka

Posiadam informacje, które mogą skompromitować przynajmniej 2 kandydatów startujących w obecnych wyborach. Nie mam zamiaru ich jednak ujawniać. Osoby te startują po raz pierwszy, a rzeczy, o których mówię miały miejsce w okresie, gdy nie mieli oni nic wspólnego z życiem publicznym. 

Zresztą, czy nawet gdyby już wtedy byli oni aktywnymi działaczami nie mogliby bawić się tak, jak tego chcą? 

Wczoraj w Internecie hitem był film, na którym uwiecznione zostało, co kandydat na radnego Radomia, Eryk Brodnicki, mówił w przerwach pomiędzy nagraniami. Klął jak szewc i rzucał komentarze pod adresem uczelni, na której studiuje (swoją drogą, biedny ten Radom: jak nie chciwa baba, to wulgarny kandydat). Oczywiście fejsbuki od razu podniosły larum, że jak to, że co to się wyprawia, że przecież wulgarne słownictwo nie przystoi. Dzisiaj chłopak złożył rezygnację z członkostwa w partii, więc pewnie i w wyborach nie startuje. A miał po prostu pecha.

Kamera ma to do siebie, że prowokuje dwie sytuacje: wzmaga stres lub pomaga zrobić z siebie debila. Pracuję z kamerą to wiem. Bo sam wygłupiam się nagrywając różne materiały. Czasami przeklinam, bo kiedy powtarza się po raz 10 to samo zdanie, a efekt wciąż nie jest zadowalający, to człowieka szlag trafia. Oczywiście nikt nie ma zamiaru publikować tego typu treści chyba, że ma w tym jakiś, zwykle satyryczny, cel.

Polityk satyrykiem nie jest. Być może polityk powinien być sztywną, starszą osobą, bo taki jego wizerunek utarł się na polskiej scenie politycznej i tego typu polityków wymaga ogół. A młodzi politycy będą mieć coraz trudniej. Społeczeństwo przyzwyczaiło się do afer czy kryzysów wizerunkowych związanych z łapówkarstwem i nepotyzmem. Łatwo przychodzi nam zapominanie i wybaczanie takich błędów gębom, które widzimy każdego dnia w mediach ogólnopolskich i lokalnych. Młodzi kandydaci nie mają doświadczenia. Mają za to (zwykle) całą masę zdjęć, filmów, a nawet wypowiedzi, które w prosty sposób mogą ich skompromitować i zniszczyć ich karierę.

W tej kampanii internauci i dziennikarze nie mieli najmniejszego problemu, żeby znaleźć informacje, że jeden z kandydatów PiS na radnego był kiedyś striptizerem. Abstrahując od tego, czy taka osoba powinna być reprezentantem społeczeństwa czy nie: każdy powinien pochylić swoją mądrą głowę nad tym, w jak łatwy sposób można dzisiaj uzyskać informacje na temat drugiej osoby. Tym bardziej, że sami chętnie się nimi dzielimy z innymi lub inni, niekoniecznie za naszą aprobatą, umieszczają pozornie nic nieznaczące materiały w internecie.

Można powiedzieć, że każdy, kto chce być kiedyś osobą publiczną nie powinien w ogóle prowokować tego typu sytuacji, ale szczerze Wam powiem: mało mnie obchodzi, co kto wydziwia na wakacjach, z rodziną, czy w łóżku. Robienie z tego afery jest obrzydliwe i nie powinno mieć miejsca. Szczególnie, jeśli miało to miejsce kilka lub kilkanaście lat wcześniej. Przepraszam, ale czy naprawdę, gdy byliście młodzi nie zdarzyło Wam się nigdy przesadzić z alkoholem lub zrobić inną głupotę (być może zdarza Wam się do dziś)? W wieku 18 lat wiedzieliście, że będziecie osobami publicznymi? A najbardziej śmieszy mnie, jak bogobojni obywatele podnoszą turbo-larum, gdy jakaś osoba publiczna przeklina (pamiętacie Durczoka?) lub pije alkohol (za własne pieniądze). Jakby sami nie robili tego i innych, nawet gorszych, rzeczy.

Nie bronię Pana Brodnickiego, ale nie uważam, że zrobił coś złego. Wygłupił się i miał pecha, bo kompromitujący materiał wpadł w niepowołane ręce w najgorszym możliwym momencie. Nie znam tego człowieka, nie znam jego programu, ale jeśli ten jest dobry, to wolę mieć za przedstawiciela kogoś kto jest prywatnie wulgarny, ale zawodowo kompetentny niż ułożoną, ale nieznającą się na niczym ciapę.

Bardzo lubię hasło: Jeszcze nigdy w historii polityki materiały kompromitujące kandydatów nie były tak łatwo dostępne. Dlaczego? Bo nigdy się nie zdezaktualizuje. Ba, z każdym dniem będzie coraz bardziej aktualne. A może nie? Może nie mam racji i z polityki i życia publicznego odrzucane będą te słabe image’owo, ale kompetentne jednostki, które przytargały ze sobą bagaż wizerunkowych wpadek? Może te osoby są potrzebne, żebyśmy zatęsknili za typowymi politykami, których gęby kojarzymy z TV? Oni też mają swoje za uszami, ale ich znamy. A przecież to, co znane jest takie komfortowe.

Foto: Lens Daemmi via photopin cc

Podziel się wpisem:

Tags:

3 comments

  1. A ja nie interesuję się tym całym bagnem, nie głosuję, nie jest mi to do szczęścia potrzebne. Nieważne, czy stary, czy młody, bo każdy będzie prędzej czy później robił nas w konia.

    1. Popieram w stu procentach.

    2. Też nie interesuje mnie polityka, ale w wyborach samorządowych to na kogo głosujesz ma znaczenie, bo te społeczeństwa nie są aż takie duże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *