PodróżeŚwiat

Krótka historia kokosa, czyli jak powstają wiórki kokosowe?

Kokos, którego możecie kupić w sklepie wcale nie rośnie na drzewie. To znaczy rośnie, ale wyglada trochę inaczej. Będąc w Negombo odwiedziliśmy miejsca, w których kokosa wykorzystuje się w stu procentach.

Zacznijmy od tego, że kokos, którego widzicie w sklepie to tylko cześć tego, który rośnie na drzewie. W warunkach naturalnych kokos posiada jeszcze zieloną łupinę, która otacza skorupę i której trzeba się pozbyć. Dla mnie to był szok, bo zawsze myślałem, że na drzewie rośnie to brązowe. A w rzeczywistości wygląda to tak:

Na Sri Lance jest bardzo dużo kokosów. Same owoce są wykorzystywane w 100% do produkcji przekąsek, zabawek, lin, wyściółek do materacy, kompostu dla roślin. Drzewo jest budulcem, z którego powstają domy, a z kwiatów pozyskuje się alkohol – znany na świecie arak. Kokos jest więc wykorzystywany na rożne sposoby, a palmy kokosowe są podstawowym elementem cejlońskiego krajobrazu.

Gdy kokos zostanie zerwany z drzewa jest obierany z łupiny z pomocą długiego szpikulca, a następnie rozbijamy na dwie części. Ze środka wydobywa się mleko i mięso kokosowe – tę białą warstwę, z której robi się wiórki i chipsy. Z części skorup robi się zabawki (np. żółwie, słonie) oraz pamiątki. Inne poddawane są dalszej obróbce – cięciu, mieleniu – i eksportowane do krajów całego świata, w tym również Polski.

Aby kokosy mogły być zmielone trzeba moczyć je przez jakiś czas w wodzie. Wymoczone orzechy trafiają do specjalnej maszyny, która przerabia je na cienkie, ale wytrzymałe nitki oraz kupy pyłu. Pył jest wykorzystywany jako kompost i – po kolejnym przetworzeniu – materiał opałowy, coś w rodzaju brykietu.

Nitki kokosowe z kolei transportowane są do kolejnej fabryki. Tam składuje się je w ogromnych ilościach, a następnie wtłacza do specjalnych maszyn, które plączą je i przetwarzają na liny o rożnej grubości. Liny są wykorzystywane m. in. w rolnictwie i ogrodnictwie. Cześć lin, te które trafiają do USA, jest następnie rozplątywana i służy jako wypełnienie materaców. W tym przypadku włókna wiąże się w celu ułatwienia transportu.

Inna maszyna odpowiada za prasowanie nitek i wypluwa sporych rozmiarów prostopadłościany. Podczas tego etapu również wytwarzają się spore ilości pyłu, którego oczywiście się nie marnuje.

Gotowe produkty pakuje się na tira, wiezie do portu, a następnie transportuje na cały świat. Załadunek jednej ciężarówki to minimum 2,5 godziny pracy.

To jest ta jasna strona medalu, bo ciemniejszą jest sposób pracy ludzi, którzy obsługują maszyny. Zakład jest wyposażony w maski, rękawice i specjalne narzędzia, ale mało który z pracowników ich używa. Staliśmy i patrzyliśmy, jak facet wlazł na prasę i bosymi stopami ugniatał nitki, by do środka zmieściło się jak najwięcej materiału. Prasa dosłownie o centymetry mijała jego stopy. Jasne, że mógłby to zrobić specjalnym narzędziem, ale tak jest szybciej i łatwiej. A że można stracić nogę? Zdarza się. Nie mam pojęcia, jak duże są odszkodowania, skoro ludzie decydują się na takie zachowania. Ale to chyba kwestia mentalności i przekonania o własnym doświadczeniu. Jedno i drugiego nie jeden raz przyniosło opłakane skutki.

Problem jednak w tym, że – jak zwykle – ryba zaczyna psuć się od głowy. Pracodawcy pewnie byliby bardziej wymagający, gdyby rządowe kontrole były skuteczniejsze. A że urzędnicy „rozumieją mentalność” to jakiekolwiek kary są rzadkością.

Tak to więc jest z tym kokosem. I pewnie długo się nie zmieni. Bo to, co dla nas jest oburzające często w innym miejscu jest normą. A jak to z normami bywa: są akceptowane przez wszystkich.

Tags:
  • Kamil

    Zaskakujący ten kokos na drzewie, całe życie byłem przekonany, że jedyną ochroną wnętrza kokosa jest łupina :D