PodróżePolska

Kraków – Miasto Skradzionych Rowerów

rower w Krakowie - Ja mówię TO http://jamowie.to - Rakieta

W odstępie kilkunastu miesięcy dwukrotnie w Krakowie skradziono mi rower. Za pierwszym razem nie było mi żal, za drugim trochę jest. Myśl, że jestem jednym z wielu wcale nie przynosi ukojenia. Pieprzone Miasto Skradzionych Rowerów.

Niedziela, 12:30. Kręcę się po krakowskiej Hali Targowej wypatrując mojej Rakiety. Stoi tu całkiem dużo jednośladów. Niektóre prawie że nowe, z jeszcze połyskującym lakierem i kompletem świateł. Inne w trochę gorszym stanie: zerwany przedni hamulec, lekko scentrowane koło, rozbita lampa. Ani śladu mojej maszyny. W środę wieczorem, gdy zgłaszałem kradzież na policji, funkcjonariusz zaproponował, żebym to właśnie na Hali Targowej rozpoczął samodzielne poszukiwania. Bo w to, że policja znajdzie rower nie wierzy nikt: ani ja, ani moi znajomi, ani nawet policja. Szanse są minimalne mimo że komisariat na Lubiczu cieszy się opinią całkiem skutecznego, jeśli chodzi o wykrywanie tego typu przestępstw.

Rozglądam się uważnie, przechodzę przez plac jeszcze jeden raz. Zauważa mnie jeden z handlarzy, siedzący obok pokaźnej kolekcji rowerów. Zachwala swój towar. Ma rowery już od 100 złotych. Na każdy ustna gwarancja, pół roku. Wszystkie podobno z legalnego źródła. Nie dopytuję o szczegóły, mówię, że rozglądam się za swoim.

– Kiedy ten rower Panu ukradli? Panie, to jakiś głupi musiałby ukraść, żebyś go Pan tu znalazł. Za tydzień Pan przyjdź, za dwa, może wtedy Pan wypatrzysz, ale  ale nie radzę na to liczyć. – mówi i raz jeszcze zachwala swoje maszyny. Poszukiwania uprowadzonej Rakiety zakończył się dzisiaj niepowodzeniem.

Nigdy nie zrozumiem tych, którzy kradną czyjąś własność 

Mógłbym napisać i 10 akapitów rozwodząc się nad tym, jakimi wartościami kieruję się w życiu i jak bardzo potępiam kradzież czyjejś własności. W głowie nie mieści mi się, że można przywłaszczyć sobie coś, co należy do kogoś innego i nie mieć z tym żadnego problemu. Mnie zjadłyby wyrzuty sumienia. Pieprzona patologia. W poprzednim tygodniu jechaliśmy z Towarkiem do Wrocławia omówić projekt strony z klientem. Podjechałem rowerem pod jego mieszkanie, przypiąłem rower do trzepaka.

– Nie chcesz wprowadzić do klatki? Cały dzień nas nie będzie, w środku będzie bezpieczniejszy – zaproponował Rafał.

– Nie no co Ty Stary, te czasy już minęły. Teraz już nie kradną tak bardzo rowerów, nic mu nie będzie – powiedziałem i zostawiłem rower przykuty do metalowej rurki.

Tydzień później sprzed klatki bloku, w którym mieszkam, nie bacząc na podobną metalową rurkę, ktoś przeciął linkę i przywłaszczył sobie mój rower.

Bardzo chciałbym żyć w świecie, w którym mógłbym zostawić rower bez potrzeby przypinania go do barierek i bez obawy pójść zrobić zakupy. Nie musieć martwić się, czy gdy wrócę będzie stał tam, gdzie go zostawiłem. Nie wydaje mi się, żebym wymagał wiele. Chociaż słuchając tego, co mówią inni…

W ciągu kilkunastu miesięcy ukradli mi drugi rower. Całkiem niedawno rowery ukradli też Kasi, Kubie i dwóm innym znajomym z mojego otoczenia. W 2014 roku w całej Polsce zgłoszonych zostało około 20 tys. kradzieży rowerów. W samym Krakowie policja rocznie notuje około 1000 zgłoszeń, ale tak naprawdę nie wiadomo, ile osób w ogóle nie informuje organów ścigania o takich sytuacjach.

rower w Krakowie - Ja mówię TO http://jamowie.to

Poszkodowani internauci próbują sobie pomóc również na własną rękę. Na Facebooku istnieje fanpage Ukradli mi rower w Krakowie, który śledzi prawie 2 500 osób, w większości pewnie takich, które kiedyś straciły rowery. Skradzionych rowerów można szukać nie tylko na Facebooku, ale również w Bazach Rowerów tworzonych z inicjatywy poszkodowanych rowerzystów i społeczników. Mimo tych wszystkich opcji poszukiwania skradzionego roweru są trudniejsze niż szukanie sensu w wypowiedziach Krystyny Pawłowicz.

Jak zabezpieczyć się przed kradzieżą roweru?

Straciłem dwa rowery przede wszystkim z powodu lichego zabezpieczenia. Wprawdzie ostatnie, które posiadałem, kosztowało trochę więcej niż 50 złotych, ale i taka ochrona nie zrobiła większego wrażenia na złodziejach. Czy dzisiaj zainwestowałbym więcej i kupił łańcuch albo u-locka? Gdybym kupił porządny rower, to nawet nie zastanawiałbym się nad innym rozwiązaniem.

Jednak większość rowerów, które jeżdżą po Krakowie, zwykłe kosztuje 300-1500 zł. A im rower tańszy, tym – z różnych powodów – mniej wydajemy na zakup zabezpieczenia i żyjemy w przeświadczeniu, że dbamy o jego ochronę. Mi też wydawało się, że dbam. Niestety, okazało się, że się mylę.

Niech Ci się nie wydaje

Wydawało mi się, że czasy, w których kradną rowery z centrum miasta już dawno minęły. Wydawało mi się, że jeśli rower stoi przy głównej drodze, w dobrze oświetlony miejscu, nic mu nie grozi. Wydawało mi się, że jeśli zostanie na jeszcze jedną noc na zewnątrz nic mu się nie stanie. Wydawało mi się, że jest bezpieczny, bo mam kłódkę. Już więcej nie będzie mi się wydawało.

Nie zostawiaj roweru na noc w mieście, nawet pod kamerami

Szanse na zabezpieczenie materiału z monitoringu i tak są niewielkie, policja raczej w ogóle nie podejmie się sprawdzenia nagrań z okolicy.

Nawet na jedną noc

Z mojego przykrego doświadczenia wynika, że rowery raczej nie giną pierwszej nocy. Ale jeśli stoją przed tym samym budynkiem kilka nocy z rzędu, to prawdopodobieństwo tego, że któregoś poranka obudzisz się bez swojej maszyny pod oknem wzrasta.

Zmieniaj miejsce postoju

Brak piwnicy czy balkonu może być problemem, bo nie wszyscy sąsiedzi są zadowoleni, gdy rowery zastawiają klatki schodowe. Najlepszym rozwiązaniem jest wtedy trzymać rower gdzieś w mieszkaniu, chociaż nie jest to komfortowe rozwiązanie. Ułomną alternatywą jest przestawianie roweru co jakiś czas w inne miejsce parkingowe, ale – jak już wspomniałem – rower zostawiony na noc na ulicy jest kuszącym kąskiem…

Spisz numery roweru i zrób jego wyraźne zdjęcia

Na wypadek kradzieży roweru należy spisać numery ramy – to unikatowy numer przypisany tylko do Twojego jednośladu. Oprócz numerów pomocne będą też zdjęcia, dlatego warto zrobić kilka fotografii. W przypadku kradzieży policja będzie mogła wykorzystać dostarczone przez Ciebie dane, a w momencie wykrycia dziupli rowerowej szybciej odzyskasz rower. Ale szanse na to nie są wielkie.

W odstępie kilkunastu miesięcy ukradli mi dwa rowery w Krakowie. Nie wiem, czy kupię trzeci. W Mieście Skradzionych Rowerów chyba najlepiej poruszać się na piechotę.

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Asia

    U mnie w mieście ostatnio policja znakowała rowery w celu odstraszenia potencjalnych złodzieji. Nie wiem, czy skutrczne, ale warto spróbować

    • Znakowanie pomaga w momencie, gdy rowery już zostaną odnalezione po kradzieży. Niestety dodatkowej ochrony nie zapewnia

  • Niestety, kradzieże rowerów to plaga, i to nie tylko w Krakowie. We Wrocławiu sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Co chwilę ktoś ze znajomych się żali, że rower został ukradziony. Nieważne, nowy, czy stary. Były nawet przypadku kradzieży roweru z balkonu (nie, nie z parteru). Mnie się to w głowie nie mieści. :(

    • Też słyszałem o kradzieżach balkonowych, nawet z wyższych pięter. Dla mnie również niepojęte. Automatycznie powinny tym ludziom odpadać ręce :/

  • czytelnik

    Ja właśnie dlatego przesiadłem się z roweru na PEKĘ (bilet metropolitalny w Poznaniu). Mimo, że mój rower to 30 letnia damka, z torpedem i bez przerzutek, więc nie jest łakomym kąskiem (chyba, choć w razie kradzieży to chyba nawet nie jest przestępstwo a wykroczenie z uwagi na wartość). Czasami się ciężko na niej jeździło, zwłaszcza pod górkę.

    W moim przypadku problem był taki, że nie byłem w stanie z różnych względów przesiąść się w 100% na rower jeśli chodzi o poruszanie się po mieście. No i infrastruktura rowerowa w miejscach w których przebywam powoduje że byłbym zmuszony poruszać się ruchliwą ulicą.

    Oczywiście komunikacja miejska ma też swoje wady.

    Ciężka sprawa, na pocieszenie dodam, że w takiej rowerowej Holandii też nie wygląda to tak różowo. Czytałem gdzieś, że im ginie do 1 mln rowerów rocznie!