BiznesPraca

Co Ty z tego masz? Czyli praca w wolontariacie

Jesteśmy najmądrzejsi, a jeśli ktoś robi coś inaczej niż my, to musimy mu się sprzeciwić, powiedzieć, że robi źle i sprowadzić do poziomu przeciętniaka. Bo zysk zawsze musi być widoczny i najlepiej szeleszczący.

W weekend już po raz drugi w tym roku odwiedziłem Bałtów. Tym razem z Karoliną Kubalą prowadziliśmy warsztaty dziennikarskie dla dzieciaków z Młodzieżowej Rady Gminy. Dlaczego dziennikarskie? Tamtejsza młodzież i jej opiekunowie wpadli na pomysł wydawania gazety i prowadzenia telewizji internetowej. Oczywiście autorami materiałów będą członkowie rady, młodzi ludzie w wieku 13-16 lat.

W naszym społeczeństwie wciąż jeszcze pokutuje przeświadczenie, że jak robisz coś, za co nie dostajesz pieniędzy, to jest frajerem.

I co? I bardzo dobrze. Podobnych młodzieżowych (i nie tylko) stowarzyszeń jest w Polsce wiele, w większości znajdują się w miastach. Stanowią świetną platformę rozwoju i integracji. Te miejskie mają oczywiście łatwiej. Bo te, które są stowarzyszeniami gminnymi (czytaj: ich działalność skupia się wokół bardzo małych miejscowości i wsi) czasami walczą. W małych miejscowościach świadomość działalności społecznej, która nie jest związana z kościołem, zawsze jest mniejsza. Ale pieniaczy, którzy negują potrzebę istnienia takich organizacji, znajdziecie wszędzie. I wszędzie powinniście z nimi walczyć.

W działalności chodzi nie tylko o poszerzanie świadomości dotyczącej obywatelskiego zaangażowania. Niezwykle ważne, a dla dzieciaków atrakcyjne, jest to, że działalności towarzyszy fantastyczna zabawa i możliwość korzystania z atrakcji, do których normalnie nie miałyby dostępu (np. wycieczka do sejmu i możliwość jego zwiedzenia, warsztaty, itp.). To czego młodzież nie widzi, to ogromny krok rozwojowy, jaki wykonują.

Dzieciaki mają możliwość realizacji swoich własnych projektów, ale jest jeden aspekt tej działalności, który wielu boli jakby był ich własnym strupem na zadzie: dzieci robią za darmo. W naszym społeczeństwie wciąż jeszcze pokutuje przeświadczenie, że jak robisz coś, za co nie dostajesz pieniędzy, to jest frajerem, którego inni dymają na wszelkie sposoby.

Być może ktoś mi powie: No dobra, zgadzam się z Tobą, ale takie myślenie dotyczy tylko i wyłącznie starych ludzi. Niestety nie. Gdyby problem dotyczył tylko starych ludzi, to nie byłby problem, bo ze zdaniem emerytów w naszym kraju nikt się nie liczy. Rodzice, nauczyciele, księża – potencjalnie każdy może negować sens działalności. Gdy zaczynałem działać w wolontariacie moi rodzice również początkowo nie mogli pojąć, po co haruję za darmo. Tyle, że to nie jest praca za darmo.

Jeśli chcesz zrobić coś więcej niż przeciętniacy, to przeciętniacy spróbują za wszelką cenę odwieźć Cię od Twoich zamierzeń.

To, co często widzą ludzie, gdy pracujesz społecznie (niezależnie od tego ile masz lat), to wierzchołek góry w postaci Twojej darmowej pracy. Ale pod powierzchnią oceanu znajduje się o wiele więcej. Ktoś przecież musi wyłożyć pieniądze na finansowanie Twojego projektu. W przypadku dzieciaków otrzymują one kolejne bonusy w postaci wycieczek lub możliwości spotkania z kimś ważnym. A bonusy te są organizowane dla nich za darmo albo za śmieszne pieniądze. Ktoś inny, nie mama, płaci za jedzenie, za autobus, płaci trenerom czy opiekunom. Ale dla części społeczeństwa to też nie jest argument, bo przecież będąc na wycieczce dziecko nie jest w szkole, która rozwija wszelkie jego zainteresowania i promuje jednostki chcące się wybić (tak, to była wybitnie gorzka ironia).

Osobiście jestem wielkim fanem wszelkich inicjatyw i uczenia dzieci zaangażowania społecznego. Gdy ja chodziłem do szkoły nie mieliśmy tylu możliwości. Jeśli ktoś chciał robić coś dodatkowo miał do wyboru kluby sportowe, ZHP lub nieliczne organizowane przez szkołę aktywności. Te trzecie zwykle przeznaczone były dla gorszych uczniów, którzy musieli zostawać dłużej w szkole i uczyć się znienawidzonego przedmiotu. Dzięki temu, zamiast być zachęconym do pracy, zajęcia dodatkowe traktowali jako zło. Gdy w moim gimnazjum pojawiła się opcja zorganizowania przedstawienia w ramach miejskiego zakończenia roku szkolnego wielu cieszyło się jak głupi do sera.

Jeśli więc nauczyciele nie robią nic, żeby angażować dzieci w życie szkoły to niech przynajmniej siedzą cicho i nie przeszkadzają tym, którzy poświęcają swój wolny czas na zajęcia dodatkowe. Ale i sami nauczyciele niekiedy nie mają łatwo, bo gdy chcą coś zrobić, to często sypią się na nich gromy szkolnego betonu. Tak to często jest, że jeśli chcesz zrobić coś więcej niż przeciętniacy, to przeciętniacy spróbują za wszelką cenę odwieźć Cię od Twoich zamierzeń. A jak pisałem wyżej, nauczyciele nie są jedyną grupą społeczną, która potrafi wbijać szpile i krytykować. Bo powód zawsze się znajdzie.

Przykład Gminy Bałtów pokazuje, że można znaleźć pieniądze i dać dzieciakom możliwość rozwoju. Założę się, że większość obecnych młodych działaczy wyrośnie na zaangażowanych, świadomych ludzi, którzy będą liderami w swoich środowiskach. I będą świadomi tego, że hajs nie musi się zgadzać, żeby czerpać korzyści z działania. Dla nich i dla ich opiekunów wiele pokłony i mocne piąteczki.

Dajcie znać w komentarzach, czy w Waszych miejscowościach działają młodzieżowe rady lub jakieś inne organizacje, w których młodzi ludzie mogą się rozwijać. Być może zainspirujecie kogoś do działania :)

Więcej informacji na temat Młodzieżowych Rad Gmin znajdziecie tutaj. Mimo, że daję link, to nie jest to wpis sponsorowany przez nikogo. Po prostu cenię takie inicjatywy i uważam, że warto o nich informować.

 

Podziel się wpisem:

Tags:

3 comments

  1. Pojechałeś! Ale zgadzam się z Tobą! Dobrze, że te działania są coraz popularniejsze

  2. MRK są w kilku wiekszych miastach, ale nie wiem, jak działaja i co robia.
    Dobry tekst Andrzeju!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *