Podróże

Ciężkie życie na walizkach

życie na walizkach - ja mówię TO - http://jamowie.to

Nie mam jeszcze dokładnych obliczeń, ale w październiku zrobiliśmy na pewno ponad 5 000 km. Życie w podróży ma swoje plusy, a wśród nich najważniejszy: jest życiem w podróży. Ale ten plus otoczony jest przez sporo grupkę minusów. 

Wiecie, świetnie się jeździ, jeśli celem Waszej podróży jest relaks, odpoczynek i popijanie zimnego piwka. Bycie w ciągłej podróży służbowej to już inna bajka. Ciekawa, bo niezwykle poszerzająca perspektywy. Jeśli pracujecie z jednym tematem w różnych miejscach, to widzicie w jak różny sposób może zostać odebrane to, co robicie. Wpływ ma na to wiele czynników, ale to jest historia na inną bajkę.

Bycie w ciągłej trasie umożliwia nie tylko spojrzenie na jakiś temat z różnych stron, ale również daje możliwość pozwiedzania i poznania miejsc. Niestety, na pewno nie jest to takie wakacyjne, urlopowe zwiedzanie. Jak wiecie, będąc na studiach sporo podróżowałem stopem po Europie. Wiele razy jeździłem z kierowcami ciężarówek, którzy zmierzali w odległe zakątki kontynentu i zwykle na pytanie, czy przy okazji zwiedzają te miejsca, otrzymywałem odpowiedź Raczej nie. Zawsze mnie to dziwiło, ale teraz trochę ich rozumiem. Wy też zrozumiecie, jeśli będziecie mieć 5-6 godzin na zobaczenie danego miejsca, a za sobą i przed sobą perspektywę kilkugodzinnego siedzenia na tyłku w samochodzie. Czasami po prostu nie ma sił. No i ta świadomość, że jest się przecież w pracy.

Mimo wszystko, uparciuchy pozwiedzają lub przynajmniej w jakimś stopniu poznają miasto. Mi tak w tym roku udało się poznać Gorzów Wielkopolski, Kalisz, Chełmno, Bolesławiec, Bydgoszcz i kilka innych ciekawych miasteczek, o których w życiu nie pomyślałbym jako o miejscach ciekawych.

Ale wróćmy do tych minusów, bo jeśli myślicie o pracy kierowcy, przedstawiciela handlowego lub macie w perspektywie kilka tygodni w biznes tripie, to warto wiedzieć, na co się piszecie. Bo fakt, że odwiedzacie różne miejsca nie jest jednoznaczny z tym, że je poznajecie.

Rozregulowanie

Jednego dnia wstajecie o 05:03 rano, następnego o 08:12, kolejnego o 6:31. Dosypiacie w drodze, o ile nie siedzicie za kierownicą. Dosypiacie po pracy. Potem nie możecie zasnąć w nocy, bo za długo pospaliście w dzień. Raz macie sporo energii, a następnego dnia czujecie się, jakbyście wrócili z dobrej imprezy o 4 nad ranem. Regularne jedzenie i spanie? Owszem, jest możliwe, o ile wyeliminujecie sytuacje niespodziewane i sporo wcześniej przygotujecie się do tripa. W moim przypadku rzecz niemożliwa.

Brak sportu

Myśl o tym, żeby zabrać ze sobą buty do biegania zaistniała w mojej głowie niczym zapałka: zapaliła się intensywnym płomieniem, ale szybko przygasła. Zanim wrócę do biegania muszę naprawić kolano, które znowu się rozłożyło. Basen? Gdzie znaleźć basen w małym miasteczku. Brak roweru i siedzący tryb życia przyniosły spustoszenie w moim organizmie. Podobnie jak:

Żarcie w drodze

Jedzenie w restauracjach jest bardzo przyjemne, bardzo smaczne i w ogóle ma wiele uroków, ale po pewnym czasie zatęsknicie do domowego, własnoręcznie przygotowanego obiadu, który pozwoli Wam na kontrolowanie, chociaż w pewnym stopniu, składu i jakości tego, co jecie. Po miesiącu w trasie czuję się jak gruba świnia i jeszcze przed powrotem do Krakowa publicznie zobowiązuję się podjąć działania naprawcze. Bo sześciopak zarósł ohydnym tłuszczem. Nie dziwię się, że większość przedstawicieli handlowych, których znam, nosi plecak z przodu.

Zmęczenie

Ten brak sportu i brak diety można oczywiście określić mianem wymówki i pewnie nie jeden z Was powie, że gdybym chciał, to żarłbym mniej i ruszył tyłek na trening. Racja, racja. Tyle, że podróż nie motywuje ani do aktywności fizycznej ani zbytniej dbałości o to, co się pcha do brzucha, z prostej przyczyny. Kończysz pracę i marzysz o tym, żeby coś zjeść i walnąć się do łóżka.

Rzadko kiedy jednak od razu można zjeść i walnąć się do łóżka, bo nagle okazuje się, że trzeba odpowiedzieć na maile, zrobić kilka dodatkowych zleceń, przygotować ofertę i dopiero wtedy udać się na zasłużony odpoczynek. Oczywiście to też jest kwestia planowania i jasnego powiedzenia sobie, gdzie są granice wytrzymałości organizmu. Teraz wiem, że moje są trochę niżej niż myślałem.

Istnieje bardzo duża różnica pomiędzy podróżowaniem komercyjnym, które uprawiają np. fotografowie, a byciem w (nie lubię tego określenia) podróży służbowej. To pierwsze daje większą swobodę, bo w końcu zadaniem takiej osoby jest dobre poznanie tematu  i zrobienie świetnego materiału. Business tripy to inna bajka. Tu trzeba skupiać się na zadaniach i trzeba pogodzić się z tym, że na zwiedzanie nie zawsze starcza czasu i sił.

Dlatego jeśli planujecie karierę człowieka w trasie, bo kochacie zwiedzać, weźcie pod uwagę, że trip to nie tylko przyjemności, ale też wyrzeczenia, a służbowe podróżowanie tylko w niewielkim stopniu przypomina to, które znacie z urlopu.

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Ja myślę, że taka podróż służbowa, to w ogóle nie jest podróż, tylko takie przeniesienie biura do innego, odległego miejsca. I nawet nie ma co traktować tego jak tripa.
    Chociaż, to zawsze zależy od tego ile rzeczy w takiej podróży (oprócz samego jeżdżenia) ma się do zrobienia. Czy można np. zostać jeden dzień dłużej.

    A zmęczenie i niechęć do wszystkiego rozumiem tak bardzo!

    • No dlatego właśnie nie lubię tego określenia “podróż służbowa”. Jak się chce, to się da zwiedzać, ale mimo wszystko to nie to samo :)

  • Sylfia

    No tak, masz rację – ale dzięki temu praca nigdy nie jest rutyną, za to właśnie doceniam podróże służbowe :) Kiedy siada navi sprawdzasz się w trudnej sytuacji, czy poradzisz sobie z mapą, pytając o drogę..i wiele innych przygód. Oczywiście te minusy nie raz dadzą w kość, ale póki jest się młodym myślę, że nie ma co narzekać :)
    P.S. Serio, Bolesławiec? Podobało się?:)

    • Bolesławiec jest super, bardzo ładne miasteczko, bardzo mi się spodobało.
      A przygody z gpsem faktycznie, i nam się przydarzały :)