BiznesPraca

Ciężkie życie Control Freak’a czyli jak nauczyć się odpuszczać

jak nauczyć się odpuszczać? http://jamowie.to Ja mówię TO

Posiadanie kontroli nad swoim życiem jest czymś cudownym. Wiesz co robisz, panujesz nad sytuacją, niewiele rzeczy może Cię zaskoczyć. Ale z tą kontrolą łatwo przesadzić.

A gdy się już przesadzi to cierpi na tym nie tylko Control Freak, ale i całe jego otoczenie.

Łatwo o przesadę, gdy zrozumiemy, że biorąc odpowiedzialność za swoje czyny jesteśmy w stanie bardziej cieszyć się życiem. Nagle wszystko wydaje się prostsze, a praktycznie każde wydarzenie (nawet klęskę żywiołową) można zinterpretować pod siebie (gdybym wybudował dom na wzgórzu, to nie zniszczyłaby go powódź).

W moim przypadku potrzeba kontroli nie była wynikiem odkrycia zalet odpowiedzialności. Dźgała mnie swoim patykiem o wiele wcześniej, a odpowiedzialność jedynie zwiększyła poziom zapotrzebowania na nią. Bardzo długo nie zwracałem uwagi na problem, bo przecież posiadanie kontroli jest takie fajne. Wszystko zależy od Ciebie. Stan ten zaczął mi naprawdę przeszkadzać w poprzednik roku. Nie weszliśmy na Mont Blanc, bo zamknęło nam się okno pogodowe, a ja – mimo usilnych tłumaczeń – gryzłem się z tym tematem przeżywając go wielokrotnie. Bo mogliśmy pojechać dzień wcześniej, lepiej się przygotować, sprawdzić tę pogodę jeszcze jeden raz przed wyjazdem.

Po jakimś czasie Blanc i cała kontrol-sprawa odeszły w zapomnienie, bo na co dzień bestia aż tak mocno tym patykiem nie dźga. Ale w końcu nadarzył się moment, w którym potrzeba kontroli mogła uderzyć ze zdwojoną siłą. Maraton. Od jakiegoś czasu mam rozwalone kolano. Wiedziałem, że uniemożliwi mi ono złamanie 3 i pół godziny, ale długo łudziłem się, że uda mi się jednak wystartować.

Nie uda się.

Mogłeś bardziej przykładać się do rehabilitacji. Mogłeś ćwiczyć mniej w styczniu to nie rozwaliłbyś kolana. A może jednak biegnij, przecież nic nie powinno się stać, najwyżej trochę poboli. Pozwolisz, żeby jakiś głupi ból powstrzymał Cię przed sukcesem? Przecież pisałeś na blogu. Idź do jeszcze jednego rehabilitanta, on powie Ci, że możesz biec. 

Abstrakcja? Nie, dialogi wewnętrzne. A to tylko przykład, bo jak człowiek uważa, że wszystko jest zależne od niego, to nie chce odpuszczać. Więcej pracuje, więcej wymaga od siebie, więcej wymaga od otoczenia, nie dopuszcza myśli o porażce, opóźnieniu, braku wpływu.

Świetne w tym stanie jest to, że kontrolujesz to, co możesz kontrolować. Tragiczne jest to, że starasz się mieć kontrolę nad tym, czego nie jesteś w stanie kontrolować. Czyli mówiąc krótko: dupa nie kontrola.

Więc jeśli:

  • rozdrapujesz swoje porażki po raz kolejny i zastanawiasz się nad tym, co można było zrobić lepiej
  • uważasz, że Twoje codzienne zachowania mają wpływ np. na wynik meczu ukochanej drużyny
  • źle się czujesz, gdy nie wiesz o czymś lub nie zostajesz zaproszony na jakieś spotkanie
  • zmieniasz swoje zachowanie lub przekonania, by inni Cię doceniali i lubili
  • oczekujesz, że ludzie będą zachowywali się według Twojego widzi mi się
  • oceniasz innych według swoich standardów i nadajesz ludziom łatki
  • ciągle sprawdzasz maila, Facebooka, telefon
  • zarówno od siebie, jak i od innych oczekujesz perfekcji

To nie kontrolujesz potrzeby posiadania kontroli. To potrzeba posiadania kontroli kontroluje Ciebie.

Trochę czasu zajęło mi dojście do takiego wniosku. Przecież jestem silnym samcem, który musi mieć rękę na pulsie. W tym roku łapałem się na tym dość często i zaczęło mi to mocno przeszkadzać, bo wpływało na moje stosunki z innymi i samym sobą. Od jakiegoś czasu uczę się mądrego odpuszczania, a pomaga mi w tym kilka rzeczy, które wprowadziłem do swojej codzienności:

  • wyłączenie powiadomień w telefonie

W ostatni weekend udało mi się nie korzystać z telefonu przez 18 godzin. I wiecie co? Świat się nie zawalił, życie na planecie nie umarło, ludzie się ode mnie nie odwrócili, a klienci nie zmienili firmy.

Nie trzeba być w zasięgu przez 100% czasu. A już z pewnością nie 100% wolnego czasu. Na początku to dość stresujące, bo inne niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, ale później zaczyna być całkiem przyjemne.

  • wdrażanie zasady bez oczekiwań

To jest całkiem łatwe, jeśli  chodzi o wydarzenia, trudniejsze, jeśli chodzi o delegowanie zadań. Nie jest trudno nastawiać się, że film lub podróż nie będą filmem lub podróżą życia. Im mniej oczekujesz, tym bardziej dana rzecz cieszy. Trudniej jest nie oczekiwać od ludzi. Co więcej, zwykle te oczekiwania dotyczą osób, które znamy, a skoro znamy je, wiemy, czego możemy się spodziewać. Niestety często i tak wymagamy, mierząc innych swoją miarą i oczekujemy rezultatów takich, jakie osiągnęlibyśmy sami.

Warto to przemyśleć i skorygować swoje zdanie na temat innych.

  • zwrócenie większej uwagi nie tyle na efekt, co na sam proces i zaangażowanie

Według jednej z wersji zasady Pareto, jeśli zadanie zostało ukończone w 80% (czytaj: wymaga poprawek, które w niewielkim stopniu wpłyną na efekt końcowy), to można uznać je za ukończone i odpuścić ostatnie szlify. Warto o tym pamiętać, szczególnie w odniesieniu do tych, z którymi pracujemy – nie wszyscy są perfekcjonistami, każdemu zdarzają się też błędy, więc zamiast wkurzać się, że coś jest nie do końca takie, jak być powinno, czasami warto po prostu przejść obok tego i zająć się kolejnymi sprawami.

  • moderowanie dialogu wewnętrznego

Oczywiście, to wszystko nie jest łatwe, bo w głowie będzie się odzywał chochlik, który będzie chciał dolać oliwy do ognia i nie pozwoli tak łatwo odpuścić. Gniecie Cię w żołądek, zaciska ręce na gardle i nieustannie szepcze do ucha, że trzeba to zrobić inaczej. Najlepiej po Twojemu.

W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko wdać się w polemikę z samym sobą i zmienić swój tok myślenia, zrelaksować i obudzić ten drugi głos, który powie, że przecież jest w porządku i w sumie to zrobiłem, co mogłem, żeby było dobrze. Reszta nie zależała ode mnie.

  • odpuszczanie światu

I faktycznie, niewiele od nas zależy. Nie mamy wpływu na pogodę, awarie i myśli większości ludzi. Nawet jeśli te myśli dotyczą nas. Bo gdybyśmy taką kontrolę posiadali, to chcielibyśmy mieć jej jeszcze więcej. A potem jeszcze trochę. I jeszcze. A to byłoby przerażające i na pewno zaprowadziłoby nas w niewłaściwym kierunku.

Uświadamiając sobie ogrom wszechświata łatwo dojść do wniosku, że człowiek jest nic nieznaczącym elementem na jego powierzchni. Więc nawet jeśli wydaje Ci się, że masz ogromną kontrolę nad życiem swoim i innych, to pamiętaj, że jest ona niczym w porównaniu do wielkości świata. Większość rzeczy nie zależy od Ciebie i nie masz na  nie najmniejszego wpływu. A próba ich kontrolowania przyniesie Ci więcej złego niż dobrego.

Zgadzacie się z tym?

Tags:
  • Monika

    Czyli nie spotkamy się na maratonie? :(

    • Spotkać się spotkamy – będę stał na trasie i gardłem wspierał wszystkich biegaczy :)

  • andrju zero lipy

    Z całym szacunkiem, Andrzeju, ale to jeden z Twoich najlepszych tekstów (spośród tych, które przeczytałem).

  • Rafał

    Kontrola nad życiem? Uśmiecham się tylko pobłażliwie. Absolutnie, nikt jej nie ma w pełni. Kiedyś jako egoista myślałem, że ją posiadam, ale raz za razem dostawałem w twarz, bo coś nie szlo po myśli. Złość pomieszana ze zniechęceniem.
    Mnie pomogło oddanie steru życia w ręce Boga. Uznałem, że On ma lepszy plan na moje życie, którego zmienność już mnie tak nie rozczarowuje jak wcześniej, gdy złudnie sądziłem, że mam nad nim pełną kontrolę. W tym pozornie słabym geście tkwi teraz źródło mojego pełnego optymizm. Wiara pozwala mi żyć spokojniej i podejmować lepsze decyzje. Po prostu, I’m second i wbrew pozorom mogę więcej, dlaczego? Bo świadomość tego, że Ktoś większy ode mnie (co w artykule nazywasz „wielkością świata”) prowadzi mnie tak zaskakująco różnymi ścieżkami, napędza mnie do starania się. Moje wyobrażenie o moim szczęściu jest doczesne.
    Też biegam i kiedyś myślałem, że wada wrodzona fałdu maziowego i zbyt wysoko postawione rzepki dyskwalifikują mnie z biegania. Jestem po 1. maratonie, kilkunastu połówkach górskich, a w kwietniu walczę w Warszawie. A przecież gdy zaczynałem biegać, miałem pełną kontrolę nad ciałem…
    Czy zwalam odpowiedzialność za mój los na jakiś wyższy abstrakt zwany Bogiem? Nie, wręcz przeciwnie, czuję się bardziej odpowiedzialny za swoje wybory i życiorys, gdyż wiem, że to nie ja rządzę i nie muszę się tak martwić porażkami, bo są one: 1) często niezależne od nas, 2) wg nauczania Jezusa, naturalnym elementem kształtowania charakteru i jedyną drogą, aby powstać, czyli 3) lekcją życia.
    Nie bójmy się zawierzyć i wierzyć, bo nie na wszystko mamy wpływ, ale wszystko możemy przetrwać. Serdeczna biegowa piona i życzenia zdrowia! P.S. Dobry blog.

    • Dzięki Rafał :) świetny komentarz. Gratuluję sukcesów biegowych i zapraszam na Cracovia Maraton do drużyny 42DS za rok :)

      • Rafał

        Ja Tobie też gratuluje sukcesów, a Cracovia Marathon – jak najbardziej. Jest on częścią mojego planu zdobycia korony. Zaproszenie do drużyny 42DS brzmi kusząco – dzięki! :)

  • Anna

    Hej Andrzeju! Dzięki za tą notkę,pomogła mi otworzyć oczy na swoje zachowanie,na to żeby nie wymagać o innych tyle ile od siebie.Że może to zaowocować niespodzianką.Niby to takie proste,a jednak… Dzięki!:)

  • W zasadzie mam jedną dziedzinę życia, w której ciężko mi idzie odpuszczenie sprawowania kontroli lub bardziej przejmowanie się, że tej kontroli zbyt często nie posiadam. Staram się, ale po chwilowym sukcesie, szybko ponoszę ponowną porażkę. Żadne racjonalne tłumaczenia nie przynoszą na dłuższą metę efektu. Chyba za bardzo obawiam się tego, co będzie jak odpuszczę zupełnie…