BiznesPraca

Brak weny – co z tym zrobić

Brak weny - co robić? http://jamowie.to Ja mówię TO

Brak weny jest zmorą, która wcześniej czy później dopada każdego twórcę. Nie każdy się do tego przyznaje, ale każdy musiał choć raz w swoim życiu stoczyć walkę z własną niemocą. Co zrobić, żeby ją pokonać?

Na niemoc twórczą może wpływać wiele rzeczy: stres, wypalenie, nadmiar obowiązków, przejściowe kłopoty – myślę, że listę można by wydłużyć o jeszcze wiele innych przykładów. Niezależnie od tego, jakie są braku weny powody, każdy stara się odblokować jak najszybciej. Problem w tym, że czasami źle zabieramy się do tego odblokowywania.

W historii Ja mówię TO zdarzyło mi się kilka blokad. Jedne były mniej, inne bardziej dramatyczne, na szczęście żadna nie trwała dłużej niż 7 dni. Jak poradzić sobie z niemocą twórczą? Oto, co warto zrobić z mojej perspektywy:

Odetnijcie rozpraszacze

W moim przypadku pisanie to praca. A praca, nawet jeśli jest przyjemna to od czasu do czasu człowiek nie ma po prostu ochoty jej wykonywać. Wtedy pojawiają się rozpraszacze. Dla jednych będą to Kwejki, dla innych znajomi z Facebooka. Niezależnie od tego, co Was rozprasza, jeśli się nie odetniecie, to pisanie będzie przychodziło z wielkim trudem.

Jak sobie poradzić z głupimi stronami? To kwestia dyscypliny, którą musicie w sobie wypracować. Jak poradzić sobie ze znajomymi?To kwestia umowy, wyłączenia komunikatorów i oczywiście – to się powtarza i w tym przypadku – dyscypliny.

Odcięcie rozpraszaczy to chyba najprostszy sposób na to, by zabrać się za pisanie. Zdziwicie się, jak bardzo skuteczny.

Notujcie swoje myśli pomysły

Odcięliście się od otoczenia, ale w dalszym ciągu nie możecie sklecić choćby jednego przyzwoitego zdania, a wszystkie pomysły wydają się Wam nietrafione? Nie porzucajcie ich, kiedyś mogą się przydać. W okresach niemocy twórczej tworzę bardzo dużo list z tematami wpisów. Część z nich wykorzystuję, część usuwam po pewnym czasie, ale zawsze daję im dojrzeć. Wiele razy zdarzało mi się wrócić do tematu, który zanotowałem kilka (a nawet naście) miesięcy wcześniej.

Oprócz samych pomysłów często notuję też przypadkowe akapity, luźne przemyślenia, które wpadają mi do głowy. Zapisuję je z myślą, że kiedyś staną się częścią jakiegoś wpisu, ale mówiąc szczerze, zdarzyło się tak tylko… 2 razy. Często są to bardzo osobiste wycieczki dotyczące wielu dziwnych rzeczy. Takie wyplucie tego, co siedzi w głowie ma jedną ważną zaletę: mimo że tekstów nie wykorzystuję, to jednak ich wyrzucenie pozwala mi się odblokować i napisać coś innego.

Piszcie do szuflady

Bardzo dobry pomysł, który podsłuchałem na prezentacji Janka Favre podczas ostatniego Smok Bloga. Janek, gdy rzucił pracę i zaczął blogować etatowo, w pewnym momencie postawił sobie wyzwanie pisania jednego tekstu dziennie. Nie wszystkie teksty były dobre, nie wszystkie zostały opublikowane, ale mimo wszystko nawyk ten pozwolił mu wyrobić w sobie pewien automatyzm pisania bez weny i nawet wtedy, gdy nie ma się na to najmniejszej ochoty.

Piszcie na zapas, gdy jest wena

Macie takie dni, że klawiatura aż pali się pod palcami, prawda? Tekst powstaje szybko, jesteście z niego niezwykle zadowoleni, wystarczy kliknąć Opublikuj, dodać linki w social media i zająć się kolejnymi obowiązkami. Tyle, że warto zastanowić się, czy nie lepiej zmienić priorytety, napisać coś jeszcze i zostawić te treści w spiżarni.

Znam osoby, które automatycznie publikowały wszystko, co napisały. Ich strony www i blogi wyglądały mniej więcej tak, że jednego dnia pojawiały się na nich 2-3 aktualizacje, a przez następny tydzień było pusto. Nawet jeśli produkujecie teksty pod pozycjonowanie, to lepiej wstrzymać się z publikacją i dodać wpisy w odstępie kilku dni.

Dlatego warto wykorzystywać te produktywne okresy, a dodatkowe teksty zostawić na czarną godzinę lub Wasze zasłużone wakacje.

Przeczekajcie kilka dni

Czuję się źle, jeśli przez kilka dni nic nie napiszę. Serio, strasznie mnie to męczy. A im bardziej mnie to męczy, tym więcej o tym myślę. Im więcej o tym myślę, tym mniej chce mi się pisać. Wtedy notuję po prostu tematy i staram się zająć innymi rzeczami. Kilka dni przerwy jeszcze nikogo nie zabiło: ani autorów, ani czytelników. Więc czasami po prostu trzeba wrzucić na luz.

A co zrobić ze społecznością? Niektórzy blogerzy w swoich kanałach wrzucają wpisy w stylu: rok temu na blogu, inni odsyłają do treści najpopularniejszych, jeszcze inni po prostu nie robią nic. Wam pozostawiam decyzję dotyczą ewentualnej strategii na dni niepiśmienne.

Zabierzcie się za ten wpis, który siedzi Ci w głowie od kilku dni

Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale w moim przypadku jest tak: mam pomysł na wpis. Siedzi mi w głowie przez jakiś czas. Nie zabieram się za niego, bo chcę znaleźć ciekawe źródła, poświęcić mu więcej czasu, zrobić dodatkowe materiały. Przez cały ten okres, aż do momentu stworzenia tego wpisu, mam wielkie kłopoty z wymyślaniem innych tematów.

Czasami wystarczy mi zwykłe naszkicowanie takiego tematu, czasami, żeby niemoc puściła, muszę go skończyć. Wtedy wszystko mija, moja głowa jest wolna, a pomysły na nowe wpisy pojawiają się dużo szybciej.

Napiszcie cokolwiek… a nuż siądzie

Nigdy nie pracujesz za darmo to wciąż jeden z najpopularniejszych wpisów, jakie kiedykolwiek wyprodukowałem. Pisałem o tym już kiedyś – ten wpis powstał, bo od kilku dni na blogu nie działo się nic i po prostu chciałem wypełnić pustkę. Siadłem więc i na zupełnym luzie napisałem wpis, który miał trafić do małej garstki czytelników siedzących przed laptopami w sobotnie przedpołudnie.

Wpis spowodował, że padły mi serwery, a wieść o Ja mówię TO po raz pierwszy rozeszła się szerokim echem po internetach.

Dlatego do dzisiaj twierdzę, że będąc we władaniu niemocy twórczej warto napisać cokolwiek, ale o wiele lepiej napisać cokolwiek na temat, z którym może identyfikować się dość duża grupa odbiorców. Jeśli siądzie, brawo dla Was. Jeśli nie – no cóż, i tak pisaliście cokolwiek.*

* uprzedzam pytania: ten wpis to nie jest to cokolwiek.

Znajdźcie sobie muzę

Wielcy artyści mili swoje muzy, które były dla nich inspiracją do tworzenia. Czy muzy mają jeszcze prawo bytu w XXI wieku? Ciężko stwierdzić, ale warto spróbować. Poza tym, posiadanie muzy wiąże się nie tylko z czerpaniem inspiracji do tworzenia. Tylko wtedy trzeba uważać, żeby muza nie stała się rozpraszaczem.

Na pewno sami macie wiele pomysłów na to, jak jeszcze można sobie radzić z niemocą twórczą. Ktoś kiedyś mówił mi o tym, że pomaga dieta, ktoś inny sugerował spożywanie dużych ilości alkoholu. Dajcie znać w komentarzach, jak Wy walczycie z brakiem weny.

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Oj tak, muza może i inspirować do tworzenia, ale może też skutecznie rozpraszać :D

  • Paweł Halamus

    Wena to dziwka, znów daje komuś innemu ;P