Nowe

5/5 #13: Autorzy – nie czytaj ich, gdy masz coś do roboty

piątek na piątkę - ja mówię to

Piątek na piątkę to luźny cykl będący wynikiem radości, która ogarnia świat w związku z początkiem weekendu. Co tydzień 5 linków do ekstremalnych, ciekawych, niebanalnych miejsc w Internecie, którymi powinieneś się zainteresować. Nie dziękuj, odwiedzaj.

Jedną z najgorszych rzeczy, jakie możesz zrobić, gdy masz pilniejsze tematy do ogarnięcia, to sięgnąć po niezwykle ciekawą książkę. Sesja, super-ważny projekt w pracy, szkolenie dla dobrego klienta – to wszystko nagle staje się odległe i może poczekać na swoją kolej. Ten wpis potraktujcie jako ostrzeżenie: przedstawiam Wam listę 5 zakazanych autorów, których lepiej nie tykać, gdy macie coś do roboty.

Wśród moich ulubionych gatunków literackich znajdują się kryminały, fantastyka i autobiografie. Większość autorów, którzy piszą autobiografie zwykle nic więcej nie pisze, dlatego w trakcie obowiązków polecam trzymać się z dala od autorów tych pierwszych i drugich gatunków. I wszystkich autobiografii.

Simonn Beckett

Zdecydowanie numer jeden na mojej liście auotrów. Może nie jest to gość, który tworzy nowe pozycje z prędkością światła, ale każda, która wpada w ręce jest mroczna i świetnie napisana. W Polsce, o ile się nie mylę, wydano 5 powieści Becketta – 4 części cyklu o przygodach doktora Huntera – antropologa sądowego. Pierwsza z nich Chemia Śmierci wpadła mi w ręce jeszcze w liceum. Przeczytałem pierwsze zdanie przechadzając się między półkami w sklepie, a rano następnego dnia poszedłem do szkoły nieprzytomny, ale za to ze skończoną pierwszą częścią przygód bohatera. I pytaniem, co będzie dalej.

Stephen King

Tego pana nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W przeciwieństwie do Becketta King publikuje z prędkością światła, a nieudane potworki zdarzają mu się bardzo rzadko. Jestem świeżo po lekturze Pod Kopułą, która – moim zdaniem – jest dość przeciętna i rozczarowuje zakończeniem. Do Lśnienia, które czytałem na pierwszym roku studiów pracując na nocnej zmianie jako ochroniarz zakładu produkcyjnego się nie umywa. Ale i tak trzyma wysoki poziom. Generalnie ciężko trafić na złego Kinga. I to jest duży minus, gdy musicie pracować.

Jo Nesbo

Wiele osób porównuje go do Larssona, ale moim zdaniem gość ma swój własny, bardzo ciekawy styl. Ciężko mi ocenić, czy lepszy, czy gorszy. Na pewno wciągający. Zarówno seria o Hole’u, jak i pozostałe jego książki powinny Was zainteresować. Mi szczególnie do gustu przypadli, zekranizowani zresztą, Łowcy Głów. Chyba nie muszę pisać, że książka od filmu lepsza?

Andrzej Sapkowski

Wiedźmina (wstyd, Kozdęba, wstyd!) dorwałem w swoje ręce dopiero w zeszłym roku i z marszu przeczytałem dwa tomy. Gdyby nie zdrowy rozsądek i nadmiar obowiązków, pewnie przeczytałbym wszystkie części naraz. Nawet jeśli nie ciągnie Was do fantasy warto przeczytać coś tego autora. Wiedźmin Wam nie leży? Polecam Złote Popołudnie – genialną (i krótką) wariację na temat Alicji w Krainie Czarów, która była moim pierwszym spotkaniem z Panem Sapkowskim.

Jacek Piekara

Wyobraźcie sobie świat w którym Chrystus zszedł z krzyża i wyciął całą Jerozolimę za to, co Żydzi chcieli z nim zrobić… Ciekawa wizja, prawda? Właśnie ona popchnęła mnie w stronę zbiorów opowiadań o Mordimerze Madderdinie. Zresztą, to nie jedyna mroczna wersja rzeczywistości nakreślona przez tego autora. Przenajświętsza Rzeczpospolita jest kolejną obrazoburczą pozycją, która może wypełnić kilka wieczorów.

A Wam jacy autorzy spędzają sen z powiek?

Na dzisiaj to wszystko, udanego weekendu.

Podziel się wpisem:

Tags:
  • Czarne Espresso

    Becketta, Kinga i Sapkowskiego znam i lubię, Nesbo jeszcze nie czytałam, a do Piekary jakoś nie mam przekonania

  • u mnie jeszcze Gerritsen i Cook. Thrillery medyczne to to, co lubię, dlatego staram się je czytać jak najrzadziej, bo zawaliłabym wszystko inne :D